banner ad

Nie ma jednego idealnego życia, bez względu na to, jak bardzo chcielibyśmy, żeby było ? wywiad z Jonathanem Carrollem

21 listopada 2019


Jonathan Carroll znowu to zrobił ? napisał kolejną piękną powieść, która porusza i skłania do głębokich refleksji dotyczących kwestii fundamentalnych, jak życie, sztuka i miłość. Książkę zatytułowaną „Mr. Breakfast” znajdziecie już w księgarniach nakładem Domu Wydawniczego Rebis, a nam udało się porozmawiać z autorem na jej temat.

Artur Maszota: W październiku ponownie odwiedziłeś Polskę. To już ? jeśli dobrze liczę ? twoja czternasta wizyta w naszym kraju. Czy Polska czymś jeszcze cię zaskakuje, czy może czujesz się już tutaj jak u siebie?

Polska jest teraz na wszelkie sposoby bardziej „ruchliwa” niż wtedy, gdy zacząłem tu przyjeżdżać lata temu. Podróżowałem z wydawcą po kraju prymitywnymi jednopasmowymi drogami. Teraz wszędzie są autostrady, które przypominają mi te w Stanach Zjednoczonych. Duże miasta ożywiły się dzięki nowym, efekciarskim budynkom, parkom i projektom obywatelskim, co świadczy o bogactwie, sile, wizji pomyślnej przyszłości i większym dobrobycie ludzi. Widząc te pozytywne zmiany, część mnie jest szczęśliwa. Inna część tęskni za (na przykład) sennym, pięknym i urzekającym Krakowem, z którym zetknąłem się po raz pierwszy ponad dekadę temu, gdy nie było tam tylu ludzi i (brytyjskich) turystów. Za cudownym miastem Lema, Miłosza i Szymborskiej…

Podczas tej wizyty promowałeś swoją najnowszą powieść, „Mr. Breakfast”. Bohater tej książki, Graham Patterson, za sprawą tatuażu otrzymał możliwość przemieszczenia się pomiędzy równoległymi rzeczywistościami i mógł zdecydować, w której wersji swojego życia chciałby żyć. Czy taka możliwość wyboru to według ciebie szansa, czy raczej przekleństwo?

Jedno i drugie. Wierzę, że gdybyśmy doświadczyli różnych możliwych wersji swojego życia, w każdej z nich znalazłyby się elementy, które chcielibyśmy zostawić. Ale inne elementy w tych samych życiach byśmy znienawidzili. W jednym ze swoich możliwych żyć Patterson widzi, czym kończy się wielka sława, której tak bardzo pragnął ? a kończy się okropnie. W życiu, które wiedzie teraz, odnosi inny sukces, ale towarzyszy temu fakt, że jest sam, i ta samotność zaczyna źle wpływać na jego duszę. Prowadzi mnie to do wniosku, że nie ma jednego idealnego życia, bez względu na to, jak bardzo chcielibyśmy, żeby było.

Można powiedzieć, że dylemat, przed którym stoi Patterson, sprowadza się do tego, czy wybrać rodzinę, czy sławę. Zastanawiałeś się, jakiego ty dokonałbyś wyboru, będąc w jego sytuacji? Co jest lepsze ? życie wyjątkowe jako artysta czy normalne i spokojne jako mąż i ojciec?

To coś, co mój przyjaciel nazwał „dylematem Van Gogha”, i nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie. Van Gogh zmarł w zapomnieniu, sprzedając za życia zaledwie garstkę obrazów. Ale dziś jego prace osiągają ceny po pięćdziesiąt milionów dolarów i więcej. Był jednak przekonany, że jego twórczość jest ważna, dlatego pracował intensywnie z wielką pasją. Tyle że go odrzucano do dnia, w którym zmarł, bez grosza, kompletnie nieznany. W „dylemacie Van Gogha” chodzi więc o to, czy lepiej być pasjonatem oddanym swojej pracy, nawet jeśli nie otrzymuje się za nią wynagrodzenia. Albo wieść konwencjonalne życie, które przynosi zarówno spokój, jak i satysfakcję, aczkolwiek mniejszą.

W „Mr. Breakfast” piszesz, że o tym, kim jesteśmy, decydują różne czynniki. Jesteśmy sumą naszych wyborów. Gdybyś spojrzał na swoje życie, jakie momenty zwrotne sprawiły, że Jonathan Carroll jest TYM Jonathanem Carrollem, którego znamy jako autora książek? Słyszałem, że w młodości chciałeś być… kryminalistą!

Tak, w młodości byłem niegrzecznym chłopcem. Na szczęście z jakiegoś nieznanego powodu około 16 roku życia zacząłem pisać opowiadania. Nauczyciel pochwalił jedno z nich, mówiąc, że to najlepsza rzecz, jaką przeczytał u ucznia od długiego czasu. Do tego momentu moja edukacja była kompletną porażką. Usłyszenie tak dużej pochwały z ust nauczyciela w połączeniu ze świeżo zrodzonym zamiłowaniem do czytania stanowiło prawdopodobnie płomień, który rozpalił knot mojej twórczej świecy.

Wiele miejsca w najnowszej książce poświęciłeś sztuce. Bohater to niespełniony komik, który postanawia porzucić marzenia o karierze. Czy istnieje moment graniczny, gdy powinno się zrezygnować z marzeń o karierze artystycznej i pogodzić z porażką?

Nie, jeśli tworzenie dzieła jest dla ciebie najważniejsze, a nie sukces, który masz nadzieję za jego pośrednictwem osiągnąć. Kiedy uczyłem w szkole pisania, powiedziałem swoim uczniom, że jest tylko jeden Stephen King, Paulo Coelho czy J.K Rowling. Jeżeli piszesz, ponieważ liczysz, że któregoś dnia odniesiesz taki sukces jak oni, to niemalże mogę ci zagwarantować rozczarowanie i porażkę. Ponieważ oni są raczej wyjątkiem niż regułą. Ale jeśli piszesz, bo po prostu uwielbiasz to robić, powinieneś to kontynuować tak długo, jak sprawia ci to przyjemność. Nawet jeśli nie zdobędziesz takiego grona odbiorców, na jakie liczyłeś.

Porzucając karierę komika, Graham Patterson kupuje aparat i zaczyna robić zdjęcia. Ku zaskoczeniu odkrywa, że w jednej z wersji swojego życia został wybitnym artystą fotografem. Czy zgodzisz się ze stwierdzeniem, że fotografia to najbardziej demokratyczna ze sztuk?

Jak mówi Patterson w powieści, niesamowitą rzeczą w fotografii jest to, że każdy może stworzyć arcydzieło, o ile znajdzie się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i odpowiednio spojrzy. Jedna z najsłynniejszych książek o fotografii, jaką kiedykolwiek wydano, nosi tytuł „The Family of Man” (z ang. „Rodzina człowieka”). W środku są setki zdjęć autorstwa różnych fotografów. Zadziwiające jest to, że co najmniej połowa z nich została wykonana przez amatorów lub osoby nieznane. Tak więc w tym sensie fotografia jest sztuką bardzo demokratyczną, ponieważ każdy, kto ma aparat, może uchwycić coś nieśmiertelnego. Nie zdarza się to często, ale się zdarza.

Regularnie udostępniasz na swoim profilu na Facebooku ciekawe zdjęcia. Czy są artyści fotograficy, którzy wywarli na tobie takie wrażenie, jak twórczość Grahama Pattersona wywierała na jego odbiorcach?

Lubię fotografię, ale nie jestem specjalistą w tej dziedzinie. Oczywiście mam swoich ulubieńców, jak Walker Evans, Vivian Maier, Peter Lindbergh, Man Ray i wielu innych. Gdyby ktoś poprosił mnie o sporządzenie listy ulubionych fotografów, to przemyślenie tego i wymienienie wszystkich zajęłoby mi przynajmniej godzinę. Ale jak powiedziałem, jestem tylko fanem wspaniałych zdjęć. Doceniaczem.

Bez względu na to, do którego życia przechodzi Graham, napotyka na tych samych ludzi. Czy sądzisz, że w jakiś podświadomy sposób przyciągamy się do siebie? Że to jakaś forma przeznaczenia?

Niektórzy nazywają to długiem karmicznym. Inni losem lub przeznaczeniem. Nie wiem, czy takie coś istnieje, ale wierzę, że niektórzy ludzie nas przyciągają lub odpychają z powodu tego, co język niemiecki nazywa „ausstrahlungiem”, czyli charyzmą lub jej brakiem. Spotykamy ludzi i natychmiast nas do nich ciągnie lub od nich odpycha. Czy to ma związek z chemią, psychiką, astrologią lub czymś innym? Nie wiem, ale to uczucie może być od pierwszej chwili bardzo silne i nie sposób wyprzeć się swojej reakcji.

Ważne miejsce w „Mr. Breakfast” zajmuje „magiczny” tatuaż, który daje sobie zrobić bohater. Gdybyś musiał wybrać jeden tatuaż, który miałby towarzyszyć ci przez całe życie, co by to było?

Byłby to bulterier zaprojektowany przez artystę graffiti o pseudonimie ROA, wytatuowany na moim ramieniu lub grzbiecie dłoni.

Rozmawiał: Artur Maszota
fot. Magdalena Wosiek/Rebis

Tagi: , , , , , , , ,

Kategoria: wywiady