Ekranizacja „Pikniku pod Wiszącą Skałą” w reżyserii Petera Weira wraca do kin. Film poddano rekonstrukcji cyfrowej

Nakręcony przez Petera Weira „Piknik pod Wiszącą Skałą” na podstawie powieści Joan Lindsay, jeden z najbardziej hipnotyzujących filmów w historii kina, duchowy przodek „Przekleństw niewinności” Sofii Coppoli i dzieł Davida Lyncha, w którym odbija się echo nienazwanych pragnień, zagubienia i czegoś, co wymyka się prostej logice, wraca po latach do kin. Produkcję będzie można obejrzeć na wielkim ekranie od piątku, 18 lipca.
Akcja „Pikniku…” rozgrywa się w 1900 roku. W dzień świętego Walentego grupa uczennic z elitarnej wiktoriańskiej szkoły z internatem wyrusza pod opieką nauczycielek na wycieczkę do Wiszącej Skały, wulkanicznej formacji położonej w sercu australijskiego buszu. Tam, pod rozedrganym od upału niebem, wydarza się coś niewyjaśnionego – czas się rozmywa, przestrzeń ulega zakrzywieniu, a natura zaczyna oddziaływać na ciała i umysły młodych kobiet. Czy to pradawny rytuał? Zbiorowa halucynacja? A może – jak pisał Edgar Allan Poe – „to, co widzimy i czym się zdajemy, jest snem, który w innym śnie snujemy”? Jedno jest pewne: od tej pory nic już nie będzie takie samo.

Nie wszyscy wiedzą, że film Petera Weira powstał na podstawie powieści o tym samym tytule autorstwa Joan Lindsay, która ukazała się w 1967 roku. To jeden z tych rzadkich przypadków, kiedy ekranizacja przyćmiła pierwowzór literacki. Książka powstała w dwa tygodnie, a jej autorka miała czerpać inspirację ze snów, które jej się wtedy śniły. Chociaż wydarzenia przedstawione w „Pikniku pod Wiszącą Skałą” są całkowitą fikcją, powieść została napisana tak, jakby była prawdziwą historią, w czym czytelników miały utwierdzać fragmenty zeznań, artykułów gazetowych czy listów zawartych w treści.
Jednym z mocnych elementów książki było nierozstrzygnięte zakończenie. Wywołało ono liczne analizy krytyczne i naukowe. Co ciekawe, pierwsza wersja powieści zawierała finałowy rozdział, w którym zagadka została rozwiązana. Dopiero za sprawą sugestii redaktorki Joan Lindsay usunęła go przed publikacją. Rozdział ten, wraz z tekstami poświęconymi „Piknikowi…”, ukazał się po śmierci autorki w formie osobnej książki.

Okładki polskich wydań powieści „Piknik pod Wiszącą Skałą” Joan Lindsay
Producentka Patricia Lovell przeczytała powieść w 1971 roku i uznała, że powstałby na jej podstawie świetny film. Prawa do ekranizacji zarezerwowała sobie dwa lata później, płacąc 100 dolarów za trzy miesiące. Następnie zatrudniła Petera Weira na stanowisku reżysera. „Piknik pod Wiszącą Skałą” z 1975 roku był prawdopodobnie pierwszym australijskim filmem, który zyskał międzynarodową popularność. Niepokojący, zmysłowy, obsesyjny obraz opowiadał o niewinności i jej utracie, o młodości stłumionej przez konwenans, o kobiecej cielesności i sile tego, co nieświadome. Znaleźli w nim coś dla siebie zarówno miłośnicy stylu coquette, vintage’owych wnętrz, koronkowych sukienek i suszonych kwiatów, jak też ci, co doceniają subtelną grozę. A wygrywany na fletni Pana i organach muzyczny motyw przewodni wprowadzał widzów w hipnotyczny trans.
W 50. rocznicę premiery „Piknik pod Wiszącą Skałą” powraca na ekrany kin w odrestaurowanej kopii 4K – w wersji kolorystycznej, jakiej od początku pragnął reżyser. Rekonstrukcja odbyła się pod czujnym okiem samego Petera Weira i autora zdjęć Russella Boyda, a wśród ekipy technicznej odpowiedzialnej za nową wersję znaleźli się polscy specjaliści od postprodukcji z firmy FixaFilm.

Praca nad rekonstrukcją filmu Weira trwała trzy lata, a rozpoczęła się od… komplikacji, od trawiących Australię pożarów w 2019 roku, po pandemię koronawirusa. Proces odbywał się zdalnie na łączach między Polską, Los Angeles i Australią. Po stronie polskiej rolę koordynatora postprodukcji pełnił Wojtek Janio – współzałożyciel Fixafilm. Kolorystką nowej wersji „Pikniku pod Wiszącą Skałą” została Gosia Grzyb – specjalistka od kolorkorekcji oraz pasjonatka klasyki kina z zapleczem fotograficznym.
O przebiegu całego procesu menedżer projektu, Daniel Bird, opowiedział w 2022 roku w trakcie Bergamo Film Meetings. Wspominał, że w pierwszej rozmowie z Weirem na temat kierunku nowej kolorkorekcji reżyser zwrócił uwagę na trzy kwestie. Pierwsza odnosiła się do barwy trawy, która nie mogła być soczyście zielona, a nieco przypalona przez bezlitosne australijskie słońce. Odcień skóry bohaterek powinien być różowy, a w niektórych przypadkach lekko muśnięty słońcem. Trzecia wskazówka dotyczyła ogólnej barwy filmu, która w pierwotnej wersji była bardziej żółta, mimo pragnienia reżysera, by wyeksponować więcej różu. Ten pierwotny plan po wielu latach zrealizowała kolorystka Gosia Grzyb.
Bird wymienił również referencje fotograficzne, które posłużyły za inspiracje specjalistom z Polski. Wśród nich znalazły się jedne z pierwszych kolorowych fotografii Jacques’a Henri’ego Lartigue’a oraz pochodzące z lat 70. XX wieku zdjęcia Davida Hamiltona. Bird przytoczył anegdotę o tym, że Hamilton rzekomo wdmuchiwał powietrze w obiektyw, aby uzyskać marzycielski efekt, jaki daje rozproszone światło. Z kolei Russell Boyd, chcąc uzyskać podobny efekt, podczas realizacji zdjęć do „Pikniku pod Wiszącą Skałą” rozwieszał na drzewach jasne płótna. Wszystkie te zabiegi sprawiły, że widzowie na całym świecie – w tym również w Polsce – mogą wreszcie zobaczyć film na dużym ekranie w wersji, o której marzył Peter Weir.
Poniżej możecie zobaczyć zwiastun „Pikniku pod Wiszącą Skałą” w wersji 4K z nową kolorkorekcją. Dystrybutorem produkcji w Polsce jest Gutek Film:
[am]
fot. mat. prasowe
Kategoria: film











