banner ad

Książki, które obchodzą – wywiad z Jakubem Małeckim

29 września 2016

wywiad-jakub-malecki-slady-1
Dzięki powieści „Dygot” zyskał niemały rozgłos oraz Nagrodę Literacką im. Jerzego Żuławskiego. Zobaczymy, co przyniosą „Ślady”, jego kolejna niepokojąco dobra książka. Choć pisze prozę trudną i egzystencjalnie bolesną, to nie opuszcza go poczucie humoru, i to nie tylko czarne.

Milena Buszkiewicz: Mam wrażenie, że po publikacji „Dygotu” stałeś się pisarzem z tej najwyższej półki, literatury pięknej. Czy czujesz tę różnicę jako autor i jako Kuba Małecki?

Jakub Małecki: Nie za bardzo. To znaczy, zapraszają mnie na różne festiwale literackie i tak dalej, ale żeby na ulicy ktoś w spazmach krzyczał: „Patrzajta, Małecki!”, to raczej nie.

Chyba bardziej tak wołają za pisarzami gatunków popularnych, jak np. fantastyka, a ty wybrałeś drogę bardziej wyboistą?

Nie wiem. Jak pisałem bardziej fantastykę, też nie wołali.

Ponoć „Ślady” są dowodem na to, że „Dygot” nie był przypadkiem?

Powiedział to Michał Nogaś z Trójki i jest mi z tego powodu bardzo, bardzo miło, bo ja oczywiście ciągle się boję, że jednak „Dygot” był przypadkiem.

Mam wrażenie, że twoja literatura staje się coraz bardziej mroczna.

Też jestem tym rozczarowany. Jeśli następna nie wyjdzie weselsza, przysięgam, że przyjmę chociaż jakiś śmieszny pseudonim.

Kto by pomyślał, poczucie humoru się ciebie trzyma.

To tylko reakcja na stres związany z udzielaniem wywiadu.

wywiad-jakub-malecki-slady-2

Czytając „Ślady”, myślałam: śmierć, śmierć i śmierć. Jesteś młodym facetem. Skąd ta fascynacja?

Uwierz mi, że nie mam zielonego pojęcia. Wiesz, na każdym weselu jest taka postać jakiegoś wujka Zdziśka, Staszka czy innego Stefana, który spocony tańczy z każdą ciotką i robi z siebie pajaca. I ja jestem w życiu trochę właśnie takim wujkiem Staszkiem, dlatego nie mam pojęcia, skąd się w moich książkach biorą takie smutne rzeczy.

Pisanie „Dygotu” zaczęło się od zdjęcia. Co stało się bodźcem do napisania „Śladów”?

Obrazy Jacka Malczewskiego i starzy ludzie mijani na ulicach.

Które obrazy? Czyżby? „Śmierć”?

Najbardziej jednak „Sztuka w zaścianku”.

W twojej książce pojawia się Chwaścior, postać tętniąca folklorem, bardzo osobliwa.

Kiedyś w Muzeum Narodowym długo patrzyłem na obrazy Malczewskiego przedstawiające jakichś takich właśnie kalekich, diabolicznych dzieciaków w wiejskich sceneriach, no i stąd ten Chwaścior. Często tak mi się zdarza, że zobaczę jakiś obraz i on już mi później nie chce wyjść z głowy.

wywiad-jakub-malecki-slady-3

W „Śladach” zabierasz nas do Kwilna i okolic, także do Warszawy, Poznania. Dlaczego właśnie tam?

Z Kwilna pochodzi moja rodzina, ale miejsce akcji nie ma dla mnie większego znaczenia. Bardziej mnie obchodzi rysa na kuchennym stole niż układ geograficzny okolicy.

A jednak w książce znajdują się mapy.

To akurat wymyślił wydawca.

Napisałeś w „Śladach”, że życie z powieścią nie ma nic wspólnego, bo ono nie układa się w jedną całość, życie jest bardziej jak zbiór opowiadań. Co miałeś na myśli?

Chodziło mi o to, że my sobie często dopisujemy fabuły do naszych żyć, jakoś je składamy w jedną spójną całość, bo chcemy wierzyć, że ma ono większy sens. Ale najczęściej życie to właśnie taki zbiór odrębnych sytuacji, które czasem się ze sobą logicznie łączą, a czasem wcale nie.

I czym są właściwie „Ślady”, bo to ani zbiór opowiadań, ani linearna powieść?

Tak, ani jedno ani drugie. Uważam, że fajnie jest napisać coś pomiędzy. Pomiędzy realem a fantastyką. Pomiędzy powieścią a zbiorem opowiadań. I tak dalej.

To wiele przenikających się historii, nietypowych postaci. Jak budowałeś taką książkę?

Pisałem te historie osobno, mając w pamięci wszystkie pozostałe. W ogóle chciałem, żeby ta książka była jak walka bokserska z czytelnikiem: może nie za każdym razem trafię go wszystkimi ciosami, ale liczę na to, że jak któryś dojdzie, to go naprawdę ruszy. W ogóle zawsze marzyło mi się, żeby czytelnik mojej książki śmiał się albo płakał, żeby go ona obeszła.

wywiad-jakub-malecki-slady-4

A jakie książki obchodzą ciebie?

Bardzo różne. Obchodzi mnie Crummey, Steinbeck, Franzen, Szostak i McCarthy, ale również King albo J.K. Rowling. Czytam dużo i bardzo różnie, nie mam ulubionego gatunku. W tej chwili jestem akurat w trakcie lektury „Maga” Johna Fowlesa i też mnie to bardzo obchodzi.

W opowieści o Oskarze zawarłeś historię jego lektur, „Encyklopedię staropolską”, biografię Curie i inne. Na ile jego „profil czytelniczy” jest twoim?

W ogóle się to nie pokrywa. Ja raczej mało czytam biografii, reportaży. Zażeram się powieściami, fikcją, kłamstwem. A bohaterom daję zupełnie inne zestawy ulubionych lektur, żeby i pod tym względem się od siebie różnili.

A jakim jesteś pisarzem? Wiem, że masz harmonogram pracy, jesteś uporządkowany, ale czy literacko również?

Rozczarowująco normalnym. Podczas pisania nie moczę nóg w spirytusie, nie palę tysięcy papierosów ani nie rwę sobie włosów z głowy. Po prostu siadam i piszę z przekonaniem, że teraz to już na pewno mi nie wyjdzie.

Rozmawiała: Milena Buszkiewicz
fot. Tomasz Pluta

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: wywiady