„Ćpun”, „Queer” i „Listy o Yage” – trylogia nie tylko narkomańska Williama S. Burroughsa

„Ćpun” opowiada o głębokim uzależnieniu od narkotyków. „Queer” – o wpadnięciu w kolejną fatalną zależność zaraz po odstawieniu hery. „Listy o Yage” z kolei opisują desperackie poszukiwania legendarnej psychoaktywnej rośliny. W pierwszych książkach Williama Burroughsa (nie licząc tej napisanej wspólnie z Kerouakiem) można jednak znaleźć o wiele więcej.
Oliver Harris, autor wstępu do amerykańskiego wydania powieści „Queer” z 2009 roku, twierdzi, że Burroughs myślał o „Ćpunie”, „Queerze” i „Listach o Yage” jako o łotrzykowskiej trylogii. Wszystkie te trzy książki jednego z najbardziej ekscentrycznych i najbardziej wpływowych pisarzy XX wieku możemy teraz dostać w świeżych polskich wydaniach. Pierwsze dwie ukazały się w Filii Literackiej w nowym tłumaczeniu Teresy Tyszowieckiej, a „Listy…” w Okulturze w przekładzie Dariusza Misiuny.
Cała trylogia powstawała na początku lat 50., podczas pobytu Burroughsa w Meksyku i jego wyprawy do Ameryki Południowej. Ze wszystkich trzech książek tylko „Ćpun” (oryg. „Junkie”) doczekał się szybkiej publikacji – tę w głębokim stopniu autobiograficzną powieść z kluczem wydało w 1953 roku nowojorskie Ace Books. „Listy o Yage” trafiły do amerykańskich księgarni 10 lat później, natomiast „Queer” dopiero w 1985 roku. Dlaczego tak późno? Gdy w roku 1952 Burroughs pisał „Queera”, jego przyjaciel i agent literacki, Allen Ginsberg, cały czas zabiegał o wydanie „Ćpuna”. Pracując równolegle nad dwiema książkami, autor przerzucał między nimi poszczególne partie tekstu. Gdy „Ćpun” pęczniał, „Queer” szczuplał i marniał. Ostatecznie, gdy Burroughs miał szansę wydać tę drugą książkę w 1958 roku, uznał ją za niewystarczająco dobrą. Dlatego też przeleżała w szufladzie prawie 30 lat, do czasu, gdy do publikacji przekonały pisarza niezłe pieniądze od Viking-Penquin, dzięki którym był ustawiony aż do końca życia. Warto tu dodać, że zanim zmarł w 1997 roku, zdążył jeszcze wziąć udział w futurystycznej reklamie Nike Air Max 2.

„Ćpun” to nierozerwalnie związana z życiorysem pisarza powieść o konsumpcji narkotyków i alkoholu w nowojorskim – a później też nowoorleańskim – półświatku. Rzecz dzieje się wkrótce po zakończeniu wojny. Alter ego pisarza, William Lee, snuje się wraz z innym straceńcami po mordowniach, kombinuje morfinę od przekupnych lekarzy, kupuje heroinę od typów spod ciemnej gwiazdy, wszystko zagryza benzedryną dla pobudzenia i Nembutalem dla wyciszenia. Marihuany nie lubi, bo uszkadza mózg, a marihuaniści (w poprzednim przekładzie Agnieszki Kochan „gandziarze”) to dla niego straszne przymuły. Lee ma pieniądze nie wiadomo skąd (choć 50 dolarów miesięcznie dostawał z funduszu powierniczego), a jeśli nie ma, nie idzie do pracy, tylko okrada pijanych w trupa pasażerów zbiorkomu. Ewentualnie bawi się w dilerkę. Gdy rząd zaczyna systematycznie zwalczać narkomanów, po piętach depczą mu stróże prawa. Wpada w paranoję, a potem wpada z narkotykami i nielegalną bronią. Przed wyrokiem zbiega z partnerką do Meksyku.
Burroughs zaznaczył w przedmowie do amerykańskiego wydania „Ćpuna” z 1985 roku, że w trakcie pisania przyświecał mu prosty cel: jak najdokładniej oddać doświadczenia narkomana. To jednak powieść nie tylko o konsumpcji, ale też o walce z nałogiem. Żeby zerwać z narkotykami i toksycznym środowiskiem, Lee uprawia bawełnę nad Rio Grande. Po odstawieniu opioidów zaczyna pić. Pije tak dużo, że życzliwi podsuwają mu narkotyki, żeby znów zaczął ćpać. Lee, przebywając już w Mexico City, wraca do brania z zapałem neofity. Wyjazd ten wyznacza początek niemal ćwierćwiecznej emigracji pisarza. I to właśnie w tym gwarnym i pełnym pokus mieście, w którym lepiej mieć czterdziestkę piątkę pod ręką, literacki sobowtór Burroughsa poznaje młodszego o kilkanaście lat Eugene’a Allertona, niedostępny (przynajmniej z początku) obiekt pożądania. To już jednak opisane zostało w „Queerze”.

„Gdy pisałem 'Ćpuna’, przyświecał mi dość prosty cel: jak najściślej, w prostych słowach, zrelacjonować moje doświadczenia narkomana” – przyznał William S. Burroughs.
Powieść „Queer” należy do klasyki literatury gejowskiej, choć sam pisarz, zadeklarowany homoseksualista, nie chciał, by nazywać ją gejowskim romansem. Czytelnicy spodziewający się ekstremalnie pikantnych opisów rodem z „Nagiego lunchu”, mogą poczuć się rozczarowani. Pod tym względem Burroughs zachowuje subtelność, pozostawiając szczegóły wyobraźni czytelnika. Książka opowiada o desperackich staraniach narratora, by uwieść poznanego w Meksyku, młodszego o 16 lat chłopaka (jego pierwowzorem był Lewis Marker). Zabiegając o względy Allertona, Lee gotowy jest przyjąć rolę sponsora i opiekuna podczas wyprawy do Ameryki Południowej w poszukiwaniu yagé. Ekspedycja wiąże się dla mężczyzny z przymusową odwykiem – po zakupie ostatniego paregoricu w Panamie staje się emocjonalnie odsłonięty, bezbronny. „Po zdjęciu osłony (zapewnianej przez heroinę – przyp. red.) to wszystko, co narkotyk trzymał w ryzach, zaczyna się wylewać na zewnątrz. Narkoman w fazie odstawienia, bez względu na swój wiek, łatwo popada w skrajne stany emocjonalne, typowe dla wieku dziecięcego lub młodzieńczego. Do tego popęd seksualny wraca ze zdwojoną siłą” – tłumaczył pisarz. Jego bohaterem miotają namiętności, których nie może zaspokoić.
„Queer” jest krótką opowieścią o rozczarowaniu – nie tylko miłością, ale także sobą samym, a w końcu poszukiwaniami mitycznej rośliny. Skoro podczas lektury książki można podążać tropem biograficznym, nasuwa się pytanie: dlaczego po tylu latach, już jako ceniony pisarz, Burroughs zechciał wspominać swój „wiek męski, wiek klęski”, czas, gdy doznał załamania psychicznego? Pomijając oczywiście wątek finansowy, którego pomijać jednak nie powinniśmy. Autor tłumaczył, że pisał „Queera”, a dużo później też publikował po to, by dać świadectwo prawdzie o sobie, a tym samym zyskać odporność przed rozbiciem osobowości w przyszłości. Lee-Burroughs, zmielony psychicznie po odstawieniu narkotyków, poszukiwał w osobie Allertona nie tylko kochanka, ale też widza spektaklu twórczego, którego odgrywanie chroniło go przed dezintegracją tożsamości. Skomplikowane? Pisarz tłumaczy, że dzięki „Queerowi” Lee „zostaje nieodwołalnie wciągnięty w świat fikcji. Dokonał już wyboru między swym życiem a twórczością”. Choć „Queer” jest o trzeźwieniu, nie zapowiada trzeźwości. Burroughs zażywał bowiem narkotyki do późnej starości, a może i do śmierci.

Wróćmy jednak do 1951 roku. W kilka miesięcy po przypadkowym zastrzeleniu swojej partnerki, Joan Vollmer (pijacka zabawa w Wilhelma Tella z pistoletem i szklanką), Burroughs rusza w podróż. Miesiącami przemierza ekwadorską i peruwiańską dzicz w poszukiwaniu tajemniczej rośliny stosowanej przez czarowników od stuleci, rośliny o niemalże magicznych właściwościach. Mowa o yagé (choć autor posługuje się zapisem yage), lepiej znanej nam jako ayahuasca. 60 lat przed tym, gdy zażywanie tej psychoaktywnej, zawierającej DMT rośliny stało się trendem wśród pozujących na eskapistów YouTuberów, śladem wizji poszerzających świadomość, telepatii i uleczenia z nałogów podążał Burroughs. Listownymi relacjami z podróży dzielił się z drugim legendarnym beatnikiem, swoim przyjacielem i redaktorem, Allenem Ginsbergiem. Na kanwie tych rozbudowanych tekstów w 1963 roku powstała powieść epistolarna stanowiąca zwieńczenie pierwszego etapu literackiej kariery Burroughsa. Jednocześnie fragmenty takie jak „Miasto Kompozytowe” stanowiły zapowiedź przyszłych surrealistycznych eksperymentów literackich pisarza, w dużej mierze opierających się na technice cut-upu.
Inaczej niż Lee w „Queerze”, Burroughs miał okazję doskonale zapoznać się z właściwościami yagé. W ten sposób pisał o niej w manuskrypcie z 1953 roku: „(…) w zależności od dawki, znacząco zmienia się jego oddziaływanie. Weź 1/8 dawki morfiny, a poczujesz lekki, choć zauważalny kop. Weź 1/4 litra napoju Yage, a nie poczujesz niczego. Weź pół litra, a będziesz mieć coś w rodzaju haju marihuanowego z niebieskimi pobłyskami, potwornymi mdłościami, dreszczami i zupełną utratą koordynacji. Weź standardową dawkę gotowanego preparatu, a doznasz omamów paranoicznych i halucynacji, potwornych mdłości, dreszczy i zupełnej utraty koordynacji”.

Do „Listów…” dołączone została również barwa relacja Ginsberga. Oto próbka jego fantastycznych, mistycznych doświadczeń bycia pod wpływem rośliny: „Zacząłem odczuwać dziwną Obecność w szałasie – Ślepy Byt albo byt, którego z przyzwyczajenia nie widzę – niczym fantastyczno-naukowa radiotelepatyczna Bestia z innego Wszechświata (…) czułem się Wężem Bytu albo Wężem Iluzji, wężem Izolacji, Wężem Allena, otoczonym wokół dłoni i gardła aureolą z kolczastych głów węży, miniaturowych, promiennych wielobarwnych – a gardło pęczniało u mnie jak u Bestii Stworzenia (…) ujrzałem Chrystusa wyniesionego na Krzyżu Śmierci, cierpiącego – poczułem Chrystusa – wszyscy jesteśmy Chrystusem (…) jesteśmy Bogiem istniejącym we wszechświecie (…)”.
Tak jak „Ćpuna” i „Queera” nie powinno się sprowadzać wyłącznie do zagadnień związanych z heroiną, morfiną i wypieranym bądź afirmowanym homoseksualizmem, tak samo „Listy…” swoim rozmachem obejmują wiele innych tematów – oprócz rozważań filozoficznych i obserwacji antropologicznych znajdziemy w nich choćby krytykę hiszpańskiego kolonializmu i amerykańskiego imperializmu. Jak zauważa przywoływany na początku Harris, ta nietypowa powieść ma swój istotny wymiar historyczny. Co więcej, zyskuje na wartości odczytywana w kontekście ruchu beatnikowskiego i postulowanych przez twórców należących do tej formacji wartości, takich jak nonkonformizm, sprzeciw wobec kształtującego się społeczeństwa konsumpcyjnego czy nieskrępowana wolność twórcza. No a co z wojażami? Burroughs i Ginsberg urzeczywistniali etos podróżnika, który tak przekonująco ukazał Jack Kerouac w wydanej w 1957 roku powieści „W drodze”. Oni jednak „podróżowali o wiele dalej i przez dłuższe okresy czasu” – pisał Harris. „Byli nomadami zarówno pod względem geograficznym, jak i wyobrażeniowym, ponieważ każdy z nich czuł się wewnętrznym wygnańcem – obcym we własnej ojczyźnie, a nawet we własnym ciele”.
Jacek Adamiec
Cytaty pochodzą z książek: William S. Burroughs „Queer”, tłum. Teresa Tyszowiecka, William S. Burroughs, Allen Ginsberg „Listy o Yage”, tłum. Dariusz Misiuna.
TweetKategoria: artykuły















