banner ad

Krajobrazy nie są jedynie pięknym tłem dla akcji moich książek ? wywiad z Ann Cleeves, autorką „Serii Szetlandzkiej”

3 grudnia 2018


Mała, wyspiarska społeczność, surowa przyroda, zagadkowe zbrodnie i sekrety trzymane w tajemnicy od lat. To tylko niektóre elementy charakterystyczne dla kryminałów z „Serii Szetlandzkiej”, która znalazła miliony czytelników na całym świecie i doczekała się serialu stacji BBC z Douglasem Henshallem w roli głównej. Pierwsze dwa tomy cyklu, „Czerń kruka” i „Biel nocy”, znajdziecie w księgarniach dzięki wydawnictwu Czwarta Strona. Z okazji premiery książek rozmawiamy z autorką, Ann Cleeves, o znaczeniu otoczenia w życiu jej bohaterów, pisarstwie i literaturze kryminalnej.

Marcin Waincetel: Czytając „Czerń kruka”, można odnieść wrażenie, że utrzymywanie sekretów jest zbrodnią samą w sobie.

Ann Cleeves: Cóż, byłoby cudownie, gdybyśmy byli wobec siebie otwarci i szczerzy, jednak sądzę, że wszyscy posiadamy jakieś sekrety, nawet jeśli są one małe. Pokazujemy siebie takimi, jakimi chcemy, żeby inni nas widzieli. Często strzeżenie sekretów może prowadzić do zbrodni. Strach przed ujawnieniem tajemnicy bywa bardziej niebezpieczny niż sama tajemnica.

Mieszkańcy Fair Isle stanowią małą, zamkniętą społeczność, nad którą zdaje się ciążyć jakieś mroczne fatum. Czy można zaryzykować stwierdzenie, że w pewnym sensie jest to specyfika takich odizolowanych wspólnot?

Nie wydaje mi się, że zasadne jest tutaj mówienie o fatum czy złym losie. Jednak uważam, że życie w takich małych wspólnotach nie należy do najłatwiejszych. Musisz bowiem odrzucić na bok osobiste nieporozumienia i działać wspólnie, żeby społeczność mogła przetrwać. Dla przykładu w Fairy Isle wszyscy schodzą się, aby pomóc rozładować statek pocztowy, ustalają harmonogram czuwania przeciwpożarowego, na czas gdy przylatują samoloty, wspólnie wypasają na wzgórzu, strzygą owce i udają się na targ. Małe społeczności rozpadają się, gdy ludzie nie są gotowi na współpracę.

Pytam nie bez powodu, wszak ty również żyjesz w bardzo kameralnym środowisku.

Uważam, że w życiu potrzebna jest równowaga. Często są sprawy, o których wszyscy wiedzą, ale się o nich nie mówi. Przecież każdy potrzebuje przestrzeni i prywatności, aby pozostać przy zdrowych zmysłach! Obecnie mieszkam w małym miasteczku White Bay u wybrzeży North East, dzięki czemu mogę wieść nieco bardziej anonimowe życie.

Wspomniałaś o równowadze w życiu. Patrząc po twoich książkach można odnieść wrażenie, że Eros i Tanatos, czyli miłość i śmierć, też się równoważą…

Mówi się, że miłość i nienawiść to dwie strony tej samej monety. Z całą pewnością namiętna miłość, kiedy jest odrzucana, może prowadzić do goryczy, zazdrości i nienawiści. Dlatego piszę czasami o potrzebie kontroli i samoświadomości.

Czy zgodzisz się ze stwierdzeniem, że literatura kryminalna pozwala spojrzeć na mroczną stronę otaczającej nas rzeczywistości?

Bez wątpienia kryminały są sposobem na lepsze poznanie społeczeństwa. Obecnie nastał świetny czas na pisanie w tym gatunku, ponieważ zróżnicowanie jest coraz większe. Osobiście piszę raczej kameralne powieści, rozgrywające się na lokalnym gruncie, a jednak w dalszym ciągu mam możliwość zajmować się taką uniwersalną tematyką, jak chciwość, korupcja, władza polityczna. Czasem niewielkie wspólnoty na Szetlandach mogą funkcjonować jako metafora społeczeństwa. Jednak tak naprawdę to tylko opowiadam historie. Nie ma nic złego w prozie eskapistycznej, a sama opowieść to wszystko, czego potrzebujemy.

Co cię prowadzi do zbrodni w książce? Czy czynią to twoi bohaterowie? A może wpierw obmyślasz intrygę?

Podoba mi się struktura tradycyjnej powieści detektywistycznej. Daje mi ona swobodę pisania o rzeczach, które mnie interesują: o rozbitych rodzinach i o tym, jak przeszłość może powrócić, żeby nas prześladować. Nigdy nie planuję intrygi z góry. Zaczynam od jakiejś sceny lub nie do końca sprecyzowanego pomysłu. Wiem, że ktoś umrze na samym początku książki i to jest punkt wyjścia, ale sama zbrodnia nie jest najważniejszą sprawą.

Co daje ci najwięcej satysfakcji w trakcie pisania? A co jest największym wyzwaniem?

Uwielbiam rozpoczynać książkę, widzieć pustą kartkę i możliwości, które ona daje. Najtrudniejszy jest sam środek, gdy niektóre rzeczy mogą wydawać się niejasne i nie wiem, w jaki sposób połączyć wątki intrygi w jedną całość. Często z Jimmym Perezem rozwiązujemy sprawę w tym samym czasie.

Masz jakieś swoje małe-wielkie rytuały, które praktykujesz w trakcie pisania?

Tworzę wczesnym rankiem, często, gdy jestem jeszcze w pidżamie, przy moim kuchennym stole. I piję dużo herbaty.

Czy w „Serii Szetlandzkiej” jest bohater, który pod pewnymi względami przypomina ciebie? Zastanawiam się też, czy mogłabyś się zaprzyjaźnić z Jimmym Perezem.

Chyba nie ma postaci, która byłaby dokładnie taka jak ja. Pisanie przypomina mi nieco aktorstwo: to szansa, aby poudawać kogoś zupełnie innego i zobaczyć świat jego oczami. I tak, sądzę, że mogłabym się zaprzyjaźnić z Perezem. Przypuszczam, że byłby dobrym kompanem.

Czy surowy, ale zarazem poetycki nastrój twoich książek nie wynika w dużej mierze ze scenerii, w której osadziłaś akcję. Szetlandy wydają się piękne, lecz również dzikie i niebezpieczne.

Natura zawsze stanowiła ważną część mojego życia. Dorastałam na wsi, w wyjątkowo pięknej okolicy, potem mieszkałam przez jakiś czas na Szetlandach, gdzie oddziaływanie sił natury jest najbardziej widoczne i ma wpływ na codzienne życie. Jeśli na przykład nad wyspą przejdzie ogromna burza, jakakolwiek komunikacja z kontynentem może zostać zerwana. Mój mąż przez większość swojego życia pracował w organizacjach zajmujących się ochroną przyrody. Naturalne krajobrazy nie są jedynie pięknym tłem dla akcji moich książek, dają też wiedzę o ludziach, którzy tam się wychowali.

Skąd w ogóle pomysł, aby zająć się pisaniem historii detektywistycznych?

W młodości czytałam opowieści detektywistyczne dla poprawy nastroju i nadal lubię wracać do ulubionych tytułów sprzed lat, gdy nie mam humoru. Jest coś pokrzepiającego i uspokajającego w mocnej fabule i poczuciu, że na końcu książki zostanie przywrócony porządek. Teraz kryminały mają większe ambicje. Bardziej jesteśmy zainteresowani, dlaczego doszło do zbrodni niż tym, kto ją popełnił. Potrzebujemy emocjonalnej prawdy.

Pomijając zatem aspekt kryminalny, o czym tak naprawdę traktuje „Czerń kruka”?

„Czerń kruka” jest o tym, co to znaczy być outsiderem, a także co niektórzy są w stanie zrobić, aby potwierdzić swą przynależność. Właśnie dlatego uczyniłam Jimm’ego Pereza mieszkańcem Szetlandów, ale dałam mu hiszpańskie korzenie i obco brzmiące nazwisko. Większość bohaterów w tej książce to outsiderzy ? w ten czy inny sposób. Potrzeba szlachetności ducha, żeby przyjąć obcych życzliwie.

Rozmawiał: Marcin Waincetel
Tłumaczenie: Marcin Waincetel, Artur Maszota
fot. Promote Shetland

Tagi: , , , , ,

Kategoria: wywiady