banner ad

Próbowałem wszystkiego, o czym piszę ? wywiad z Tomem Hillenbrandem

25 stycznia 2017


Tom Hillenbrand, autor serii kryminałów kulinarnych, opowiada o rybnych klockach Lego, sekretach przemysłu żywnościowego i ulubionych przepisach, także literackich.

Autor urodził się w 1972 roku w Hamburgu, studiował politykę europejską, był kierownikiem działu w „Spiegel Online”, pod pseudonimem Tom König prowadził tam kolumnę na temat gospodarki. Zapalony kucharz-hobbysta i smakosz, podczas wielomiesięcznego pobytu w Luksemburgu zakochał się w Wielkim Księstwie. Mieszka w Monachium. W Polsce nakładem wydawnictwa Smak Słowa ukazały się pierwsze dwa tomy serii kulinarno-kryminalnej, której bohaterem jest Xavier Kieffer: „Diabelski owoc” i „Czerwone złoto”. To między innymi tej drugiej z nich będzie dotyczyła nasza rozmowa.

Milena Buszkiewicz: Kiedy i jak narodził się Xavier Kieffer?

Tom Hillenbrand: Zgaduję, że jako bohater Kieffer narodził się około 2008 roku. Mniej więcej wtedy do głowy przyszedł mi pomysł na powieść o tajemniczym i pożądanym przez wielu diabelskim owocu. Wówczas zdałem sobie sprawę, że w tego rodzaju powieści rolę „detektywa” powinien odegrać szef kuchni. Wciąż jeszcze żywe były we mnie wspomnienia ze stażu w placówce Unii Europejskiej w Luksemburgu. To wszystko poszło ze sobą w parze.

Skąd chęć pisania kryminałów związanych z kuchnią, kulinariami, restauracjami?

Najpierw zobaczyłem w niemieckiej telewizji dokument o „food scoutingu” a w nim człowieka, który przemierzał świat i przeczesywał najodleglejsze zakątki w poszukiwaniu nieznanych składników, smaków, przypraw. Pomyślałem, że tkwi w tym duży potencjał do opowiadania dobrej historii. Ten pomysł we mnie wybrzmiewał i dojrzewał, przywoływałem go kilkakrotnie, ponieważ rzeczywiście uwielbiam gotować i zawsze fascynowało mnie, jak to wszystko działa ? proces przygotowywania dań, organizacja pracy kuchni, pozyskiwanie produktów, etc.

W swoich powieściach zamieszczasz różne przepisy. Czy sam je próbowałeś?

Próbowałem niemal wszystkich. Uważam za niezwykle ważne, by spróbować wszystkiego, o czym piszę. Albo szukam kogoś, kto mi takie danie przygotuje, albo staram się zdobyć przepis i sam je zrobić.

Dużą część książki „Czerwone złoto” poświęcasz sushi. Jesteś jego fanem? Skąd pomysł, by zginął właśnie mistrz tego dania?

Kiedy badasz przemysł spożywczy, szybko przekonujesz się, że jest jedno powtarzające się zjawisko: wiele produktów i dań zyskuje ogromną popularność, co zaczyna działać na ich szkodę. Wszyscy chcą jeść i przetwarzać te produkty, co skutkuje znaczącym spadkiem jakości, a także ma potworne konsekwencje dla środowiska naturalnego. Dobrym przykładem jest tu sushi. Większość porcji sushi, jakie są dziś serwowane w Europie, przygotowuje się z mrożonej, wcześniej pokrojonej ryby i chemicznie wzmacnianego ryżu. Tradycyjny ryż do sushi już po dwóch godzinach od przygotowania robi się twardy jak skała, więc trzeba do niego dodawać składniki, które sprawiają, że nadaje się do zjedzenia przez 48 godzin od przygotowania. Takie „przemysłowe sushi” może więc zrobić ktokolwiek, nie trzeba do tego wiedzy czy umiejętności. Tak naprawdę to nie sushi, tylko rybne klocki Lego. Sporo o tym wiem i czuję się mocny w tym temacie, bo naprawdę cenię i lubię japońską kuchnię. Naczelną zasadą w przypadku sushi jest to, że przygotowuje się je z najświeższych składników, na kilka minut przed spożyciem. Niestety, nie jest to już dziś takie oczywiste.

Podajesz na przykład przepis na ortolana (dla mnie sprawa wyjątkowo paskudna). Spotkałeś się z tym daniem w rzeczywistości?

Nie znalazłem nikogo, kto zechciałby przyrządzić dla mnie ortolana. Ale nie jestem przekonany, czy powinienem czuć się z tego powodu zawiedziony. Zjadanie takiego maleńkiego ptaka w całości, z kośćmi i wnętrznościami, brzmi jak coś, czego Niemiec nie jest w stanie przełknąć i strawić.

Skoro już rozmawiamy o kulinariach, to powiedz proszę, co lubisz jeść i gotować.

Jestem amatorem kuchni francuskiej. Szczególnie cenię kuchnię Szampanii, proste dania, które serwowane są na prowincji, jak coq au vin, czyli kurczak w winie, boeuf bourguignon, tzn. wołowina po burgundzku, albo gratinée lyonnaise, czyli klasyczna zapiekana zupa cebulowa z Lyonu.

W „Czerwonym złocie”, które niedawno ukazało się w Polsce, opisujesz problem nielegalnego połowu i sztucznej hodowli tuńczyka. Czy ta historia ma prawdziwe podłoże? Czy faktycznie istnieją takie komory do hodowli ryb?

Światowe zasoby tuńczyka idą w dół, błękitnopłetwy jest gatunkiem zagrożonym. Hodowla tuńczyka to swoisty święty graal akwakultury. Jest niezwykle trudna, przeszkody są duże, ale i zyski mogą być ogromne. Wiele firm w Japonii i Australii nad tym pracuje. Są bardzo tajemnicze, więc trudno powiedzieć, jak wyglądają zbiorniki hodowlane i metody ich pracy.

W Polsce jesteś znany jako autor kryminałów kulinarnych, ale na rodzimym rynku wydałeś naprawdę sporo książek, w tym powieść osadzoną w 1683 roku. Dlaczego zdecydowałeś się na napisanie książki historycznej?

Swego czasu natrafiłem na historię tego, jak Holendrzy złamali monopol Imperium Osmańskiego na uprawę kawy w XVII wieku. Szalenie mnie ta opowieść zainteresowała. „The Coffee Thief” („Złodziej kawy”) nie jest typową powieścią historyczną ? to coś bardziej w stylu przygodowej opowieści o spektakularnym napadzie. Coś jak połączenie „Ocean’s Eleven” z „Trzema muszkieterami”.

Czy praca nad nią bardzo się różniła od pracy nad kryminałami?

Zdecydowanie tak. Kiedy piszę powieść osadzoną we współczesnej scenerii, podstawy opowieści właściwie mam niejako dane tu i teraz. Ale sceneria historyczna, szczególnie tak bogata, jak np. oświeceniowa, wymaga opracowania, przygotowania, ogromnego researchu. Żeby móc zabrać się za pisanie, muszę najpierw przez co najmniej kilka miesięcy sporo poczytać.

O czym jeszcze lubisz pisać?

Napisałem też powieść science fiction pt. „Drone Country”. To dystopia, której akcja dzieje się w przyszłości w Unii Europejskiej, która staje się krajem faszystowskim, gdzie obywatele są ściśle nadzorowani, a policja potrafi odgadywać ich polityczne poglądy, seksualne preferencje itd. Jestem wielkim fanem science fiction.

Nad czym obecnie pracujesz?

Niedawno skończyłem pisać powieść, więc aktualnie zajmuję się głównie prokrastynowaniem i twittowaniem.

Czy jeszcze spotkamy się z Xavierem i jego kulinarno-kryminalnymi przygodami?

Piąta powieść z serii o Xavierze Kiefferze wychodzi w Niemczech w 2017 roku. Jeśli więc polskim czytelnikom spodobały się pierwsze dwie części, mogą spodziewać się kolejnych.

Rozmawiała: Milena Buszkiewicz

Tagi: , , , , , , ,

Kategoria: wywiady