banner ad

Opowiadam o tym, czym żyję, co mnie interesuje i co mnie wkurza ? wywiad z Jackiem Galińskim

11 grudnia 2019


Irytuje, wzrusza, skłania do myślenia ? taka jest bohaterka książek Jacka Galińskiego, czyli Zofia Wilkońska. Jedni ją kochają, inni nienawidzą, pewne jest jednak to, że takiej postaci brakowało w polskiej literaturze! Z autorem powieści „Kółko się pani urwało” i „Komórki się pani pomyliły” rozmawiamy o odniesionym sukcesie, reakcjach czytelników i pisaniu komedii kryminalnych.

Marcin Olgierd: Od końca października na półkach księgarń obecna jest druga część przygód Zofii Wilkońskiej ? „Komórki się pani pomyliły”. Jak ci się pisało drugi tom po tak wielkim sukcesie książki „Kółko się pani urwało”?

Jacek Galiński: Piszę z wyprzedzeniem, więc w momencie premiery „Kółka…” pracowałem już nad drugim tomem. Tygodnie po premierze pierwszej części faktycznie nie były łatwe. Sporo się działo i pisało się dosyć trudno. Doszło mi trochę nowych obowiązków, które zabierały mi czas, uwagę i energię.

„Komórki…” miałem wtedy już w większości napisane chociaż pracowałem nad nimi intensywnie do samego końca. Przepisywałem tą książkę kilkakrotnie. O tym, kto zabił, ostatecznie zdecydowałem na kilka dni przed wysłaniem tekstu do wydawnictwa.

Jeżeli chodzi o sukces, to ja tego tak nie odczuwam. Cieszę się, że książka została nieźle przyjęta, ale na razie to jest jak strzelenie jednej bramki w meczu, który wciąż trwa i jeszcze wiele się w nim może wydarzyć.

Nie ukrywajmy ? Zofia to bohaterka nietypowa. Czy spodziewałeś się takiej reakcji na Wilkońską?

Stworzyłem bohaterkę inną od wszystkich, bo uczyłem się w szkole filmowej. Tam szuka się oryginalnych historii do opowiedzenia lub choćby nowej ciekawej perspektywy do pokazania tego, co już opowiedziane było. Chodzenie utartymi ścieżkami to droga donikąd i dlatego mnie nie interesuje sponiewierany detektyw po przejściach. To wszystko już było, a kopiowanie jest dobre na etapie uczenia się. Potem trzeba już znaleźć swój własny język. I to właśnie jest mój.

Odpłynąłem trochę, bo nie o tym było pytanie. Czy się spodziewałem takiej reakcji? Spodziewałem się, że będzie bawić czytelników i skłaniać do refleksji. Nie spodziewałem się, że niektórych będzie irytować, innych smucić.

Czytelnicy zauważają, że gdy przestają się śmiać, to zaczynają rozmyślać o sytuacji osób starszych oraz ich funkcjonowaniu w społeczeństwie i współczesnym świecie. Czy napisanie (nazwijmy to górnolotnie) powieści z przesłaniem było twoim ukrytym celem?

Napisanie książki, z której coś sensownego wynika jest moim najważniejszym celem. Myślę, że jeżeli książka byłaby jedynie zabawna, to jej życie byłoby bardzo krótkie, a grono odbiorów bardzo wąskie. Tak mi się wydaje, chociaż mogę się mylić, bo w kinie komedie romantyczne, z których w większości kompletnie nic nie wynika, sprzedają się nieźle. Ja w każdym razie opowiadam o tym, czym żyję, co mnie interesuje i co mnie wkurza. Opowiadam o świecie, jaki mnie otacza, jaki widzę i jaki znam. Robię to w sposób komediowy, żeby to nie było nudne i żeby ludzie chcieli czytać moje książki. Ale w gruncie rzeczy książka ma chyba wydźwięk pesymistyczny. To taka gorzka pigułka w słodkiej otoczce.

Masz bardzo zróżnicowane grono czytelników ? od nastolatków po osoby starsze. Jaki masz odzew od czytelników w podeszłym wieku? Oburzają się czy może właśnie identyfikują z główną bohaterką? Przygody Zofii Wilkońskiej są dla nich śmieszne?

Tak, to jest świetna rzecz, że książkę czytają ludzie w każdym wieku. Chciałbym pisać komedie totalne. To znaczy o wszystkim i dla każdego. O życiu.

Nie spotkałem się jak do tej pory z oburzeniem ze strony osób starszych. Osoby starsze, z którymi miałem kontakt, albo odczytują książkę tak jak ja i wtedy nie mogą się czuć obrażone, albo bawią się przygodami bohaterki. Zgaduję też, że mogą być zadowoleni z upodmiotowienia starszej osoby i z zainteresowania, jakie zostało okazane problemom, z którymi muszą się borykać co dnia.

A teraz bez spoilerów ? czy wiesz, co spotka Zofię w trzecim tomie? Znowu czeka nas (i ją) trzęsienie ziemi?

Mniej więcej od momentu złożenia tekstu pierwszej książki w wydawnictwie mam w miarę precyzyjny plan tego, co będzie we wszystkich częściach. Co do szczegółów, to się zmienia, ale główne założenia pozostają. W każdej książce Zofia nie będzie miała lekko, bo takie jest życie bohaterki. Mam nadzieję, że wystarczy mi energii, żeby kontynuować serię na dobrym poziomie. Każda książka jest dla mnie jak nauka pisania od podstaw. Niczego nie jestem pewien i wszystko odkrywam na nowo.

Zauważyłem, że książka „Komórki się pani pomyliły” ma jeszcze cieplejsze przyjęcie niż część pierwsza. Jak myślisz, dlaczego?

Podejrzewam, że bierze się to stąd, że pierwsi przeczytali ją najzagorzalsi zwolennicy książkowej serii, którzy już od dawna na nią czekali. Oni powinni być zadowoleni, bo ta część jest jeszcze względnie podobna do poprzedniej. Na korzyść drugiej części działa także, to że pewna bariera została już przełamana w „Kółku…”. Teraz już nie ma takiego szoku. Można się przyzwyczaić do konwencji i po prostu dobrze się bawić.

Myślę jednak, że podobnie jak poprzednio przyjdzie moment, kiedy kolejni czytelnicy sięgną po lekturę i reakcje i oceny zróżnicują się bardziej.

Oprócz dużego grona blogerek twoje książki rekomendują polscy pisarze ? Katarzyna Berenika Miszczuk, Magdalena Majcher i Alek Rogoziński. Co to dla ciebie znaczy?

Myślę, że twórcy potrafią obiektywnie ocenić tekst, niezależnie czy gustują w danym gatunku, czy nie. Osoby piszące często czytają analitycznie, nie dając się oszukać i nie wciągając się emocjonalnie. Bardzo mi miło, gdy uznani autorzy dobrze się wypowiadają o moich książkach. Szczególną klasę pokazuje Alek Rogoziński, z którym piszemy w tym samym gatunku. Mocno mnie wspiera, chociaż moglibyśmy ze sobą konkurować. Ale jest człowiekiem sporego formatu.

Dlaczego zacząłeś pisać komedie kryminalne, a nie po prostu kryminały? Czy po zakończeniu cyklu o Zofii Wilkońskiej zmienisz „półkę”, czy pozostaniesz przy komediach kryminalnych?

Prawda jest taka, że „Kółko…” pisałem jako kryminał. Natomiast bohaterka, którą miałem już stworzoną, funkcjonowała w świecie w taki sposób, że naturalnie powstawały sytuacje komiczne. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że to jest komedia. Gdy pierwszy raz przygody Zofii Wilkońskiej zostały nazwane komedią, byłem naprawdę zaskoczony. Do tego stopnia, że byłem przekonany, że mowa była o tekście innego autora.

Odnośnie zmiany gatunku, to jeżeli w sposób magiczny mógłbym wejść w posiadanie dowolnych umiejętności, to pisałbym pewnie literaturę piękną lub reportaże. Niestety, nic nie wskazuje na to, żeby miało to nastąpić. Pozostanę więc w najbliższej dającej się przewidzieć przyszłości w okolicy komedii i kryminału.

Jakie masz literackie marzenie?

Etap marzeń literackich mam już za sobą. Od dłuższego czasu pisanie jest dla mnie zajęciem bardziej prozaicznym. Sporządzam plan i staram się go zrealizować. Teraz najważniejsze dla mnie jest napisanie kolejnej dobrej książki. Dobrze byłoby też w ciągu najbliższych miesięcy wykonać jakiś znaczący krok w kierunku ekranizacji „Kółka…”. W dalszej przyszłości mam też nadzieję na zainteresowanie ze strony zagranicznych wydawców.

Liczę też na to, że to wszystko udźwignę i że wtoczę ten głaz. To moje marzenie. (śmiech)

Rozmawiał: Marcin Olgierd
fot. Jakub Celej

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: wywiady