banner ad

Środowisko baletu aż się prosi o zbrodnię ? wywiad z Anną Bińkowską, autorką „Nie zapomnij o mnie”

4 października 2018


Akcję swoich kryminałów lubi umieszczać w nieoczywistym środowisku. W najnowszej powieści, „Nie zapomnij o mnie”, jej bohaterka, sierżant Iga Mirska, musi rozwiązać nietypową sprawę morderstwa słynnego choreografa i baletmistrza Baletu Narodowego. O pisaniu kryminalnych intryg rozgrywających się w tzw. wyższych sferach opowiada Anna Bińkowska.

Małgorzata Danowska: Z wykształcenia jest pani archeolożką. Praca archeologa przypomina w pewnym stopniu pracę detektywa?

Anna Bińkowska: Oczywiście! Archeolog ma w końcu podobne zadanie co detektywi ? musi odkryć prawdę o tym, co stało się w przeszłości. Co prawda w przypadku archeologii chodzi o wartość poznawczą i historyczną, a nie o znalezienie sprawcy w celu wymierzenia sprawiedliwości, jak podczas śledztw policyjnych. Metody archeologiczne są wykorzystywane w kryminalistyce, a i archeologia nie raz ucieka się do kryminalistyki. I czasem nawet tak sobie myślę, że może trochę szkoda, że nie zostałam w zawodzie, ale z drugiej strony nie narzekam, bo jednak współczesne zagadki bardziej mnie ciekawią niż te historyczne. Pracuję w kulturze, tu dużo się dzieje tak czy siak, ale fajnie jest jednak mieć takie trochę nietypowe wykształcenie.

Pani pradziadek był policjantem. Czy to po nim odziedziczyła pani zamiłowanie do kryminałów?

To nie mogło wziąć się znikąd. (śmiech) Pradziadek wstąpił do policji w roku jej utworzenia w niepodległej Polsce i pozostał w służbie przez kolejnych dwadzieścia lat, ale… kariery, szczerze mówiąc, nie zrobił. Pracował w komisariacie na warszawskim Marymoncie. Twardy facet, choć jeszcze twardsza była jego druga żona, która podobno całą rodzinę trzymała w garści. I jakoś tak się złożyło, że wszystkie kolejne pokolenia bardzo lubiły czytać kryminały. To zatem musimy mieć we krwi, nie ma innego wyjścia!

Gdzie szuka pani inspiracji do swoich książek? Jak wygląda proces powstawania powieści?

Inspiracje same przychodzą. Główny temat pojawia się sam, nieproszony, i kiedy zaczynam zastanawiać się nad tym, o czym powinna być książka, okazuje się, że główny wątek tak naprawdę już jest, bo chodził po mnie od dłuższego czasu i dojrzewał. Potem jest tylko kwestia odpowiedniego „ugryzienia” tematu, skupienia się na najważniejszych elementach, które przydadzą się do odpowiedniego zbudowania historii. To jest też najbardziej denerwujący etap, żeby dopasować do siebie wszystkie elementy układanki, wątki, które mają się ze sobą łączyć, a póki co przypominają rozsypane puzzle, w dodatku niepełne! Ale im dłużej się o tym myśli, tym bardziej wszystko zaczyna się ze sobą składać. A potem trzeba już tylko usiąść do pisania ? wtedy ostatecznie wyjaśniają się poszczególne wątki i wszystko robi „klik”. A jeśli nie robi, to znaczy, że trzeba coś zmienić, wrócić do puzzli i jeszcze je poprzestawiać w inny sposób. Bez porządnie obmyślonego szkieletu ani rusz.

Nie lubi się pani babrać we krwi, dotychczasowe pani książki działy się w miejscach na wskroś eleganckich: uniwersytet, balet. Nie ciągnie pani do podejrzanych zaułków i prosektoriów?

Ha, i tu jest pies pogrzebany! Zarówno uniwersytety, jak i balet i teatr uchodzą za środowiska właśnie takie: „na wskroś eleganckie”. Tymczasem ja w swoich książkach przypominam, że zbrodnia chodzi po ludziach, niezależnie od wykształcenia czy statusu. Jasne, że te zbrodnie „w wyższych sferach” są znacznie rzadsze ? i przez to również są bardziej bulwersujące, kiedy naprawdę do nich dochodzi. Przede wszystkim dlatego, że nikt się ich nie spodziewa. Kajetan P. miał wyższe wykształcenie, a popełnił brutalną zbrodnię; Brunon K. był pracownikiem akademickim, który planował zamach bombowy. Paweł Dmitriczenko został uznany winnym za atak na dyrektora artystycznego Teatru Bolszoj, Siergieja Filina. To mnie chyba bardziej ciekawi ? co sprawia, że tacy ludzie, którzy teoretycznie ze zbrodnią nie powinni mieć nic wspólnego, jednak ją popełniają. I to jest bardziej interesujące niż ciemny zaułek, w którym można się spodziewać, że ktoś sprzeda komuś kosę pod żebra.

Dlaczego pani wybór padł na środowisko artystów baletowych?

Balet jest fascynującym środowiskiem, bardzo zamkniętym, wąskim. Natura baletu jest specyficzna ? decyzję o karierze zawodowej podejmuje się w bardzo młodym wieku, sama kariera jest stosunkowo krótka, w dodatku zawsze może się szybciej skończyć ? ryzyko poważnych kontuzji jest bardzo duże. Dodatkowo konkurencja jest również spora ? a adrenalina towarzysząca występom nigdy nie maleje. To środowisko aż się prosi o zbrodnię! I rzeczywiście, w 2013 roku niemal doszło do morderstwa ? wspominany wcześniej Paweł Dmitriczenko, tancerz zespołu Teatru Bolszoj, zlecił oblanie kwasem dyrektora artystycznego, Siergieja Filina, w zemście za to, że Filin nie obsadził jego dziewczyny w nowym balecie? Niedawno również było głośno o molestowaniu w szkole baletowej w Nowym Jorku. Tyle że póki co jest to wciąż środowisko stosunkowo słabo wyeksplorowane, stąd też ma lekki posmak niemal egzotyki.

Co powie pani o swojej bohaterce, Idze Mirskiej? Czy jest do pani podobna?

Mirska jest specyficzna. Uparta i wkurzająca, wyjątkowo ceni sobie niezależność i samodzielność. Nie lubi też okazywania słabości. Przez lata uczyła się w szkole baletowej, co, wbrew pozorom, pomaga jej w pracy policyjnej. Mirska zna dyscyplinę pracy, rozumie hierarchiczność, buntuje się przeciwko układom, sądząc, że ciężką pracą i wytrwałością również może osiągnąć swój cel. Trochę z niej idealistka, ja jestem znacznie bardziej sceptyczna? No i Mirska uwielbia czekoladę, a to nas przede wszystkim różni, bo nie przepadam za czekoladą, a ona potrafi wrąbać całą tabliczkę na raz.

Coraz więcej autorów kryminałów sięga po kobiece bohaterki (także np. Brejdygant w „Rysie”). Czy płeć głównego bohatera ma dla pani znaczenie?

Kobiety niby zyskały prawa wyborcze w Polsce sto lat temu, ale jeszcze do niedawna ich rola w kryminałach była raczej ograniczona, nie kojarzyły się z postaciami, które trzęsłyby całym światem. Teraz w literaturze kryminalnej następuje prawdziwe równouprawnienie, kobiety są śledczymi, prokuratorkami, dziwkami, zabójczyniami i detektywami, walczą ze światem lub chcą go zbawiać. Dla mnie Mirska była w pewnym sensie naturalnym wyborem, miałam bowiem już wcześniej obmyślony zespół złożony z Budrysia, Madyjaka i Wegnera. Potrzebowałam kogoś, kto ten układ trochę rozbije, zmieni zasady gry, kto wyprowadzi tych moich trzech facetów z ich swojskiego, męskiego świata. Tym kimś była kobieta. Wszystko zatem zależy od historii, jaka jest do opowiedzenia.

Jak się pani odnajduje w silnie zmaskulinizowanym środowisku autorów kryminałów?

Owszem, jest sporo autorów kryminałów, ale wbrew pozorom autorek kryminalnych też nie jest tak mało. Już od lat na rynku są przecież Katarzyna Bonda, Gaja Grzegorzewska, Marta Guzowska czy Katarzyna Puzyńska, podczas ostatniej Gali Premier na Poznańskim Festiwalu Kryminału Granda obok znakomitych kolegów po piórze pojawiłyśmy się z Dagmarą Andryką, Lilią Ładą, Agnieszką Pruską. Ruch w interesie zatem jest spory, ale mam wrażenie, że my się wszyscy po prostu lubimy. A w razie potrzeby panowie są bardzo pomocni. Dobrze mieć kolegów po piórze, do których można się zwrócić z wątpliwościami.

Która z pisarek lub który z pisarzy jest dla pani wzorem?

Może niekoniecznie „wzorem”, niespecjalnie lubię to określenie ? tak, jakbym miała z nich zżynać? Niewątpliwie mam niewytłumaczalną słabość do Aleksandry Marininy i Tess Gerritsen, bardzo cenię Wojtka Chmielarza czy Mariusza Czubaja. Podczas urlopu zawsze wracam do Joanny Chmielewskiej, bo to jednak klasyka. Tak samo klasyką są dla mnie książki Karola Olgierda Borchardta oraz „Zły” Leopolda Tyrmanda. Fascynują mnie też Stefan Wiechecki i Stanisław Grzesiuk ? bo gwary nigdy za dużo. Choć muszę przyznać, że ostatnio z radością zagłębiam się w literaturę non-fiction.

Czy planuje pani kolejne powieści z sierżant Mirską w roli głównej?

Tak naprawdę w roli głównej występuje zespół policyjny. Mirska jest jego częścią, wraz z Arturem Madyjakiem i Marcinem Wegnerem, a szefuje im Jacek Budryś. Nie da się jednak ukryć, że to Mirska jest kołem napędowym. Na niej było skoncentrowane „Tu się nie zabija”, na tym, jak odnajduje się w nowym miejscu. W „Nie zapomnij o mnie” punkt ciężkości przenosi się na Jacka Budrysia. W dwóch kolejnych częściach w świetle jupiterów zatem znajdą się kolejno Artur Madyjak oraz Marcin Wegner, wciąż jednak ważną rolę będzie odgrywała Mirska. To będzie też okazja, żeby trochę więcej powiedzieć o jej relacjach z innymi członkami zespołu, nie tylko z Budrysiem, i pokazać dynamikę między postaciami.

Rozmawiała: Małgorzata Danowska
fot. Dominika Kucner

Tagi: , , , , , , ,

Kategoria: wywiady