banner ad

Solidny kawał drewna – wywiad z Larsem Myttingiem

8 lipca 2016

lars-mytting-wywiad1
Choć od lat jest pisarzem, to świat poznał go jako drwala. Jego książka o rąbaniu i paleniu drewna zachwyciła setki tysięcy czytelników i doczekała się filmowego sukcesu, mimo że przez wiele godzin na ekranie telewizora widać tylko płonący ogień. Jaka magia tkwi w drewnie i narzędziach do jego obróbki? Dlaczego pisanie na komputerze pozbawione jest duszy? Ile siekier i maszyn do pisania ma autor oraz dlaczego nosi w sobie nienapisane książki, dowiecie się z rozmowy z najpopularniejszym norweskim pisarzem.

Milena Buszkiewicz: „Porąb i spal. Wszystko, co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie” to książka na temat rąbania, cięcia i palenia drewna. Odniosła niebywały sukces i została sprzedana w setkach tysięcy egzemplarzy. To chyba nietypowy sukces literacki, zwłaszcza dla pisarza?

Lars Mytting: Tak, to prawda. Nie chwaląc się, powiem, że jestem jedynym norweskim pisarzem, który na szczycie listy bestsellerów miał zarówno powieść, jak i książkę non-fiction. Jednak przy wydaniu ostatniej mojej powieści miałem obawy, że nie sprzeda się ona tak dobrze jak reportaż i będę identyfikowany jako drwal, który przy okazji pisze książki. Na szczęście do tego nie doszło.

Zanim przejdziemy do rozmowy o „Płyń z tonącymi”, zatrzymajmy się chwilę przy temacie drewna. Słyszałam, że masz około 25-30 siekier, to niecodzienne, nawet dla drwala.

Zgadza się. Wszystkie te siekiery kupiłem w toku pracy nad „Porąb i spal”. Chciałem wypróbować każdy typ i markę siekier, żeby móc o nich opowiedzieć czytelnikom w jak najbardziej wiarygodny sposób. Wydaje mi się, że w tej chwili mam 28 siekier, miałem 30, ale zdaje się, że dwie zepsułem.

Jak można zepsuć siekierę? Co trzeba zrobić?

Można popsuć stalową część. Kiedy rąbie się za twardy materiał, ona po prostu pęka. Oprócz tego można zepsuć trzonek, jednak obie szkody da się naprawić.

lars-mytting-wywiad2

Co sprawiło, że zdecydowałeś się napisać książkę o drewnie?

Mam starszego sąsiada, który zawsze był zapalonym drwalem i rąbanie drewna stanowiło dużą część jego życia, jednak brakowało mu języka, żeby móc o tym dobrze opowiedzieć. Ta książka jest więc dla mnie próbą zanurzenia się w sens pracy z drewnem i w uczucia, które się z nią wiążą, jednocześnie też chciałem, żeby była praktycznym przewodnikiem.

Tytuł „Porąb i spal” w oryginale brzmi nieco inaczej, niesie za sobą więcej znaczeń. Możesz go objaśnić?

Tytuł oryginału brzmi „Hel ved”, czyli w tłumaczeniu dosłownym jest to solidny kawał drewna, ale jest to też przenośnia oznaczająca na wskroś godnego zaufania człowieka. A ponieważ człowiek może być solidny i wiarygodny jedynie powierzchownie, a w środku – przegniły czy spróchniały, mamy takie właśnie określenie.

Poza historią drewna, opisem narzędzi i procesem obróbki drzewa w twojej książce pojawiają się również ludzie. Dlaczego wybrałeś tych, a nie innych rozmówców?

Wybrałem osoby, które mają różny stosunek do drewna i z drewnem pracowały na odmienne sposoby. Rozmawiam na przykład z kobietą, która pracę z drewnem łączyła z pracą przy zwierzętach, na przykład w oborze, i musiała tak sobie organizować dzień, żeby znaleźć czas na jedno i drugie. Spotkałem się też ze starszym człowiekiem, który pracował z drewnem jakieś siedemdziesiąt lat, przy czym zadowolony z efektów swojej pracy zaczął być dopiero po jakichś sześćdziesięciu pięciu latach. Wydaje mi się, że tak szeroki przekrój rozmówców pozwala mi odsłonić duszę pracy przy drewnie, jednocześnie stanowiąc praktyczne opowiadanie.

W takim razie jaki jest twój stosunek do drewna?

Sam rąbię drewno każdej zimy i sam stosuję się do porad, które daję czytelnikom w „Porąb i spal”. Jednocześnie wciąż staram się odkrywać i rozwijać nowe metody prowadzące do tego, by podczas palenia drewnem ograniczyć zanieczyszczanie środowiska do minimum. Można powiedzieć, że praca z drewnem daje mi niemal obsesyjną radość i bardzo lubię odkrywać w trakcie pracy nowe szczegóły, które pozwalają mi opowiadać o drewnie na różnorodne sposoby. U mnie w domu pali się drewnem od października do mniej więcej kwietnia, niemal każdego zimowego dnia.

lars-mytting-wywiad3

W twojej książce znalazłam wiele ciekawych myśli, między innymi znalezioną w rozdziale „Sprzęt”: „Ciężka praca buduje wspomnienia, takie, które łączą się z narzędziami. Każda szczerba w pile, siekierze czy kleszczach do pni przypomina o spływających potem dniach w lesie”. Czy ty masz wspomnienia, które przychodzą ci do głowy na myśl o pracy z drewnem?

Mam starą żółtą piłę motorową, z której korzystałem na samym początku mojej pracy z drewnem, kiedy nie miałem jeszcze doświadczenia i zbyt wielkich kompetencji. Pamiętam, że ta piła zacięła mi się w drewnie i nie byłem w stanie jej wyciągnąć, musiałem iść po nową piłę, żeby rozciąć drewno i tę pierwszą z niego uwolnić. Udało mi się to, nie niszcząc pierwszego narzędzia, które nadal mam. Patrzę na nie codziennie, a wtedy przypomina mi się opisany dzień, początki mojej pracy i to, czego się nauczyłem.

Posiadam też starą piłę ręczną, która, tak się złożyło, też jest żółta, i przepiłowałem nią moją pierwszą kłodę, kiedy miałem siedem lat. Mam wrażenie, że zajęło mi to wtedy cały dzień i kiedy spoglądam na tę piłę, to przypomina mi ona tamtą chwilę, dzięki niej doskonale pamiętam ów dzień.

Poza piłami bardzo ważnym elementem generującym wspomnienia jest piec. Piszesz: „Ludzie zapominają swoich kolegów ze szkoły, wyjazdy na wakacje i ulubione zabawki, ale nigdy nie zapominają pieca, który stał w rodzinnym domu”. Jak wyglądał twój piec? I właściwie dlaczego jest tak ważny?

Piec to takie miejsce w domu, do którego się idzie, gdy jest nam zimno. To miejsce, w którym odczuwanie chłodu i wszelkie obawy zamieniają się w poczucie bezpieczeństwa, świadomość, że jest się w domu.

My mieliśmy mały kuchenny piec marki Mustad, który został zrobiony w Gj?viku i zawsze podgrzewało się na nim jedzenie, więc doskonale go pamiętam, zapamiętałem nawet litery, które były na nim wyryte.

Książka „Porąb i spal” jest przepięknie wydana, ciekawa graficznie i ma mnóstwo fotografii, na niektórych z nich widać pewnego rodzaju rzeźby z drewna. Dlaczego zdecydowałeś się na umieszczenie ich w książce?

Harald i Sonia, których widzimy na rzeźbie, to norweska para królewska. Stworzył ją duet, który mieszka na norweskiej wsi, to Norweg i Polka, którzy co roku przygotowują jakąś szczególną rzeźbę. Zaczęli od projektu przedstawiającego kompozytora Rossiniego, potem była norweska para królewska, później inne sławne osoby. Co roku odsłonięcie nowej rzeźby jest wielkim wydarzeniem i na tę norweską prowincję zjeżdżają się gazety i telewizja, by uczestniczyć w odsłonięciu rzeźby z drewna.

lars-mytting-wywiad4

Okazuje się, że telewizja lubi filmować drewno, ponieważ powstał serial inspirowany twoją książką, w którym głównie zobaczyć można jak ono płonie…

Tak (śmiech). To był program telewizyjny składający się z trzech części. Pierwsza odsłona to cztery godziny praktycznych porad na temat drewna, czyli jak rąbać drewno, jak ostrzyć siekiery i piły etc. Następnie sześć godzin poświęcone było ujęciom płonącego drewna i ogniska.

Czy popularność tego programu zdziwiła samych Norwegów?

W Norwegii mamy tradycję Sakte-TV, czegoś, co nazywamy powolną telewizją (odpowiednik slow tv – przyp. red.). Wszystko zaczęło się od programu, w którym kamerę zamontowano na Hurtigruten, takiej łodzi, która pływa wzdłuż norweskiego zachodniego wybrzeża. Kolejny sezon nadawany był z kamery zamontowanej na pociągu poruszającym się na trasie Bergen-Oslo, bardzo dramatycznej i pięknej. Potem pojawił się mój program, a po jego zakończeniu nadano produkcję o robieniu na drutach, który również trwał wiele godzin.

Dzwonili do nas potem chińscy dziennikarze, którzy chyba troszeczkę nie zrozumieli idei programu. Wydawało im się, że cała norweska telewizja wygląda w ten sposób, i pytali nas, czy ktoś w Norwegii w ogóle pracuje, skoro wszyscy tylko siedzą i oglądają tę powolną telewizję.

Albo rąbią drewno!

Albo robią na drutach.

Wracając do drewna, przychodzi mi na myśl, że stolarka czy w ogóle praca z drewnem to niezupełnie bezpieczne zajęcie. Patrzę na twoją dłoń i widzę, że nie obyło się bez uszczerbku na zdrowiu.

To, że brakuje mi kawałka palca, jest budowaniem wizerunku z mojej strony, bo nie ma żadnego związku z drewnem (śmiech). Po prostu miałem wypadek przy naprawie silnika, który działał w chwili, gdy próbowałem w nim majstrować. Zdecydowanie o wiele bezpieczniej jest pracować z drzewem.

lars-mytting-wywiad5

Zanim przejdziemy do jeszcze bezpieczniejszego zajęcia, czyli pisania książek, zapytam o to, jak wyglądało twoje życie, zanim zacząłeś być pisarzem.

Przez wiele lat pracowałem jako dziennikarz, później jako redaktor w wydawnictwie, zajmowałem się tłumaczonymi książkami, ale zawsze nosiłem w sobie potrzebę pisania, zwłaszcza pisania powieści. Doszła ona do głosu stosunkowo późno, bo dopiero po trzydziestce zabrałem się za tworzenie tego, co stało się moją pierwszą powieścią.

A jak wygląda twój dzień obecnie?

Przy aktualnej pracy rutyna musi być jeszcze sztywniejsza niż wtedy, gdy pracowałem w biurze. Chodzi o to, by mózg pozostawał na ścieżce tego, nad czym pracuję, dlatego każdego poranka tworzę nowe teksty, po czym idę do domu a mój mózg nadal pracuje nad tym, co piszę, więc mam do czego wrócić następnego ranka. Każdego dnia trzeba zmuszać się do pracy, nie można siedzieć i czekać na inspirację, należy ją troszeczkę pobudzić czy też wywołać.

Ponoć twój pierwszy pomysł na powieść, jaki w ogóle powstał, wiąże się właśnie z „Płyń z tonącymi”, która ukazała się dopiero teraz, bo potrzebowałeś dojrzeć do tej książki. Jaki był to pomysł? Co przyszło ci do głowy jako pierwsze i rozrosło się do rozmiarów powieści?

Na pierwszy trop wpadłem, kiedy miałem piętnaście lat i przeczytałem gdzieś o drewnie, które używane było do robienia angielskich strzelb. Było to francuskie drewno orzechowe, tak stare, że widziało pewnie Napoleona i dwie wojny światowe. Właśnie ta historia bardzo mnie zainspirowała i to był chyba pierwszy pomysł, z którego wyrosła ta powieść.

Byłem też zafascynowany tym, że drzewa, które mają najtrudniejszą i najbardziej dramatyczną historię, są fizycznie poranione, mają też najpiękniejszy rysunek drewna i najbardziej zachwycające wzory w drewnie. Mogą być to zarówno norweskie brzozy, które można kaleczyć umyślnie, aby stworzyć te piękne zwory, jak i francuskie drzewa orzechowe.

„Płyn z tonącymi” nie traktuje jednak jedynie o drzewach, jest bardzo obszerna, ma wiele wątków.

Przede wszystkich chciałbym powiedzieć czytelnikom, że drzewa są tylko symbolami i pewnymi kulisami, za którymi bądź przed którymi rozgrywa się akcja powieści. Głównym jej elementem jest pewna zagadka, którą musi rozwiązać główny bohater. Chodzi o rodzinną tajemnicę. Próbując ją rozwikłać, bohater coraz bardziej zanurza się w mroki historii, bo to właśnie w niej leży odpowiedź.

Najważniejszą zagadką w książce jest historia śmierci rodziców głównego bohatera, którzy giną w bardzo tajemniczych okolicznościach. Po ich odejściu główny bohater mający wówczas jedynie trzy lata znika na cztery dni, po czym zostaje odnaleziony w zupełnie innym miejscu. To zagadka, która niesie całą powieść.

lars-mytting-wywiad6

Co było najtrudniejsze przy tworzeniu tej książki?

Przede wszystkim jest to bardzo skomplikowana opowieść, która przedstawia historię trzech rodzin przez trzy pokolenia, więc chyba największym wyzwaniem było stworzenie logicznej struktury całego opowiadania, która nie byłaby dla czytelnika zbyt skomplikowana. Niełatwe było też skonstruowanie języka, który miał być nośnikiem uczuć i emocji, a jednocześnie trzymać czytelnika w napięciu. Musiałem też wczuć się w to, jak funkcjonowały i żyły pewne środowiska, ponieważ jedną z kluczowych postaci w tej książce jest członek rodziny głównego bohatera, który zaginął. Był to stolarz, meblarz, będący w latach trzydziestych w Paryżu jednym z największych mistrzów swojego zawodu, a po wojnie znikł pozornie bez śladu. Jest to osoba, która być może posiada klucz do całej zagadki, więc poszukiwania tej konkretnej postaci stanowią bardzo ważny element powieści.

Czy musiałeś robić dużo badań do książki, na przykład na temat tego, jak tworzyć meble w stylu art déco?

Faktycznie musiałem zrobić sporo researchu, odwiedziłem wiele muzeów, trzykrotnie byłem we Francji, gdzie toczy się część akcji, bo chciałem znaleźć kontakt z żywym materiałem. Pomogło mi też to, że mój dziadek był stolarzem, więc pozostawił po sobie kilka efektów swojej pracy. Odwiedziłem również pola bitwy z okresu pierwszej wojny światowej oraz Szetlandy, bo tam też rozgrywa się spora część akcji. Cała praca, o której tu mówię, to chyba połączenie wiedzy, którą zdobyłem w czasie tego researchu, i ciężkiej pracy nad samym pisaniem powieści.

Ile czasu pisałeś tę powieść?

Sama praca pisarska to jakieś dwa i pół roku, ale praca przygotowująca do tego, czyli zbieranie materiałów, to praktycznie całe moje życie.

Jak wygląda u ciebie proces pisania?

Zabieram się do pisania, nawet jeśli nie mam przekonania, że tekst jest w pełni gotowy czy dobry, dopiero kiedy mam coś napisane, to mogę iść dalej w mojej pracy. W praktyce wygląda to tak, że piszę fragment i potem do niego wracam, sprzątam w nim, coś dodaję, ujmuję, jakbym siedział nad skrzynką, gdzie mam różne elementy, i próbował z tego złożyć jedną całość.

Interesują mnie również kwestie techniczne ? to, w jaki sposób piszesz.

Uwielbiam takie pytania! Piszę zawsze na Macintoshu, używam rozdzielczości 4:3 na ekranie, który jest odwrócony o 90 stopni, wtedy wygląda jak kartka papieru. Mam taką starą klawiaturę, która ma sprężynkę pod każdym klawiszem, i za każdym razem, kiedy naciskam klawisz, słychać konkretne kliknięcie.

lars-mytting-wywiad7

Skyriter (1953) i Olympia SM3.

Jak w maszynie do pisania?

Dokładnie. Mam też starą elektryczną maszynę do pisania, którą dostałem od matki. Zbieram też stare maszyny, więc posiadam na przykład Skyritera z 1953 roku i Remingtona Travel-Riter z 1957. I starą szwedzką maszynę używaną w biurach, która waży niemalże 18 kilogramów. Mam też Olympię SM3, średniej wielkości niemiecką maszynę do pisania. Niedawno udało mi się dostać szwedzką maszynę, która jest takiego samego typu jak ta, na której pisała Astrid Lindgren.

Uważam, że stare mechaniczne maszyny do pisania mają swoją duszę i są też nośnikami kultury. Są to jakby narzędzia do konkretnej pracy. Sądzę, że my ? pisarze ? zostaliśmy pozbawieni przez współczesną technologię tych narzędzi z duszą.

Czy doczekamy się w takim razie książki o maszynach do pisania?

Na pewno mógłbym napisać całkiem ciekawy artykuł o klawiaturach i o tym, czym się różni pisanie na klawiaturze maszyny od pisania na klawiaturze komputera. Kiedy pisze się na komputerze, to jakby wrzucić na ekran grudkę gliny i potem ją modelować tak, żeby później coś z niej wyszło. Natomiast kiedy pisze się na maszynie, to trzeba pomyśleć zdanie do końca i mieć je gotowe w głowie, zanim się je przeniesie na papier.

A czy podczas tworzenia nanosisz dużo poprawek w tekście?

Tak, poprawiam bardzo dużo, czasami nawet zbyt wiele, do takiego stopnia, że muszę powracać do początku i poprawiać z powrotem po moich poprawkach. Dlatego wypracowałem taki system kolorów, za pomocą których zaznaczam fragmenty wymagające zmian i części, których absolutnie nie można dotykać. Kiedy już prawie mam gotowy tekst, czytam go na głos, to bardzo pomaga znaleźć niepotrzebne słowa i wychwycić powtórzenia, które trzeba wykluczyć.

A czy z kimś się konsultujesz, jeszcze zanim tekst trafi do redakcji?

Konsultuję tekst z dwoma, trzema osobami, ale bardzo ważne jest, żeby wiedzieć, czy te osoby będą chwalić tekst tylko dlatego, żeby zachęcić mnie do dalszego pisania, czy też będą go krytykować w sposób konstruktywny, więc ważne jest to, żeby mieć świadomość oczekiwań takiego konsultanta.

lars-mytting-wywiad8

Jesteś typem pisarza, który tworząc, męczy się i ma poczucie wykonywania ciężkiej pracy, czy raczej podchodzisz do sprawy z lekkością i pasją?

Na początku zazwyczaj świetnie się bawię. Kiedy pomysł na nowy tekst dopiero powstaje, trwa to zazwyczaj jakieś dwa, trzy miesiące, po czym w połowie procesu przychodzi kryzys i jest to okres, kiedy tekst wydaje mi się daleki, nie jestem w stanie się w niego wżyć. To bardzo bolesny czas, który trwa kolejne dwa, trzy miesiące. Następnie cierpienie pęka jak bańska mydlana i przechodzę płynnie do dalszego etapu pracy, który znów sprawia mi przyjemność. Natomiast za każdym razem bardzo boję się tego środkowego etapu, który jest dla mnie zawsze bardzo trudny.

Zdarzyło ci się pisać książkę i jej nie dokończyć?

Mam jakieś dwa pomysły, z których powstałyby książki, ale nie jestem w stanie ich napisać. Nie ma w tym jednak nic strasznego, nie porzuciłem ich, tylko czekam, aż będą mogły być zrealizowane.

Może będzie tak jak z „Płyń z tonącymi”?

Być może, mam wrażenie, że pomysły leżą i po prostu czekają na doświadczenia, które przyjdą w dalszej części mojego życia i sprawią, że wyrośnie z tego nowy materiał.

Rozmawiała: Milena Buszkiewicz

Tagi: , , , , , , ,

Kategoria: wywiady