Jestem tym, co czuję ? wywiad z Anną Kozak

18 listopada 2014

Anna-Kozak-wywiad
Twierdzi, że ma wyjątkowe szczęście. Mówi, że człowiek, który potrafi śmiać się z siebie samego, to człowiek zdrowy. Napisała powieść o szpitalu psychiatrycznym, gdzie wszystko jest na opak. Dla Booklips.pl zdjęła ciemne okulary i uchyliła rąbka tajemnicy.

Milena Buszkiewicz: Zacznijmy od twojej historii. Na skrzydełku książki mamy intrygujące zdjęcie w ciemnych okularach. Ukrywasz się trochę przed czytelnikami? A może chronisz prywatność przed mediami?

Anna Kozak: Prywatność we współczesnym świecie to jedno z wielu złudzeń, jakie posiadamy, trzymamy się go kurczowo, wierząc, że istnieją nieprzekraczalne granice, których nikt nigdy nie odważy się naruszyć, a jednocześnie sami łakniemy informacji na temat, czy to osób nam znanych, czy też nie. Paradoks naszych czasów. Jeśli chodzi o mnie, wolałabym, aby czytelników zdecydowanie bardziej interesował los moich bohaterów. Ich doświadczenia, sytuacje, które ich spotykają, czasami z pogranicza snu i jawy, są zdecydowanie ciekawsze niż moje codzienne przygotowywanie śniadania lub stanie w korkach ulicznych. Kto chciałby o tym czytać?

Ponoć jesteś w czepku urodzona?

Zdecydowanie wyrzucam słowo „ponoć”.

Teraz dopiero jestem ciekawa. Uchylisz rąbka tajemnicy twojego szczęścia?

Moje szczęście to umiejętność nadawania sensu każdemu wydarzeniu, zarówno temu pożądanemu, jak i negatywnemu. Chcę być szczęśliwa i taką osobą właśnie jestem. Oczywiście nie zmienia to faktu, iż rzeczywiście urodziłam się w czepku, ale to tylko połowa mojego życiowego sukcesu, pozostałe 50 procent zdecydowanie zależy ode mnie.

Anna-Kozak-oknaDebiutowałaś zbiorem opowiadań „Klara i anioł”, był to rok 2007. Obecnie pojawiasz się z powieścią. Dlaczego trwało to tak długo?

Odpowiem słowami jednego z bohaterów powieści: „Dojrzewam, rosnę, starzeję się, w zależności od nastroju. Taki przywilej. Jestem tym, co czuję”. Jak widać potrzebowałam aż siedmiu lat, aby mój świat zbudowany z drobnych fragmentów stał się całością.

Z wykształcenia jesteś psychologiem. Praktykujesz?

Zgadza się, jestem psychologiem, i do tego praktykującym. Aktualnie pracuję z osobami z różnym stopniem i rodzajem niepełnosprawności.

Jak wpływa na ciebie praca z takimi osobami? Jest inspirująca, a może wręcz przeciwnie?

Cenię i lubię możliwość kontaktu z drugim człowiekiem, bo to w pracy psychologa tak naprawdę jest najważniejsze. Staram się nie patrzeć na ludzi przez pryzmat ich wad i deficytów, lecz zasobów, jakie posiadają, bo niezależnie od tego, czy jest się osobą z niepełnosprawnością, czy też nie, wszystko sprowadza się do poczucia szczęścia i znaczenia, jakie sami nadajemy otaczającemu nas światu. Ilu ludzi, tyle galaktyk.

W „Oknach” opisujesz perypetie mieszkańców i pracowników zakładu psychiatrycznego. Na ile dobrze znasz takie miejsca?

Jeszcze nie miałam okazji skorzystać z opieki psychiatrycznej jako pacjent, ale podobno wszystko w życiu jest możliwe? Udało mi się pracować w takim miejscu. Mówię: udało, gdyż było to bardzo cenne doświadczenie, zarówno zawodowe, jak i osobiste. Człowiek zmienia swój sposób patrzenia na wiele spraw, zaczyna doceniać to, co ma, przestaje na przykład narzekać, że w grudniu ?nagle? pada śnieg. Bo kiedy ma spaść, w lipcu? Wystarczy tylko zaakceptować nieuchronność pewnych zdarzeń, jak na przykład zmiana pór roku, by być szczęśliwszym.

Ile w twojej książce jest prawdy, zapożyczeń z prawdziwego życia?

Wszystkie postaci i ich historie są fikcyjne, nawet szpital psychiatryczny z niebem mieszczącym się w zagraconym składziku na tyłach głównego budynku nie jest osadzony w żadnym konkretnym miejscu i czasie.

Anna-Kozak-wywiad2Świat pacjentów i pracowników szpitala przenika się, gubi granice. Można odnieść wrażenie, że wszyscy są tam szaleni, wszyscy są pacjentami. Faktycznie tak się zdarza? Czy raczej chodziło o grę z czytelnikiem? A może coś jeszcze innego?

W „Oknach” faktycznie można mówić o braku wyraźnego podziału na zdrowych i pacjentów. Problem z jednoznacznym odbiorem rzeczywistości jest udziałem zarówno tych pierwszych, jak i drugich, a przez to również czytelnika. Jeden z bohaterów mówi: „Wolę być chory i umrzeć jako wariat, niż być zdrowym jak ryba i codziennie budzić się ze świadomością, że przesrałem sobie życie”. Paradoksalnie czasami „ucieczka” w chorobę jest jedynym wyjściem, aby „nie zwariować” we współczesnym świecie.

Lekarz, który boi się pacjentów, to przerażająca wizja, bo ktoś nad tym wszystkim powinien panować…

Proszę się nie bać: zawsze ktoś nad tym panuje (śmiech).

W twojej książce jednak nie panuje nikt. Chyba się nie mylę?

Przede wszystkim panuję ja oraz dwie dziwne postaci o śnieżnobiałych skrzydłach, które przez cały czas towarzyszą wszystkim bohaterom, właściwie od pierwszej, do ostatniej strony „Okien”: „Ona – w białej ni to koszuli, ni to fartuchu z mnóstwem falban przypominających skrzydła, on – z wielkim brzuchem i krótkimi owłosionymi nogami”. W bardzo dyskretny sposób opiekują się mieszkańcami szpitala psychiatrycznego. Jeśli jeszcze nie wiesz, o kim mówię, to posłużę się opisem z ostatniej strony książki, ze sceny kończącej historię „Okien”: „Dwie postaci zawieszone w powietrzu pod sufitem śledziły w milczeniu bieg wydarzeń. Jedna była wysoka i smukła o gładko zaczesanych ciemnych włosach, druga – niska, wręcz karłowata, z krótkimi owłosionymi nogami przypominającymi gąsienice”. Teraz mi wierzysz, że zawsze „ktoś” nad tym panuje?

Trochę bardziej (śmiech). Ale mam kolejne nie dające mi spokoju pytanie. „Okna” pełne są seksualności. Czemu miała służyć?

Seksualność jest atrybutem człowieka. Już w życiu płodowym kształtuje się nasza płeć: jesteśmy albo chłopcem, albo dziewczynką. Nie można od tego uciec i udawać, że takiego obszaru w ludzkiej egzystencji nie ma. Mówimy o jednej z podstawowych potrzeb, której zaspokojenie, w sposób bardziej lub mniej dojrzały, jest składową tego, kim jesteśmy. Potrzebujemy jej jak snu i pokarmu.

Jak pisało się takie sceny? Uchodzą bowiem za najtrudniejsze. Ale zdaje się, że tobie nie sprawiały trudności.

Jestem tylko autorem książki, sceny budowali bohaterowie. To oni decydowali o ich kształcie i barwie, intensywności i zapachu, o tym, z kim chcieli dzielić bliskość i cielesność. Ja ich tylko podglądałam.

Anna-Kozak-wywiad3

W „Oknach” poruszasz też kwestię płciowości, zresztą przed chwilą sama o niej wspomniałaś. Pojawiają się pytania: kim jest być lepiej, kobietą czy mężczyzną? Zastanawiałaś się nad tym sama? Jak czułabyś się lepiej? Rozważałaś takie kwestie?

Lubię swoją osobę. Myślę, że gdybym była mężczyzną, byłoby tak samo. Oczywiście we współczesnym świecie trudno uciec od kwestii związanych z płcią. Czy lepiej być kobietą, czy mężczyzną? Tak naprawdę nie ma jednej słusznej odpowiedzi na to pytanie. Najlepiej być człowiekiem, a do tego szczęśliwym.

Choć książka traktuje o czymś tragicznym, pełna jest poczucia humoru, a chwilami staje się wręcz groteskowa. Dlaczego wybrałaś taką formę opowieści o zakładzie psychiatrycznym?

Zakład psychiatryczny to tylko miejsce, budynek podobny do wielu innych, bez ludzi, którzy w nim przebywają. Próbując mierzyć się z problemami, sam w sobie nie jest niczym tragicznym. To świat zewnętrzny nadaje znaczenie temu miejscu, nie osoby tam przebywające, bo przecież jedynym celem pacjentów jest powrót do równowagi, czyli proces, któremu powinna towarzyszyć radość, uśmiech oraz poczucie humoru. Człowiek, który potrafi śmiać się z siebie samego, to człowiek zdrowy.

Czy zakład psychiatryczny był tylko pretekstem do pokazania pewnych rzeczy, zachowań?

Mój szpital psychiatryczny, bo chyba tak już o nim mogę mówić, i postaci w nim przebywające pokazały, że wszystko, co robimy, i sposób, w jaki się zachowujemy, jest sumą wcześniejszych doświadczeń, ale ostateczny kształt naszemu życiu nadajemy my sami. Można zdecydować, tak jak bohaterowie książki, czy budząc się, widzi się fioletowy grzyb na suficie, czy pulsujący, niebieski ocean pełen ławic różnokolorowych ryb pływających wprost nad głowami.

59 rozdziałów. Przypadek? Symbol?

Póki co przypadek. Ale kto wie, może za kilka, kilkanaście lat wydarzy się w moim życiu coś, co sprawi, że liczba 59 nabierze znaczenia i z przypadkowej stanie się symboliczną?

Rozmawiała: Milena Buszkiewicz

Tagi: , , , , ,

Kategoria: wywiady