Biurka polskich pisarzy: Filip Zawada

14 września 2020

Słuchacze muzyki alternatywnej pamiętają go jako basistę zespołu Pustki i połowę duetu Indigo Tree. Czytelnicy poznali go wpierw jako poetę, ale to proza przyniosła mu największy rozgłos i uznanie. Za zbiór krótkich opowiadań „Psy pociągowe” i powieść „Pod słońce było” zdobył nominacje do Nagrody Literackiej Gdynia. Jego ostatnia jak dotychczas powieść, „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”, znalazła się w tym roku w finale Nagrody Literackiej Nike. Swoje biurko pokazuje nam Filip Zawada.

Miejsce pracy: Piszę w klaustrofobicznym pomieszczeniu z dużą ilością zakurzonych rzeczy. Większość pisarzy umiera z powodu nadużywania alkoholu albo problemów z kręgosłupem, do mojej śmierci zapewne przyczyni się kurz. Ponieważ stół, na którym pracuję, zawsze jest za mały, pomimo iż zajmuje całe pomieszczenie, zacząłem wpełzać z bazgraniem na ściany. Zaczęło się niewinnie, od zapisania w pośpiechu numeru telefonu, a później poszło już gładko. Skoro jest jeden napis, to można zrobić następny itd., itd. W tym momencie na wszystkich ścianach mam naklejone tablice, do których przyczepiam zdjęcia i notatki, które pozwalają mi się skupić, motywują do pracy czy po prostu w niej pomagają.

Tryb pracy: Pracuję zwykle od rana do popołudnia. Staram się nie jeść śniadania, bo to rozleniwia i zajmuje dużo czasu. Piję tylko energetyka w postaci herbaty z miodem i cytryną. Po każdym zapisanym zdaniu wstaję i chodzę w kółko. Taka pospolita gimnastyka dla ciała i myśli. Po obiedzie czytam (to także zaliczam do pracy) i notuję w kilkunastu zeszytach pomysły, które przychodzą mi do głowy. Następnego dnia przeglądam notatki i staram się odnaleźć to, co wydawało mi się, że sumiennie posegregowałem. Komputer wkracza do akcji w ostatecznym momencie. Nie mogę się odzwyczaić od długopisu i kartki.

Mam też notatnik koło łóżka, w którym zapisuję zazwyczaj dwie, trzy myśli, które przychodzą mi do głowy w nocy. Sobotę i niedzielę mam wolną i nie piszę nic. Chyba, że coś przyjdzie mi do głowy, a zwykle przychodzi. Jednak tego typu działań nie zaliczam do pracy, bo weekend jest po to, żeby odpoczywać.

Aktualny projekt: Ciężko powiedzieć, jaki projekt jest aktualny, bo zwykle robię kilka rzeczy naraz. Myśl o tym, że nie mam nic do zrobienia, przeraża mnie. Skończyłem jedną książkę, piszę dramat, zacząłem kolejną. Jeżeli chodzi o rzeczy nowe, chciałem nadmienić, że zazdroszcząc Kafce, Sylvii Plath, Maraiowi i Gombrowiczowi, zacząłem pisać dziennik, który pewnie zostanie wydany po mojej śmierci.

fot. Filip Zawada dla Booklips.pl

Tematy: , , , , ,

Kategoria: biurka polskich pisarzy