banner ad

Małe miasteczka są jak media społecznościowe. Powieść „Ci, którzy mówią. Ci, którzy milczą” Chiary Valerio

16 kwietnia 2026

„Ci, którzy mówią. Ci, którzy milczą” to tytuł powieści Chiary Valerio, która od niedawna dostępna jest na polskim rynku dzięki oficynie Bo.wiem. Zgodnie z zapowiedzią wydawcy, traktuje ona o tym, „jak poznając cudze sekrety, odkrywamy własną tożsamość” i „o odwadze bycia sobą tam, gdzie każdy zna twoje miejsce”.

Scauri to małe miasteczko w środkowych Włoszech, położone dwie godziny drogi samochodem od Rzymu. Zimą liczy sześć tysięcy mieszkańców, latem, gdy zaczyna się sezon nad Morzem Tyrreńskim, jego plaże przyciągają blisko stutysięczną rzeszę wypoczywających. Właściwie niczym niewyróżniający się punkt na mapie – jeden z wielu niepozornych kurortów, jakimi naćwiekowany jest apeniński but. Ale właśnie w takich miejscach można dotrzeć do niewygodnej prawdy, tylko dla pozoru zakamuflowanej leniwą prozą życia.

Chiara Valerio urodziła się w Scauri i już we wstępie do swojej pierwszej wydanej w Polsce książki zapewnia, że jest to miejscowość najzupełniej realna. Kiedy pytam ją o najbliższe jej wspomnienia z dorastania w Scauri w latach 90., zaczyna wymieniać: „Pamiętam drogę i porę roku, bardziej w sensie pogody niż określonego czasu. Pamiętam, jak biegłam wzdłuż brzegu morza i po skałach. Jak słuchałam rozmów starszych ludzi, kobiet, mężczyzn i dzieci o codziennym życiu, polityce, wszystkim… Pamiętam ten rytm i w nim też napisałam tę powieść”. Czy jest to zatem tekst szczególnie osobisty? „Każdy wers w powieści, które piszę, jest osobisty” – zapewnia bez cienia wahania. „Jednocześnie każdy wers pochodzi z życia innych ludzi i do nich należy. Wszystko, co widzę, przelewam na papier. Pisanie jest formą patrzenia – przyglądam się wszystkiemu, niezależnie, czy należy to do mnie, czy nie” – dodaje.

Scauri (fot. Comune di Minturno)

Ani za dużo nienawiści, ani za dużo miłości

„Ci, którzy mówią. Ci, którzy milczą” przenoszą czytelnika do Scauri, kiedy w miasteczku dochodzi do wstrząsu. Miejscowa kobieta Vittoria zostaje znaleziona martwa we własnej wannie. Zmarłą kojarzyli wszyscy, lecz tak naprawdę nikt jej nie znał. Dwadzieścia lat wcześniej przeprowadziła się nad morze i od tamtego czasu była lokalnym kolorowym ptakiem. Dopiero podczas pogrzebu miejscowi zaczynają nabierać przekonań, że „nie była tylko tą osobą, na którą wyglądała, a może nawet wcale nią nie była”.

Oficjalna wersja wydarzeń mówi o nieszczęśliwym wypadku, w co trudno jest uwierzyć prawniczce Lei. Nie tylko dlatego, że Vittoria była znakomitą pływaczką. Zagadkowy zgon sprawia, że pochłonięta pracą i rodziną kobieta rozpoczyna własne śledztwo. Okazuje się, że odkrycia oczekują nie tylko ostatnie chwile zmarłej, ale też tajemnice związane z samym Scauri, tożsamością Vittorii, jak i dociekliwej Lei. „Ludzie, którzy potrafią zadawać niewygodne pytania na temat samych siebie i swoich pragnień, zdolni są do rozwiązywania skomplikowanych spraw” – przekonuje Chiara Valerio. „Właśnie to chciałam podkreślić poprzez wątek śledztwa prowadzonego przez Leę” – dodaje.

W miarę, gdy zanurzamy się w intrygę, atmosfera gęstnieje i robi się duszna, nie tylko z racji żaru kapiącego z włoskiego nieba. Scauri to mikrokosmos małomiasteczkowych postaw, które nie ułatwią prawniczce dotarcia do prawdy. „Scauri i Rzym dzieli od siebie zaledwie sto czterdzieści kilometrów” – czytamy w powieści – „a jednak (…) nieporozumienia, brak wiedzy, lenistwo polegania na domysłach, by nie męczyć się pytaniami, lub przyjmowania za oczywistość zamiast szukania wyjaśnień, są tak ogromne, jakby Scauri i Rzym leżały na dwóch różnych kontynentach. Przedzielone oceanem. Wiemy więcej o krewnych, którzy wyemigrowali do Argentyny lub Kanady, niż o tej kobiecie, która zmarła we własnej wannie”.

Chiara Valerio (fot. © Laura Sciacovelli)

Na pytanie o różnice, jakie panują w relacjach międzyludzkich w wielkich i małych skupiskach, Valerio odpowiada, że te drugie „działają jak media społecznościowe”. „Najszybciej dowiadujesz się tego, co wiedzą osoby z twojego najblższego otoczenia” – mówi. „Na szczęście jednak, w przeciwieństwie do mediów, w małych miasteczkach doświadczasz też fizycznej obecności – szybko uczysz się, że nie należy okazywać zbyt silnych emocji – ani za dużo nienawiści, ani za dużo miłości – bo następnego dnia możesz wpaść na obiekt swoich uniesień w supermarkecie”. Jednocześnie pisarka przekonuje, że małe społeczności „przyzwyczajają nas do mediacji pomiędzy naszą wersją wydarzeń a cudzą”. Dociekam zatem, czy w którymś momencie mogą sprawić, że zaczynamy wątpić we własne postrzeganie rzeczywistości. „To przydarza się tylko najodważniejszym, najbardziej bystrym i najbardziej ciekawym” – słyszę w odpowiedzi.

Nie powinno zaskakiwać, że recenzenci dopatrują się w „Tych, którzy mówią…” wyrazu relacji typu miłość-nienawiść z miejscem urodzenia autorki, ale Chiara Valerio nie zamierza ułatwiać im zadania, deklarując po prostu: „Nigdy nie podważam tego, co inni dostrzegają w moich książkach. Za bardzo kocham czytanie, by nie uznać, że dobra literatura pozostawia dużo miejsca na różnorakie interpretacje. Czasem nawet wzajemnie się wykluczające”. Podobnie sparowuje uwagę na temat konfliktu między jednostką a zbiorowością i możliwości rozwiązania go w sposób korzystny dla wszystkich. „Skoro go dostrzegasz, to pewnie tam jest” – ucina temat. „Sądzę, że przede wszystkim jest to powieść o tym, dlaczego nawet ludzie zadowoleni z życia mają prawo być niespokojni. Lea także ma prawo do niepokoju, a ten roznieca konflikt z jej rodziną” – wyjaśnia.

„Nie wierzę w rozdział logiki od pasji”

Polskie wydanie powieści – finalistki nagrody Premio Strega w 2024 roku – to pierwsza okazja dla czytelników w naszym kraju do kontaktu z twórczością autorki, cieszącej się we Włoszech renomą prawdziwej jednoosobowej instytucji. Valerio ma bogaty dorobek pisarski, jako redaktorka i felietonistka współpracuje z wieloma tytułami prasy kulturalnej, pojawia się na falach radia, a ponadto jest tłumaczką i znawczynią Virginii Woolf. „Nauczyłam się od niej, bardziej niż od jakiejkolwiek innej pisarki, że uczucia albo są gestami albo nie są zbyt ważne” – deklaruje.

Co zdaje się podkreślać każdy piszący o Chiarze Valerio i jej prozie, Włoszka jest z wykształcenia matematyczką, absolwentką studiów doktoranckich na Uniwersytecie Neapolitańskim. Fakt ten przywołuje się czasem na zasadzie osobliwości, jak gdyby stał w sprzeczności z uprawianiem literatury. Tymczasem przedmiotem badań pisarki jest prawdopodobieństwo, a to – jej zdaniem – jest bardzo stymulujące dla wyobraźni. „Matematyka zawsze wydawała mi się potężnym ćwiczeniem dla wyobraźni, i w istocie zawsze była nim dla mnie. Nie wierzę w rozdział rozsądku od wrażliwości lub logiki od pasji. One wszystkie zawsze są z sobą wymieszane. Jak w małym miasteczku” – mówi.

W bibliografii Chiary Valerio znaleźć można nawet esej zatytułowany „La matematica è politica” (z wł. „Matematyka jest polityką”), poświęcony związkom tej pierwszej z demokracją. Czy to znaczy więc, że w matematyce znaleźć możemy wskazówki ułatwiające nawigowanie w czasach politycznego niepokoju? „Matematyka jako dyscyplina uczy nas bycia wolnym w zatłoczonym miejscu” – odpowiada Valerio. „Takim miejscem może być świat czy odrębne systemy demokratyczne, w których wszyscy muszą przestrzegać tych samych zasad. A zatem tak, uważam, że matematyka może być bardzo pomocna w zrozumieniu prawdziwego znaczenia wolności” – podsumowuje pisarka.

Powieść „Ci, którzy mówią. Ci, którzy milczą” Chiary Valerio ukazała się w tłumaczeniu Tomasza Kwietnia.

Sebastian Rerak
fot. główna: © Laura Sciacovelli

Tematy: , , , , ,

Kategoria: artykuły