banner ad

Pewność siebie mają tylko grafomani ? wywiad z Katarzyną Bondą

24 lutego 2015

katarzyna-bonda-wywiad-1
Została okrzyknięta mistrzynią polskiego kryminału. Pisze powieści, scenariusze, książki dokumentalne. Stworzyła szkołę kreatywnego pisania. Właśnie wydała podręcznik dla początkujących pisarzy „Maszyna do pisania” i nieustannie pracuje nad kryminalną tetralogią o Saszy Załuskiej. Katarzyna Bonda opowiedziała Booklips.pl o tym, jak pisać, by osiągnąć sukces.

Milena Buszkiewicz: Od wieków funkcjonuje w naszej kulturze wizja artysty, pisarza – natchnionego. Od kilku lat skutecznie walczysz z tym przekonaniem, szkoląc ludzi w kreatywnym pisaniu. Obecnie ukazał się twój podręcznik „Maszyna do pisania”. Czy wierzysz, że opinia społeczna wreszcie zmieni zdanie na temat zawodowego pisarstwa?

Katarzyna Bonda: Każdy ma swój sposób na opowiadanie historii i z całą pewnością zawsze będą tacy, którzy będą woleli pocałunki Muzy od warsztatu. Kiedy zaczęłam o tym mówić i odmitologizowywać stereotypy, które narosły wokół pracy pisarza, wielu się ze mnie śmiało. Drwiny jednak mnie nie bolą, a tylko utwierdzają w przekonaniu, że warto o tym mówić. Jeśli spojrzy się analitycznie na największe dzieła, które przeszły do historii literatury, dostrzeże się, że każda z tych książek była w jakimś stopniu przez pisarza planowana. Ja nie zamierzam wyważać otwartych drzwi. Każdy pisarz wypracowuje własny system i sposób pracy. Mówię tylko, że warsztat jest podstawą, a potem można sobie czekać na natchnienie. Denerwuje mnie jednak „sadzenie” się niektórych pisarzy, zasłanianie murem i stawianie wyżej od odbiorcy. Pisarz jest tylko zwykłym opowiadaczem, który jedynie widzi, dostrzega coś, co go porusza, co sprawia, że jest w stanie innym opowiedzieć jakąś historię. Opowieści są po to, by budzić nasze refleksje, łamać tabu, zmuszać do zmiany i powodować emocje. Nie każdy pisarz zresztą potrzebuje wiedzy o pisaniu, by snuć opowieść. To wyjątkowy dar, niezbywalny i nie do zawłaszczenia. Nie da się nikomu dać talentu ani go odebrać. Nigdy nie twierdziłam, że opowiadać trzeba umieć. Podkreślam jedynie, że pisanie książek to praca, jak każda inna. A każde zajęcie należy doskonalić, nie wykonywać „chałtury”. To moja dewiza i się nią dzielę z innymi, ponieważ im więcej się o tym mówi, wzrasta świadomość w twórcach, ale też czytelnik dostaje o wiele lepszej jakości książki.

Ostatnio znalazłam w sieci komentarz dziennikarza, który twierdzi, że podręczniki do pisarstwa wydają ci artyści, którzy nigdy nic nie sprzedali, a teraz jeszcze uczą innych. Twój przypadek jest dowodem na to, że wiesz, co robisz. Książek wydałaś naprawdę sporo. Co o tym sądzisz?

„Maszyna do pisania” powstała, ponieważ od lat uczę ludzi na kursach, studiach, pokazuję im szwy, przepracowuję z adeptami sztuki pisania ich własne sceny. Nie da się nikogo nauczyć pisać bez pisania. Oczywiście, pojawiło się mnóstwo „recept” na bestseller. Prawdą jest także, że wielu niespełnionych pisarzy tworzy takie poradniki, wymądrza się w nich, ponieważ potrzebuje „rzędu dusz”. Nie planowałam takiej książki, dopóki nie zetknęłam się z wielkim veto ze strony ludzi, dla których pisanie jest sekretem. Oczywiście cenię taką postawę i jeśli ktoś ma potrzebę udawania się w podróż bez celu, ma do tego pełne prawo. Ja mówię o tym, czego sama się dowiedziałam w trakcie pracy i wieloletniego kształcenia się w opowiadaniu historii. Moje książki sprzedają się doskonale. Nie napisałam tego poradnika dla pieniędzy, bo nie jest to książka dla każdego. To niszowa propozycja, nie każdy chce pisać i opowiadać. To nie rzecz o modzie, gotowaniu czy celebrycka historia. To po prostu zestaw narzędzi, które każdy adept moich zajęć powinien posiąść. Zebrałam swoją wiedzę i spisałam ją, by ułatwić zadanie moim uczniom, by mogli zapoznać się szerzej z tym, jak można pracować. Pochodzimy z tego kręgu kulturowego, gdzie przeważa romantyczne podejście do pracy ? natchnienia i inspiracje. Anglosasi od dawna stawiają na fabułę, na czystą opowieść. Ale też ich książki są zrozumiałe na całym świecie. Nasze ? niekoniecznie. To także mój osobisty wkład w to, by podnieść jakość literatury popularnej, która w Polsce już stoi na wysokim poziomie, a będzie lepiej, bo wchodzi nowa gwardia młodych pisarzy, już innego pokolenia. I oni to rozumieją. Chwała im za to.

katarzyna-bonda-maszyna-do-pisaniaMasz w swoim dorobku zarówno świetne kryminały, jak i książki dokumentalne, jednak u ciebie, bez względu na gatunek, jest to praca związana z dogłębnymi badaniami. Jak przygotowujesz się do napisania powieści i czy różni się to tak naprawdę od pracy przy dokumencie?

Uprawiam jednocześnie fikcję literacką i piszę książki dokumentalne. Byłam przez lata dziennikarką, miałam romans z telewizją i filmem. To wszystko pozornie bardzo różne bajki, ale to cały czas opowieść. Nie wykluczam, że pomiędzy „Ziemią” a „Ogniem” (kolejne tomy serii o Załuskiej – przyp.red.) nie napiszę następnego dokumentu. Ważne jest dla mnie coś innego: „Wiarygodność fabularna. Magia opowieści. Struktura”. Niezależnie od tego, czy czytasz moje „Polskie morderczynie”, czy „Pochłaniacza” ? to znajdziesz tam te trzy kluczowe elementy. To właśnie sprawia, że kiedy ludzie „wpadną w Bondę”, czytają wszystko jak leci. Zapraszam ich do mojego świata i oprowadzam. Jestem takim pisarzem, który jest podglądaczem, obserwuję, podpatruję i zbieram to, co mnie interesuje. Ale to mi nie wystarcza. Muszę czasem założyć kalosze i udać się na wyprawę na bagna. Nie dlatego, że lubię przygody (bo ich nienawidzę, tak jak niespodzianek), ale przeżycie pewnych zdarzeń naocznie jest mi potrzebne do konstruowania fabuły. Po pierwsze param się kryminałem, w sensie literackim, natomiast jak każda dziewczynka bawiłam się lalkami w dom i w naturalny sposób moje zainteresowania kiedyś nie dotykały materii „dla chłopaków”. Muszę więc kogoś spytać jak to jest, by nie narazić się na śmieszność, że napisałam coś, na czym się nie znam i dlatego tylko, że mam blond czuprynę. Druga rzecz, że lubię opowiadać historie, których jeszcze nie opowiedziano, a wtedy trzeba zbadać sprawę, zanim zacznie się to opisywać. Gdybym wciąż pracowała na swoich trzewiach, opowiadała jak jest mi ciężko, bo tworzę, bo życie artysty jest niełatwe, gdyż czuje więcej i rozumie więcej, pewnie skupiłabym się na tych emocjach i popisywała wirtuozerią języka. Ale tak nie piszę, bo mierzi mnie taka literatura, bo tylko nielicznym się udaje (bardzo nielicznym i tym oddaję hołd, ale większość tych, których cenię w tej materii, od dawna nie żyje). Uprawiam rzemieślniczą robotę, moja opowieść jest współczesna i kompletnie odcięta ode mnie, ja ją tylko opowiadam, stoję z boku i widzę to, co widzę, ale by rozszerzyć pole widzenia i pokazać czytelnikowi świat od innej strony niż ją zna, należy sprawdzić pewne rzeczy na własnej skórze. Nie wierzę w pisanie kryminałów za pomocą wujka Googla. Jeśli chodzi o miksowanie faktów i fikcji, to nie potrafię wyjaśnić, jak to robię. Po prostu posiadłam tę umiejętność. Wychodzę od rzeczywistości i odbijam się na poziom fantazji. Efekt zostawiam czytelnikowi. Chce by się dobrze bawił i wierzył mi, że to mogłoby się zdarzyć. Bo czy zdarzyło się naprawdę, dla niego nie ma to znaczenia.

Oprócz pisania książek i wspomnianego podręcznika robisz także kilka innych rzeczy, na przykład aktywnie uczysz pisania.

Do pisania książek człowiek musi po prostu dojrzeć. Im mądrzejszym jest człowiekiem, tym jego fabuła będzie smaczniejsza. Najlepszym nauczycielem dla pisarza jest on sam – jeśli wie, jakie błędy popełnił w poprzednich książkach, to w kolejnych stara się ich unikać. Wtedy, mimo wydanych wielu dzieł, nie będzie pisał wciąż „tej samej książki”, lecz rozwijał się i stawiał sobie coraz wyższe wyzwania. Dziś wiem, że to był czas inkubacji, zrozumienia podstawowych zasad rządzących tą profesją. Bo po wielu latach przygotowań mogę już uznać pisanie za moją pracę. Nie hobby, relaks czy kaprys, lecz dobre rzemiosło, które czasem bywa sztuką. A jak w każdym rzemiośle – zdarzają się lepsze i gorsze dzieła. To, jakie będą, zależy wyłącznie od autora i jego możliwości. Tym różni się pisarz zawodowy od hobbysty, że potrafi panować nad materią, w której pracuje, oraz wie, jak używać dostępnych narzędzi. Przyświeca mi więc zasada: najpierw rzemieślnik, potem artysta.

katarzyna-bonda-wywiad-2

Czyli bez kwalifikacji, bez pracy nad sobą nie ma szans?

Każdy pisarz, nawet bardzo doświadczony, powinien podnosić swoje kwalifikacje, nieustannie się rozwijać jako człowiek, by pisać coraz lepiej. Pewność siebie mają tylko grafomani. Rasowy pisarz zdaje sobie sprawę z własnych mankamentów i zalet. Dba przede wszystkim o to, by wyeliminować te pierwsze. Zalet nikt mu nie zabierze. Nigdy! Prawdopodobnie urodziliście się z wrażliwością, która jest tylko Wasza, więc każdy potrafi opowiadać. Nawet, a może zwłaszcza, dzieci. Od urodzenia jesteśmy nasączani opowieściami. Bajki, mity, „Biblia”, klasyka literatury, kino, anegdoty opowiadane przez babcie w czasie świąt, dowcipy, a nawet seriale telewizyjne. To wszystko są zwarte struktury, które mamy we krwi. Umiemy opowiadać. Kiedy chce się je zapisać, powstaje problem: Jak? A wystarczy nauczyć się jedynie obsługi narzędzi i dopasować je do materiału, czyli opowiadanej historii. O tym właśnie jest mój podręcznik „Maszyna do pisania”. To przede wszystkim rzemieślnicza praca. Inspiracja, talent, dar, który pisarz posiada, są niezbędne. Ale by napisać dobrą powieść, ważne jest coś innego: „Wiarygodność fabularna. Magia opowieści. Struktura”.

katarzyna-bonda-wywiad-3Konieczna jest ciężka rzemieślnicza praca, ale i determinacja?

Nie można nikogo zarazić pasją pisania, jeśli on sam tego nie chce. Determinacja jest podstawą bytu każdego pisarza. To wchodzenie po schodach, wspinanie się na Mont Everest, maraton, a czasem sprint poprzedzony wielomiesięcznymi treningami. Nie można zmusić lenia, by pisał, choćby miał najgenialniejsze pomysły. Bez ciężkiej pracy wszystkie się zmarnują. Nie można nikogo obdarzyć talentem, jeśli go nie ma. Na szczęście pisanie to przede wszystkim praca. I jak każdego zawodu – pisania można, a nawet trzeba się uczyć. Ja też przez wiele lat szlifowałam swój warsztat. Najpierw w dziennikarstwie ? opublikowałam tysiące tekstów do różnych mediów, na rozliczne tematy, tworzyłam w bardzo różnych warunkach. Dziś potrzebuję tylko wtyczki w ścianie, do której mogę podłączyć swój komputer. Nie przeszkadza mi hałas, głośna muzyka czy ludzie prowadzący tuż obok mnie ożywioną konwersację. Potem, kiedy zdecydowałam, że nie chcę już wyłącznie rejestrować rzeczywistości, lecz opowiadać historie uniwersalne, które pozwolą Czytelnikowi coś przeżyć: poruszą, pobudzą do refleksji, wstrząsną lub dadzą oczyszczenie, zaczęłam szukać miejsc, szkół, studiów, które pomogą mi zdobyć warsztat „jak pisać, by opowiadać”. Na Zachodzie takich miejsc jest mnóstwo. W jednej z nich wykłada mój ukochany autor Jeffrey Eugenides. Niestety w Polsce pojęcie creative writing budzi ambiwalentne emocje. Wciąż pokutuje mit o „pocałunku Muzy”, inspiracji, romantycznym natchnieniu. Nie ma zbyt wielu miejsc ani kompetentnych nauczycieli pisania, gdzie przyszły autor mógłby rozwijać swój warsztat. Zdecydowałam się więc na scenariopisarstwo, bo filmowcy mają wieloletnią tradycję szkolenia pisarskiego warsztatu. Dawniej literatura i film były w Polsce w bliższym związku niż dziś. Dostałam się więc do kultowej „łódzkiej filmówki” i przez kilka lat uczyłam się pisania dla filmu. Potem zaczęłam pisać scenariusze, brałam udział w konkursach dla pisarzy, konsultowałam je ze scriptdoctorami. U nas takich osób także nie ma. To człowiek, który potrafi „uleczyć” tekst, nie destruując pomysłu czy fabuły. Znajdzie szwy, pokaże, jak go poprawić. Nie ma to nic wspólnego z redakcją czy korektą.

Można znaleźć jakieś różnice między szkoleniem się w pisaniu scenariusza a książki?

Dziś mogę powiedzieć jedno: struktura opowieści w każdym medium jest taka sama, różni je wyłącznie sposób przekazu. Czy to jest film, książka, sztuka teatralna czy nawet gra komputerowa. Okazało się też, że o ile pisarze w Polsce muszą być „samorodkami”, geniuszami, to filmowcy dbają bardzo o tekst, który jest fundamentem dobrej opowieści na ekranie. Ale i tego było mi mało. Odbyłam więc tour po zagranicznych warsztatach, gdzie pod okiem nauczycieli pisania, trenowałam opowieść. Teraz jedynie dzielę się tą wiedzą z innymi. Uważam to za swój obowiązek wobec młodszych (niekoniecznie wiekiem, chodzi o doświadczenie pisarskie) kolegów i koleżanek. Ponadto na linii twórczości każdy pisarz mierzy się tak samo ? zarówno doświadczony autor, jak i debiutant. Różnica polega tylko na tym, że ja wiem, jak pokonać impas.

Jak wyglądają takie warsztaty pisania?

To jest pisarski survival. Pisanie, przepisywanie, poprawianie i pisanie od nowa. Jeśli nauczę cię pisać jedną scenę, sama poradzisz sobie z całą książką. Jestem skuteczna. Zapraszam na mój kurs. Nikt, żaden inny pisarz nie da ci tak w kość, ale moi studenci mnie kochają (lub nienawidzą ? neutralnych emocji nie ma), ponieważ daję im zawsze kawałek serca, uczę dyscypliny i zrzucam łuski z oczu. Ponadto wychodzą po moich zajęciach uzbrojeni w narzędzia dramaturgiczne. Nie opowiadam o domkach na skale i iluminacjach, na które powinni czekać latami. Jestem człowiekiem czynu i cenię prawdę. Uważam też, że jeśli ktoś nie ma talentu, powinien się o tym dowiedzieć jak najszybciej, a nie żyć mrzonką. Dla dobra swojego i przyszłych czytelników.

katarzyna-bonda-ksiazki

Piszesz bardzo dużo, za kilka miesięcy ukaże się drugi tom serii o Saszy Załuskiej, „Okularnik”. Założę się, że już tworzysz kolejną część, a będzie ich w sumie czwórka. Prowadzisz przy tym badania, udzielasz wywiadów, szkolisz… Czy ty masz jeszcze życie pozapisarskie?

Nie po to zostałam pisarzem, by mieć jakieś drugie życie. Nie mam hobby, nie robię nic poza zbieraniem historii i ich opowiadaniem. To mój zawód. Wszystko, co robię, się łączy i wpływa na siebie. Życie prywatne mam bardzo poukładane, wbrew pozorom bardzo dbam o nie, bo wiem, że to, co tak naprawdę najważniejsze, to rodzina. Ale nie mówię o tym w wywiadach, bo to moja sprawa. Jestem zdania, że nie należy barwić tym opowieści. I tak odsłaniam się za pomocą moich postaci, ich poglądów, dialogów, motywacji. Nie ma bardziej ekshibicjonistycznej działalności.

Zatem nie pytając za wiele o życie prywatne, powiedz po prostu, jak wygląda twoje codzienne życie.

Większość życia spędzam we własnym domu, myśląc, i przed komputerem, pisząc. Wolny czas ? z rodziną. Mam bardzo ograniczony krąg znajomych. Tylko jedną przyjaciółkę. Nie chodzę po klubach, nie bywam na bankietach. Nie jestem lwem salonowym. Ale wychodzę z domu dla higieny psychicznej. Często można mnie spotkać na spacerach z psem. W trakcie takich „bezmyślnych” wędrówek porządkuję moje nowe opowieści. Dużo podróżuję. Po ukończeniu książki ? koniecznie za granicą. Tylko inny język, inny sposób myślenia, zapewnia mi skuteczny „reset” po wielkiej górze, jaką zawsze jest nowa powieść. Każdą wolną chwilę spędzam właściwie, nasycając się nowymi miejscami, słuchając ludzkich opowieści, bo w każdym zakątku świata rozmawiam z ludźmi. Jeśli ktoś chce mnie spotkać ? zapraszam na spotkania autorskie. Chętnie przyjmuję zaproszenia różnych instytucji, bibliotek, targów. To uważam za jeden ze swoich obowiązków, choć oczywiście uważam, że moje książki i tak mówią o mnie więcej niż ja o sobie. Tylko trzeba umieć czytać między wierszami.

Rozmawiała: Milena Buszkiewicz
fot. z archiwum Katarzyny Bondy

Tagi: , , , , , , , ,

Kategoria: wywiady