banner ad

9 dowodów na to, że Joe Hill musiał pójść w ślady swojego ojca, Stephena Kinga, i zostać pisarzem horrorów

3 listopada 2020

Na początku literackiej kariery Joe Hill ukrywał przed czytelnikami, że jest synem Stephena Kinga. Zależało mu na pójściu własną drogą, dlatego będąc nastolatkiem, zupełnie na poważnie rozważał zmianę nazwiska, a później, publikując pierwsze opowiadania, zaczął używać pseudonimu pochodzącego od jego dwóch imion. Jak mówi, nałożył maskę i udawał kogoś innego, ale książki i tak powiedziały wszystkim prawdę. Bo prawda jest taka, że Joe Hill musiał pójść w ślady swego ojca i zostać twórcą horrorów. Oto dziewięć dowodów, które to potwierdzają.

1. Rodzice nadali mu imiona na cześć człowieka skazanego za morderstwo. Pomysł wydaje się nieco mniej szalony, jeśli weźmie się pod uwagę, że Joseph Hillström, znany też jako Joe Hill, nie był rzezimieszkiem, lecz poetą, pieśniarzem i działaczem związkowym. Zbrodnia, za którą został stracony przez pluton egzekucyjny w 1915 roku, prawdopodobnie nie była popełniona przez niego, a w ukartowanym procesie maczali palce miejscowi bogacze, którym nie w smak był lubiany związkowiec.

2. Już jako trzylatek zapragnął pisać tak jak jego tatuś. W tym celu sięgnął po kartki i zaczął po nich zapamiętale bazgrolić. Szkopuł w tym, że był to jeden z manuskryptów Stephena, a pamiętajmy, że działo się to w czasach przed pojawieniem się domowych komputerów. Gdy pisarz zobaczył, co wyprawia jego synek, w pierwszej chwili pomyślał: „Ty mały sukinsynu, mógłbym cię zabić”. Na szczęście od myśli do słów, a tym bardziej czynów, daleka droga, dzięki czemu Stephen nie zmarnował kariery na odsiadkę w więzieniu, a jego syn może ją teraz kontynuować.

3. Od dzieciństwa uwielbiał grozę i fantastykę. Mały Joe nie tylko z wyglądu przypominał (i nadal przypomina!) ojca, ale też z upodobań. Kiedy miał sześć lat, tata czytał mu do snu komiksy superbohaterskie, w których występowali bestialscy psychopaci i opętane istoty ogarnięte szałem. Gdy miał jakieś dziewięć, dziesięć lat, w domu pojawił się odtwarzacz dysków laserowych. Pierwsze trzy filmy, w które zaopatrzyli się z ojcem, a potem oglądali na okrągło, to „Szczęki”, „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” i „Pojedynek na szosie”. Ten ostatni stanowił inspirację do ich wspólnych zabaw. Podczas przejażdżek samochodem udawali, że ściga ich tajemniczy kierowca w ogromnej cysternie. „Od czasu do czasu (tata) wciskał gaz, symulując uderzenie wyimaginowanego tira w tył albo w bok. Ja rzucałem się na wszystkie strony na siedzeniu pasażera i wrzeszczałem” – wspomina Joe Hill. „W końcu ciężarówka rozgniatała nas na miazgę, tata wydawał przeraźliwy wrzask i jechał zygzakiem na znak, że nie żyje. Czasami jechał tak całą minutę – z wywieszonym językiem i przekrzywionymi okularami, aby dowieść, że ciężarówka rozkwasiła go na dobre”. W wieku 11 lat Joe pochłaniał już z zapałem książki ojca – „Bastion” i „Miasteczko Salem”.

4. Będąc dziewięciolatkiem zadebiutował w horrorze jako aktor – grał chłopca, który zamordował ojca laleczką voodoo, ponieważ ten nie pozwalał mu czytać komiksów. Przygoda miała miejsce na planie filmu „Creepshow” w reżyserii George’a Romero. Obraz powstawał przy udziale Stephena Kinga. Podczas kręcenia nie korzystano z usług niani dla dzieci, dlatego mały Joe znajdował się pod opieką Toma Saviniego, speca od efektów specjalnych, który przygotowywał krwawe maski i potwory. „Po powrocie z planu wiedziałem, co chcę robić w życiu: chciałem mordować ludzi w wymyślny sposób i tworzyć bajeczne potwory. I właściwie tym się zajmuję, tyle że na papierze przy pomocy słów, a nie lateksu i syropu kukurydzianego wyglądającego jak sztuczna krew” – mówi Joe Hill.

5. W domu rodzinnym książki i pisanie były tematem codziennych rozmów. Kingowie od zawsze przy obiedzie czy kolacji prowadzili ożywione rozmowy literackie. Jedną z ich ulubionych rozrywek było wspólne czytanie książek po posiłku. Każdy członek rodziny czytał fragment i przekazywał lekturę dalej. Zdarzało się też, że bawili się w wymyślanie historii. Stephen zapisywał pierwsze zdanie i puszczał kartkę do swoich dzieci, a ich zadaniem było dopisywanie ciągu dalszego. „Nasze myśli krążyły wokół pisarzy i opowieści, treści literackich i tworzenia scen – w tym sensie rzemiosło, nie tyle sztuka, co rzemiosło, było nieustannym tematem rozmowy” – opowiada Hill.

6. Jako jedenastolatek Joe zaczął pisać codziennie i nic nie potrafiło go odciągnąć od tej rutyny. Podobnie jak jego ojciec nie robił sobie wolnego nawet w weekendy i święta. Jego młodszego brata Owena czasem to denerwowało. „Pamiętam, jak miałem 8 lat i prędzej czy później wszystko musiało się skończyć, żeby mógł popisać przez dwie godziny” – wspomina Owen. Nie miało znaczenia, czy bracia byli w trakcie najlepszej zabawy lub grali w grę RPG, Joe poczuwał się w obowiązku do przerwania zajęć.

7. Joe ma liczne fobie – tak jak jego ojciec. Stephen King panicznie boi się latać, ale też na przykład jest przesądny i zupełnie poważnie uważa, że liczba 13 może przynieść pecha – dlatego poproszony o przekazanie 13 tysięcy dolarów na sprowadzenie do domu na święta żołnierzy z Maine, zamiast wspomnianej kwoty przelał na konto organizacji charytatywnej 12 999 dolarów. U Joego kompulsywne zachowania, lęki i fobie przeszły wręcz w coś przypominającego klasyczną paranoję. Wchodził do pokoju hotelowego i przewracał go do góry nogami, szukając mikroskopijnych kamer do podglądania. Nie potrafił też przestać pracować, jeśli zdanie kończyło się nieparzystą liczbą liter. Zdarzało się, że nie docierał na umówione spotkanie, bo tyle razy wracał do domu, aby upewnić się, czy wyłączył piekarnik. Teraz radzi sobie z tym już znacznie lepiej, w czym pomocne okazały się tabletki. Jak podkreśla, trudno mu określić, jaka jest zależność między tym wszystkim a jego pisaniem. „To sytuacja typu: co było pierwsze – kura czy jajo? Czy fikcja to sposób na pozbycie się tych niepokojów? A może to zwyczaj pisania (literatury grozy – przyp. red.) uczynił mnie bardziej podatnym na ataki paniki?” – zastanawia się autor.

8. Pierwszą powieść – oczywiście horror – napisał w wieku czternastu lat. Nosiła tytuł „Midnight Eats” i pełnymi wiadrami czerpała z kina grozy klasy B. „Opowiadała o prywatnej szkole, w której starsze panie z bufetu siekały uczniów i podawały ich na lunch pozostałym dzieciakom” – wspomina Hill. Książka była do niczego. „Nie sądzę, aby komuś udało się to przeczytać do samego końca, może poza moją mamą” – przyznał.

9. Stephen King i jego żona Tabitha bardzo wspierali syna na pisarskiej ścieżce. Nie tylko pierwsza napisana przez Joego książka, ale też wysłany do Marvela scenariusz komiksu, a potem druga, trzecia i kolejna powieść nie nadawały się do publikacji. Widząc, że chłopak mało wynosi z rad, które mu udzielali, rodzice kupili mu poradniki pisarskie innych znakomitych autorów – Raya Bradbury’ego i Lawrence’a Blocka. A później, kiedy już dorósł, ożenił się i miał dwójkę dzieci, wspierali go finansowo. Ponoć ani razu nie zasugerowali, że może powinien rozważyć inne możliwości i porzucić pisanie.

Opracowanie: Artur Maszota
fot. archiwum Joego Hilla
źródła: „Kim jest twój tata?” w Joe Hill „Gaz do dechy” w tłum. Izabeli Matuszewskiej, Lisa Rogak „Życie i czasy Stephena Kinga” w tłum. Roberta Ziębińskiego, Vulture, New York Times

Tagi: , , , , , , , , ,

Kategoria: zestawienia