banner ad

Niech czytelnik zdecyduje sam – wywiad z Ruth Ware, autorką „Pod kluczem”

20 stycznia 2021

O odpowiedzialnym podejściu do technologii, niejednoznacznych motywach wymagających interpretacji czytelnika i nawiedzonych domach rozmawiamy z Ruth Ware, autorką powieści „Pod kluczem”.

Karolina Chymkowska: Jako swoisty hołd dla „Dokręcania śruby” („W kleszczach lęku”) Henry’ego Jamesa powieść „Pod kluczem” również odnosi się do motywu niewinności. Dzisiaj wiemy, że koncepcja, jakoby dzieci były całkowicie niewinne, to mit. James sugeruje, że wszelkie skażenie zawsze pochodzi z zewnątrz, w twojej książce nie jest to aż tak oczywiste. Co sądzisz o dzieciach – bohaterach „Pod kluczem”?

Ruth Ware: Uważam, że dzieci, tak jak dorośli, są połączeniem indywidualnej osobowości z tym, co przydarzyło im się w trakcie dorastania. Wszystkie dzieci w „Pod kluczem” borykają się z wyzwaniami, do których nie dorosły, i z okolicznościami, nad którymi nie są w stanie zapanować. Wiele złego miało miejsce w ich życiu, to zatem oczywiste, że są przerażone i próbują zapobiec powtórzeniu się tych wydarzeń. Nie zawsze podejmują właściwe decyzje, ale mam wiele zrozumienia dla ich zmagań.

W twojej powieści posiadłość Heatherbrae House odgrywa znaczącą rolę. To dziwne połączenie zaawansowanej technologii i historii przypomina nam też, że nic nie może być w pełni kontrolowane i zaprogramowane. Czy uważasz, że współczesny trend całkowitego polegania na technologii jest niebezpieczny?

Jestem zdania, że technologia to po prostu narzędzie – i jak każde narzędzie, od śrubokręta po GPS, może być wykorzystywana do kreatywnych, użytkowych potrzeb, ale też dla celów niebezpiecznych i destrukcyjnych. Nie da się zaprzeczyć, że dzięki technologii nasze życie stało się bezpieczniejsze, bardziej ekologiczne i wygodne. Zagrożenie bierze się stąd, że ludzie instalują systemy, których funkcjonowania nie rozumieją, i nie stosują żadnych zabezpieczeń. Oczywiście w książce przejaskrawiłam to dla celów fabularnych, niemniej nawet zwykła kamera monitoringu może zostać zhakowana, jeśli ktoś pozna hasło.

Dla Sandry to całkowite poleganie na zdobyczach techniki wydaje się sposobem na radzenie sobie z życiem. Ma obsesję utrzymywania maksymalnego poziomu kontroli, planowania wszystkiego. Czy próbuje w ten sposób chronić obraz idealnego małżeństwa i perfekcyjnej rodziny, tym samym decydując się nie dostrzegać żadnych problemów ukrywających się pod powierzchnią?

Myślę, że dokładnie o to chodzi – ona zdaje sobie sprawę, że w jej małżeństwie są pęknięcia, ale zamiast próbować im zaradzić, chowa je pod dywan, by z wierzchu wszystko prezentowało się nienagannie. A przecież nie jest w stanie być jednocześnie idealną żoną, matką, przedsiębiorcą… Znajduje się pod olbrzymią presją – to ekstremalna wersja napięć towarzyszących nam wszystkim, gdy próbujemy utrzymać balans między różnymi sferami naszego życia. I tak jak wielu z nas, Sandra zwraca się ku technologii, by tego dokonać.

Czy posiadłość faktycznie jest nawiedzona – na to konkretne pytanie czytelnik musi sobie odpowiedzieć sam. Załóżmy jednak na chwilę, że jest. Dlaczego? Co motyw nawiedzenia oznacza dla ciebie? Czy wierzysz w zjawiska nadprzyrodzone? A może sądzisz, iż nawiedzenie to nic innego jak energetyczna pozostałość po intensywnych emocjach z przeszłości?

Nie wierzę właściwie w zjawiska nadprzyrodzone, ale lubię posługiwać się tym motywem w moich książkach. W ten sposób stawiam czytelnikom pytanie, w co oni wierzą i jakie wyjaśnienia mają dla nich sens. Uważam natomiast, że niektóre miejsca mają pewien „klimat” – i że niektóre domy zdają się być z natury szczęśliwe bądź nieszczęśliwe. Dlaczego tak jest – tu już ocena leży w gestii czytelnika. Czy kluczem są mieszkańcy i to, co po sobie pozostawiają, czy może jakaś konkretna cecha samego domu?

Zdarzyło ci się doświadczyć jakiegoś niewyjaśnionego czy dziwnego zjawiska?

Nie.

Jak sądzisz, czemu opowieści o nawiedzonych domach są aż tak popularne? I czemu sama zdecydowałaś się podjąć taki temat?

Lubię historie, które poruszają się na granicy, takie, w których pisarz zawierza czytelnikowi, iż ten sam wyrobi sobie opinię na temat pewnych aspektów fabuły. Takie właśnie jest „Dokręcanie śruby” („W kleszczach lęku”) Jamesa, a także jedna z moich ulubionych opowieści o duchach, „Ktoś we mnie” Sarah Waters. Niemalże wszystko jest w tych książkach otwarte na interpretacje. Jako autorka powieści kryminalnych jestem moralnie zobligowana do udzielania pewnych odpowiedzi – nigdy nie mogłabym stworzyć fabuły, w której nie jest jasne, kto coś zrobił i dlaczego. Ale w „Pod kluczem” na koniec pozostają pytania, które wymagają od czytelników namysłu. Niektórym z nich pasuje to bardziej, innym mniej.

Jaki masz stosunek do swojej głównej bohaterki, Rowan? Czy wzbudza współczucie, zrozumienie? Z pewnością to postać, którą można polubić, ale jest w niej też pewna moralna elastyczność.

Uważam, że na początku to osoba moralnie dwuznaczna. Ma sekrety, manipuluje faktami, podejmuje naprawdę kiepskie decyzje, z którymi się nie zgadzam, chociaż rozumiem, czemu to robi. Finał książki natomiast pokazuje, jak długą przebyła drogę, jakim człowiekiem stała się w czasie pobytu w więzieniu. Mam nadzieję, że to zmieni opinię czytelnika na jej temat.

Bywasz porównywana do Agathy Christie, trudno więc oprzeć się zadaniu pytania, które dzieło królowej kryminału cenisz sobie najbardziej. I czy sama dostrzegasz cechy wspólne własnego stylu pisania ze stylem Christie?

W porównaniu z książkami Christie u mnie jest więcej emocjonalnej jazdy bez trzymanki – myślę, że raczej nie zaakceptowałaby niektórych złych zachowań moich bohaterek! Niemniej te porównania odbieram jako duży komplement, ponieważ uważam Christie za mistrzynię budowania fabuły i kocham jej utwory. Moim ulubionym jest prawdopodobnie „I nie było już nikogo”: doskonały pomysł i równie doskonałe wykonanie. Bardzo bym chciała osiągnąć podobny efekt w jednej z moich powieści.

Wiem, że po wydaniu „Pod kluczem” zdążyłaś już opublikować w swoim kraju kolejną powieść. Czego możemy się spodziewać?

Moja najnowsza powieść wyszła na jesieni (8 września – przyp. red.). Nosi tytuł „One by One” i opiera się na motywie „tajemnicy zamkniętego pokoju”, a rozgrywa w śnieżnej scenerii Alp Francuskich.

Rozmawiała: Karolina Chymkowska
fot. Gemma Day

Tematy: , , , , , , , , ,

Kategoria: wywiady