banner ad

Jestem jedną stopą w Chile, a drugą w Kalifornii ? wywiad z Isabel Allende

14 listopada 2014

wywiad-allende-1
Sprzedała blisko 60 milionów książek. Ekranizację jej powieści, „Dom Dusz”, z Meryl Streep, Jeremym Ironsem, Winoną Ryder i Antonio Banderasem obejrzały tłumy. Znana z porywających powieści nurtu realizmu magicznego i romansu, tym razem napisała kryminał.

Milena Buszkiewicz: „Ripper. Gra o życie” jest twoim pierwszym thrillerem. Czy był to swojego rodzaju eksperyment?

Isabel Allende: Tak. Lubię wyzwania, a to było wyjątkowo ciekawe, ponieważ nie miałam pojęcia o tym gatunku. Musiałem zbadać temat, przestudiować go i odbyć mnóstwo rozmów z tajemniczymi pisarzami.

„Ripper” to zarówno książka, jak i kryminalna gra sieciowa. Lubisz grać?

Nie gram w żadnego typu gry, ale pomysł z „Ripperem” podsunęła mi moja wnuczka. Andy często gra online. Wyjaśniła mi zasady gry, namówiła mnie do gry ze swoimi wirtualnymi przyjaciółmi i to właśnie pomogło mi w kreacji dziecięcych bohaterów, którzy rozwiązują kryminalne zagadki.

RipperPostaci w „Ripperze” są trochę ekscentryczne. Możesz nam o nich opowiedzieć?

Kilku bohaterów ma cechy prawdziwych osób. Za wzór do postaci Indiany, uzdrowicielki posłużyła mi moja przyjaciółka Ana Cejas, którą życzliwie nazywamy „czarownicą”, ponieważ jest magiczna. Jest autorytetem w dziedzinie aromaterapii (napisała na ten temat kilka książek) i metod alternatywnego leczenia. Ryan Miller to prawdziwy Navy SEAL, który chętnie opowiedział mi swoją historię i pomógł mi w badaniach na temat wojskowości. Amanda jest wzorowana na mojej wnuczce, Andy, która jest tak ekscentryczna jak postać z książki. Wiele osób przyczyniło się do stworzenia tej powieści i przeprowadzenia koniecznych badań.

Czy w główna bohaterka, Indiana, ma coś z ciebie? Czy któreś z twoich cech znajdują w niej swoje odzwierciedlenie?

Nie sądzę, aby było w Indianie cokolwiek ze mnie samej. Jej postać to wysoka, piękna i urocza młoda kobieta stworzona, by pomagać innym. Jest czarująco niewinna i jest dobrą duszą. Przy tworzeniu fikcji chodzi właśnie o to, by przekonująco kłamać.

Jaki masz stosunek do ezoteryki? Czy wierzysz w przeznaczenie albo w karmę?

Wierzę, że rodzimy się z zestawem kart, których nie możemy zmienić, ale to, jak nimi zagramy, zależy tylko od nas. Urodziłam się jako kobieta, w latach czterdziestych, w Chile, w katolickiej i konserwatywnej rodzinie – tak wyglądają moje karty. Ale mogę nimi zagrać albo w sposób konwencjonalny, albo podjąć ryzyko i przesunąć granicę mojego szczęścia, karmy, przeznaczenia, jakkolwiek je nazwać. Wybrałam to drugie…

Ważną postacią w „Ripperze” jest dziadek Amandy. Jak wspominasz swojego dziadka? Był on przecież wyjątkową postacią w twoim życiu.

Uwielbiałam mojego dziadka. Dorastałam w jego domu w Santiago (Chile) i był on najważniejszą męską postacią, która towarzyszyła mojemu dorastaniu. Do dnia dzisiejszego słyszę jego głos w mojej głowie. Ale nie był on miłą, bezwarunkowo akceptującą wszystko osobą, jak przedstawione postacie w „Dzienniku Mai” czy „Ripperze”. Popo i Blake Jackson są dziadkami, których chciałabym mieć…

Kilkukrotnie padły już informacje o Chile, o które oczywiście zapytam, ale chciałabym zostać jeszcze chwilę przy „Ripperze”. Akcja powieści dzieje się w San Francisco, twoim obecnym miejscu zamieszkania. Co takiego ma ono w sobie, że stało się centrum powieści?

Znam to miasto, zwłaszcza bardzo dobrze znam Bay Area, więc było mi łatwo wyobrazić sobie akcję właśnie w tym miejscu. Nie musiałam przeprowadzać badań. San Francisco jest miejscem nowości, różnorodności i zabawy. Wszystkie szalone i wspaniałe idee narodziły się w San Francisco. To miasto z duszą, położone w pięknym otoczeniu wzgórz, lasów i wody.

San Francisco ma też swojego rodzaju kryminalny klimat?

San Francisco zostało wykorzystane przez wiele powieści kryminalnych, filmów i seriali telewizyjnych. Popularni pisarze gatunków sensacyjnych czerpali inspirację z tego miasta. Podobnie jak Londyn, San Francisco otoczone jest mgłą ? tajemniczością idealną dla powieści kryminalnej.

wywiad-allende-2

Obecnie twoim domem jest Ameryka. Opowiesz naszym czytelnikom, dlaczego opuściłaś Chile?

W 1973 roku miały miejsce brutalne zamieszki wojskowe w Chile, które zakończyły długą demokratyczną tradycję w tym kraju i wprowadziły dyktaturę na ponad 16 lat. Na początku pomagałam ukrywać ludzi, którzy uciekali przed represjami. Nie miałam pojęcia, jak niebezpieczne może się to okazać. Ostatecznie nie mogłam dalej żyć w strachu i zostawiłam mój kraj, wyjeżdżając z mężem i dwójką dzieci. Żyliśmy w Wenezueli jako uchodźcy przez trzynaście lat.

Od tamtego momentu upłynęło wiele czasu. Czy po tylu latach mieszkania w Stanach czujesz się bardziej Chilijką czy Amerykanką?

Czuję się Chilijko-Amerykanką. Jestem jedną stopą w Chile, a drugą w Kalifornii. Często odwiedzam mój kraj, ponieważ moi rodzice żyją w Santiago, mają 94 i 98 lat. Jestem w stałym, codziennym kontakcie z moją mamą, wymieniamy maile, rozmawiamy przez telefon bądź na Skypie.

Nadal tworzysz literaturę tylko w rodzimym języku hiszpańskim?

Tak, powieści piszę tylko po hiszpańsku. Nie mam kłopotu z pisaniem po angielsku, ale tworzenie fikcji jest czymś, co dzieje się na bardzo pierwotnym poziomie, w łonie, nie w umyśle. Pisać mogę tylko w języku moich snów.

A skąd czerpiesz inspiracje?

Jestem dobrym słuchaczem i mam dobrą pamięć do historii. Każdy ma swoją historię, ale potrafię opisać tylko te, które dotknęły mnie osobiście. Podróżowanie i czytanie są bardzo inspirujące, podobnie niektóre sceny z filmów potrafią przerodzić się w pomysły na powieść.

wywiad-allende-3

Czyli najważniejsze jest własne doświadczenie?

Mogę pisać tylko o tym, co naprawdę się dla mnie liczy. Historia musi dopasować się do jakiegoś osobistego doświadczenia lub przekonania. Myślę, że mam setki nasion w moim brzuchu, każde z nich jest pomysłem na historię, ale tylko jedno z nasion może wykiełkować w danej chwili. Zaczynam czuć historię wewnątrz, jakbym była w ciąży. Wkrótce opowieść przejmuje moją wyobraźnię. Marzę o tym, myślę o tym, a wszechświat spiskuje, aby dać mi niezbędne informacje do stworzenia szczególnej historii. Wtedy wiem, że jestem gotowa, aby ją napisać.

Jak się czułaś, kiedy rozpoczynałaś pisanie kolejnej powieści? Jak przebiegał proces twórczy?

Wszystkie moje książki rozpoczynam 8 stycznia. To wyjątkowo przerażający moment. Najczęściej nie wiem, w jaki sposób rozpocznę pisanie, mam tylko zarys pomysłu, czasu i miejsca, reszta przychodzi powoli, któregoś dnia. Piszę codziennie, dbam o opowieść w swoich myślach i w sercu. Praktycznie nie mam własnego życia, kiedy piszę. Żyję życiem moich postaci.

Wszystkie książki rozpoczynasz 8 stycznia. To zarówno tragiczny, jak i wspaniały dzień?

8 stycznia 1981 roku, kiedy mieszkałam już w Wenezueli, odebrałam telefon informujący, że mój dziadek umiera. Rozpoczęłam pisać do niego list, który z czasem przerodził się w moją pierwszą powieść, „Dom Duchów”. To była dla mnie wyjątkowo szczęśliwa książka, dlatego staram się łapać dobrą passę, jaką przyniósł ten dzień.

I na zakończenie: co możesz poradzić początkującym pisarzom?

Literatura jest jak sport. W przypadku sportu trenujesz każdego dnia, by rozwinąć swoje mięśnie i wygrać grę. Tak samo jest z literaturą: piszesz każdego dnia, to właśnie twój trening. Nikt nie widzi twoich porażek i nikogo nie obchodzi, jak dużo wysiłku wkładasz w książkę. Liczą się tylko rezultaty. Nie oczekuj także, że twoje pisanie cię wesprze, czy sprawi, że będziesz sławnym. Bardzo możliwe, że nie zostaniesz wydany, czy że nie odniesiesz sukcesu. Ale jeśli jesteś urodzonym pisarzem, będziesz pisać bez względu na wszystko, będziesz pisać, ponieważ to kochasz i po prostu potrzebujesz tego procesu. Będziesz pisać, bo jeśli przestaniesz, ciężar nienapisanych słów po prostu cię zmiażdży.

Rozmawiała: Milena Buszkiewicz
fot. Lori Bara

Tagi: , , , , , , , ,

Kategoria: wywiady