banner ad

Jak się całkiem nie da, to nie całkiem da się? – wywiad z Robertem Sudółem, autorem przekładu „Krótkiej historii siedmiu zabójstw” Marlona Jamesa

25 listopada 2016

wywiad-robert-sudol-1
Na polski przekład „Krótkiej historii siedmiu zabójstw” miłośnicy literatury i krytycy czekali w wielkim napięciu. Wątpliwości przeplatały się z nadziejami. A wynik okazał się porażający, wciągający i fascynujący zarazem. O tłumaczeniu tej wyróżnionej Nagrodą Bookera powieści rozmawiamy z autorem przekładu, Robertem Sudółem.

Agnieszka Minkiewicz: Ile razy przeczytał pan „Krótką historię siedmiu zabójstw”, zanim zaczął pan tłumaczyć?

Robert Sudół: Przejrzałem ją raczej, nie czytałem dogłębnie od deski do deski. Głęboko kopałem dopiero w trakcie pracy nad tłumaczeniem. Wtedy czytałem wielokrotnie.

Chodzi mi właśnie o pracę nad tłumaczeniem? W tej książce jest tak wiele głosów, języków, punktów widzenia, że ? aby zdecydować jak będą brzmiały ? trzeba to było chyba najpierw dogłębnie przemyśleć?

Stosowałem taki zabieg, że przeskakiwałem rozdziały pomiędzy i czytałem ciągiem jeden głos, na przykład rozmowy Barry?ego Diflorio z żoną. Ale decydowałem o tym już w trakcie pracy. To zawsze wygląda tak samo. Trzeba wykonać jakąś robotę koncepcyjną, obrać metodologię, określić wytyczne. Do zasadniczych rozstrzygnięć dochodzi jednak, kiedy już człowiek wbija się w tekst. To wtedy podejmowałem decyzje, jakie będą wyróżniki poszczególnych głosów, znaki szczególne narracji Niny Burgess czy Bam-Bama. Każdemu bohaterowi trzeba nadać jakieś piętno, wprowadzić do jego opowieści jakiś wyrazisty element, który będzie go odróżniał od pozostałych i dodatkowo będzie powodował pewne napięcie. Bo moich zdaniem ta powieść jest złożona z napięć, które pojawiają się na różnych poziomach i są ze sobą mocno splecione. Na poziomie fabularnym, jako czytelnicy nie wiemy do końca co tak naprawdę się wydarzyło. Motto tej książki brzmi w moim tłumaczeniu „jak się całkiem nie da, to nie całkiem da się”. To znaczy, że jest tu pewne dochodzenie do prawdy, ale do jej odkrycia wciąż pozostaje jednak kawałek drogi.

To napięcie pojawia się również na poziomie języka. Na tę powieść składa się chór głosów. Są różne od siebie, splatają się i rozplatają, czasami ze sobą harmonizują, a czasami sobie zaprzeczają. Jest też trzeci poziom napięć, poziom meta, czyli autor i książka, dekonstrukcja mitu Boba Marleya i jednoczesne tworzenie nowego mitu. Co my wiemy o Jamajce, co wiemy o Marleyu? I jak to się kłóci z tym, co opowiada nam „Krótka historia siedmiu zabójstw”. Tych napięć jest pełno. One wciąż grają w tej książce, dźwięczą.

Należałoby chyba dodać również poziom: czytelnik i książka. Mam na myśli to napięcie, rodzaj irytacji, która towarzyszy nam, kiedy postacie przemawiają do nas z kart powieści bez znaków przestankowych, z błędami ortograficznymi?

Tu musiała obowiązywać zasada ekwiwalentności. W oryginale jest tak samo. Towarzyszy nam ta ? jak pani mówi ? irytacja. Jesteśmy zmuszeni posługiwać się językiem, który niby jest nasz, ale nie do końca jest nasz. I ten język nas razi ? razi nas ortografia, razi nas zapis, razi nas szyk zdania, rażą nas niektóre słowa. Tak jest i tak musiało być.

W używanym w niektórych narracjach przez Jamesa języku jamajskim zwanym patwah te zapisy bardzo często też są uproszczone, czyli z punktu widzenia purysty językowego są tam błędy ortograficzne. Starałem się przenieść tę cechę charakterystyczną patwah do polszczyzny. To jest w pewnym sensie sztuczne ? i tu pojawia się dodatkowe napięcie (!) ? bo jest to literatura przekładu. Różnica polega na tym, że język patwah w obrębie angielszczyzny naprawdę istnieje, a w obrębie polszczyzny nie. Trzeba więc było taki język, mówiąc szumnie, wynaleźć. Chodziło o to, żeby z jednej strony brzmiał on obco, raził nas, ale z drugiej strony, żebyśmy mieli poczucie, jak czytelnik anglojęzyczny, że ten język wywodzi się w pewien sposób z naszego języka, że ma to samo źródło. Nie można było w miejsce patwah podstawić jakiejś polskiej gwary, bo wówczas brzmiałoby to fałszywie. Na tym polega ten paradoks. Naturalne brzmiałoby sztucznie, sztucznie skonstruowane zabrzmi ? oby! ? naturalnie. Dlatego właśnie udajemy, ale jednocześnie mamy nadzieję, że udajemy tak zręcznie, że wydaje się to autentyczne.

wywiad-robert-sudol-2

A czy to właśnie ta część napisana językiem patwah przysporzyła panu najwięcej trudności ? Była największym wyzwaniem?

W sensie translatorskim ? tak. To było najtrudniejsze, bo trzeba było znaleźć jakiś sposób, jakąś metodę. Jednocześnie tej metody nie mogłem się trzymać konsekwentnie, bo zdarzają się sytuacje, kiedy ona nie działa. Trzeba było odnaleźć w polszczyźnie słowa, których sens jest powszechnie znany, ale one już wyszły częściowo z użycia i zastosować je ponownie, żeby uzyskać ten walor „naszości” i obcości zarazem. Wyobrażam sobie, że czytelnik anglojęzyczny ? Anglik, Australijczyk czy Amerykanin ? tak właśnie odbiera tę książkę. Zresztą autor w jednym z wywiadów przyznał się, że te fragmenty napisane w patwah też nie są w pełni oryginalne, że łagodził ten język, bo w wersji oryginalnej mógł on być dla przeciętnego czytelnika zupełnie niezrozumiały. Więc to patwah z jednej strony jest oryginalne, ale z drugiej strony jest też przetworzone przez pewne zabiegi literackie. I tu znowu jest napięcie. Coś się wydaje oryginalne, ale wcale tak do końca oryginalne nie jest i my o tym wiemy. Jednak, jeśli jest to zrobione zręcznie, nie powinno nam to przeszkadzać.

Przeżywał pan chwile zwątpienia?

Bliski załamania byłem, kiedy pod koniec książki pojawia się wątek różnic między angielszczyzną patwah a angielszczyzną trynidadzko-tobagijską?

Który z bohaterów mówi najbardziej naturalnym dla pana językiem? Czyj głos najlepiej się panu tłumaczyło, pisało?

Bardzo lubiłem głos Barry?ego Diflorio, czyli agenta CIA. Jego rozmowy z innymi agentami i z żoną są świetne pod względem dramaturgicznym, wypełnione zniuansowanymi emocjami. Nadają się na scenę. Można z nich upleść porządny spektakl.

Nie tylko spektakl, ale i serial telewizyjny? HBO pracuje już podobno nad takim serialem. Jest pan go sobie w stanie wyobrazić?

Tak, bez problemu. W „Krótkiej historii siedmiu zabójstw” jest tak dużo egzotyki, biedy, które przecież świetnie wypadają na ekranie. To filmowa książka.

W sieci można zobaczyć spot wideo, w którym Brad Pitt, na zlecenie „The New York Times” czyta początek książki. Którą z postaci mógłby zagrać według pana w serialu?

Może Doktora Love? Choć nie wiem, czy nie jest za młody.

„Krótka historia?” jest osnuta wokół zamachu na Boba Marleya, ale sam Marley nie zabiera w niej właściwie głosu?

To część dekonstruowania i ponownego konstruowania mitu. Właściwie wszystko toczy się wokół Marleya, ale on jest jakby cały czas za szybą, w pewnym oddaleniu. Opowieść krąży po jego orbicie, ale on sam jest bardzo niedookreślony, zamazany. Jakby autor chciał powiedzieć, że postać pokroju Marleya zawsze będzie się wymykać naszemu opisowi. Że jesteśmy skazani na wieczne przybliżanie się tylko do prawdy.

Wie pani ile razy pada nazwisko Marleya w tej powieści?

Zero?

Raz, o ile pamiętam. Zastanawiałem się, tłumacząc, czy to przez nieuwagę autora, czy może jednak uznał, że po prostu trzeba to zrobić. Chyba tylko raz przytoczona jest też bezpośrednia wypowiedź Marleya. On sam na ogół milczy. Wypowiada się przez muzykę. I rozdaje pieniądze. W książce jest scena gangsterskiego sądu. Marley przychodzi jako świadek. Sam stoi jednak i milczy, mówi za niego menadżer, niczym adwokat. I znów? „jak się całkiem nie da, to nie całkiem da się”. Marley pozostaje nieuchwytny. W książce pojawia się nawet takie zdanie? coś w rodzaju „zmienia się, jak już ktoś rozszyfruje, kim jest”. Jest już inny, nieosiągalny ? dla gangsterów, dla rządu, dla CIA, dla wszystkich.

Jest ponad to. Jest pewnego rodzaju ikoną, symbolem.

Ten mit jest podniosły, może nawet patetyczny? Ten moment, kiedy jest mowa o trzyosobowym zespole dziewczyn z Azji, które muszą zamilknąć, bo mężczyźni nie zgadzają się na muzykę rockową. W tle jest oblicze Marleya.

Wszyscy zastanawiali się, jak „Krótka historia siedmiu zabójstw” będzie brzmiała w języku polskim. To chyba spora odpowiedzialność, wyzwanie dla tłumacza?

Oczywiście można się na tym wywrócić. Zawsze można się wywrócić. Musiałem dokonywać pewnych wyborów, inny tłumacz pewnie dokonałby innych. Różnica polega na tym, że my nie mamy patwah dla naszego języka. Trzeba coś wykombinować. W tym sensie tłumacz jest w gorszej sytuacji niż autor. Jednak to nie jest sytuacja wyjątkowa, takie rzeczy się zdarzają. W czasach, kiedy etniczność jest modna, tłumacze nierzadko stają przed podobnymi wyzwaniami.

To nie jest książka, którą się łatwo czyta.

Nie, ale to nie wada. Po pierwsze, ukazany jest dość obrzydliwy świat. Poza tym dosadny miejscami język nie ułatwia lektury. Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo ? ani tłumaczowi, ani czytelnikowi.

Wyzwaniem jest też objętość ? przeszło 700 stron ? oraz mnogość czasów i narracji…

Trzeba było często robić ? jak to się ładnie po staropolsku mówi ? research. Wiele rzeczy należało sprawdzać. Przeciętny Amerykanin czy Brytyjczyk nie zna niektórych wyrażeń z patwah. Niewątpliwie było przy tym mnóstwo roboty. Korzystałem przez chwilę z rad mojego kolegi Harpera, który pochodzi z Karaibów, jednak nie z Jamajki. Problem był również z muzyką, która w sposób naturalny jest ważnym elementem tej powieści. Trudność polegała na tym, że tytuły znanych powieści, czy filmów, są przełożone i w obrębie języka funkcjonują samodzielnie. Z piosenkami jest trochę inaczej. Przy bezpośrednich aluzjach do konkretnych utworów trzeba było pląsać między polskim a angielskim. Bywało też, że świadomie unikałem tłumaczenia tytułów, obawiając się, że polski czytelnik nie wychwyci tego skojarzenia. Dlatego w niektórych miejscach musiały pojawić się angielskie tytuły.

wywiad-robert-sudol-4

Nasłuchał się pan płyt Boba Marleya w tym czasie?

Tak, nasłuchałem się. Muszę powiedzieć, że też od nowa doceniłem jego muzykę.

Czy jest jakaś piosenka Boba Marleya, która teraz za panem chodzi?

Tak, chyba najważniejsza piosenka w tej książce ? „Natural Mystic”. W jej przypadku musiałem właśnie pozostawić tytuł oryginalny, pomimo że składa się z tylko dwóch, z pozoru prostych słów. Jak ktoś przeczyta tekst tej piosenki, to zrozumie, że tu nie chodzi o żadną „naturalną mistykę”, ale złe przeczucie. Gdybym użył polskiego odpowiednika, nie wywołałby on odpowiedniego skojarzenia. W tej piosence jest zdanie: „many more will have to suffer, many more will have to die”, czyli wielu jeszcze będzie cierpiało, wielu jeszcze umrze. Te słowa są wielokrotnie wypowiadane przez ducha, czyli Sir Arthura Georga Jenningsa. Niewątpliwie jest to książka o śmierci i cierpieniu. Choć na końcu mamy szczęśliwe zakończenie?

Może nie zdradzajmy?

W każdym razie Marley w końcu umiera, to nie jest żadna tajemnica. Zgubiła go miłość do piłki nożnej.

Czy ta rozpiętość czasowa, poniekąd również kulturowa, bo akcja książki toczy się w różnych miejscach, stanowiła wyzwanie? Sam język przecież zmieniał się na przestrzeni czasu.

To prawda. Dlatego patwah w późniejszych partiach książki jest inny, jakby złagodzony. Jamajczycy, mieszkający w Nowym Jorku są już zamerykanizowani. W związku z tym, cechy, nazwijmy to polskiego patwah, który ja sobie wymyśliłem, są też wytłumione i rozrzedzone.

Czyli ta praca nad językiem się nie kończyła?

Tak, to też musiało ewaluować.

A który z języków w ramach tej opowieści zmienia się najbardziej? Właśnie to patwah?

Tak. W gruncie rzeczy zmienia się głównie język gangsterów, staje się bardziej amerykański. Co zresztą pasuje, bo jamajscy gangsterzy zafascynowani są amerykańskim westernem. To świetnie pokazuje, jak skonstruowane są pewne mity. Jak są nieautentyczne w tym sensie, że przyswajamy i przeobrażamy obce elementy, na przykład te kowbojskie gadki rastafarian.

Czy pana zdaniem ton tej powieści nadają agenci CIA, czy może właśnie gangsterzy? Sam Marlon James wspominał, że powieść dlatego jest wyjątkowym nośnikiem, że pozwala dojść do głosu postaciom, które przez historię zostaną zapomniane: prostytutkom i gangsterom.

Ja bym powiedział, że te głosy są równoważne. Jednak Barry Diflorio dostał całkiem spore miejsce w powieści i dzięki takim głosom widzimy, jak historia Jamajki, jak poziom ulicy brata się z poziomem wielkiej polityki. Ameryka kontra komunizm. Przeciąganie liny. Po której stronie będzie Jamajka? Czy pójdzie śladem Kuby, czy nie? Pewne rzeczy motywowane są wielką polityką, a dzieją się na brudnej jamajskiej ulicy, w zaniedbanym slumsie.

wywiad-robert-sudol-3

Niektórzy bohaterowie występują w tej książce pod właściwym imieniem i nazwiskiem, ale czy są też tacy, którzy ewidentnie panu kogoś przypominają, choć w książce wymienieni są jako postaci fikcyjne?

Z tego, co słyszałem, Josey Wales był wzorowany na Jamajczyku, który rozkręcił w Nowym Jorku na wielką skalę handel kokainą. Był takim wielkim baronem narkotykowym. Choć autor raczej nie ma zahamowań, by pisać źle o rzeczywistych postaciach. Sądzę, że dla wielbicieli Rolling Stonesów ta książka będzie ciężka do przełknięcia (śmiech).

Ale pojawia się też na przykład Miles Copeland. To albo nawiązanie do autentycznej postaci, albo dziwna bardzo zbieżność nazwisk, bo rzeczywiście był taki agent CIA. Ojciec perkusisty The Police, czyli Stewarta Copelanda.

Mamy tu już trzy wpływy muzyczne?

Rzeczywiście, muzyki jest tu dużo. Na końcu spisałem nawet playlistę.

Czy na tej playliście znajdziemy utwory, których należałoby słuchać przy czytaniu?

Tak, to dobry pomysł. One dopełniają obraz, w końcu z jakiegoś powodu się w tekście pojawiają.

Czy bywało tak, że miał pan problem z wychwyceniem utworów, przemyconych w książce przez Jamesa?

Prywatnie słucham dużo muzyki. Oczywiście nie znałem wszystkiego, jednak, jak sądzę, wygrzebałem to, co trzeba. Lista stworzona jest chronologicznie, co powinno ułatwić czytelnikowi śledzenie, jak piosenki te przeplatają się przez powieść. Wypisałem również te, które w książce nie są wymienione z tytułu, ale można znaleźć nawiązanie do nich.

Musiała to być zatem przyjemna praca. Muzyka w tle?

Nie narzekam. Było kolorowo. Choć, kiedy tłumaczy się tekst, nie można się od niego oddzielić emocjonalnie. Jak wiemy, w książce jest parę szokujących scen?

Ciurkiem nie da się czytać?

Nie wiem, to zależy od wytrzymałości. Przecież to jest krótka historia?

Czy liczył pan ile jest w sumie narracji?

Nie, nie liczyłem. Nie wszystkie postaci, występujące w książce, są wymienione na początku. W zasadzie nie wiem, jaki jest klucz doboru dramatis personae, ale pozostałem w tej kwestii wierny oryginałowi.

Postaci jest mnóstwo. Sam Marlon James twierdzi, że koło dwustu, natomiast część ma swój głos, swoją oddzielną narrację. Nie pogubił się pan?

Nie, pilnowałem tych głosów. Już wspominałem, że porozcinałem książkę i układałem dany głos w jeden linearny ciąg. Potem ciąłem na nowo i nadawałem im kształt i kolejność jakie mają w książce. Starałem się podejść do tego z kilku stron.

Czy po złożeniu te głosy nie zgrzytały?

Klejąc ze sobą poszczególne rozdziały i głosy, widziałem, co z sobą kontrastuje, a co nie. Dopiero wtedy można było dokręcić jakąś śrubkę. Nadać głosowi danej postaci inną wyrazistość, czegoś ująć, coś dodać. To była w zasadzie praca w nieskończoność. Szlifowałbym bez końca.

A tu klamka zapadła. Książka już w księgarniach. Czy czuje się pan poniekąd jej współautorem?

Jestem po prostu tłumaczem, cokolwiek to znaczy. To zawód pełen imponderabiliów. Mam ogromny szacunek do autorów, których tłumaczę. I jednocześnie pamiętam, że oni są bezbronni w moich rękach. Można im wyrządzić ogromną krzywdę, staram się tego nie robić.

Jednym słowem, był pan łaskawy dla Marlona Jamesa?

To nie ma nic wspólnego z łaskawością. To jest mój obowiązek.

Wróci pan do tej książki dla przyjemności?

Na pewno nie teraz. Za jakiś czas. Muszę od niej odsapnąć. Żyłem z nią przez ostatnie miesiące jak z kobietą. Ta praca była wyczerpująca.

Rozmawiała: Agnieszka Minkiewicz

Spis albumów i utworów występujących w książce sporządzony przez Roberta Sudóła:

ORIGINAL ROCKERS
Augustus Pablo – „Original Rockers”
Marty Robbins – „Gunfighter Ballads and Trail Songs”
Bob Marley – „And I Love Her” (cover)
The Beatles – „Ob-La-Di, Ob-La-Da”
Velvet Underground – „I Found A Reason”
Boney M. – „Ma Baker”
Andrea True Connection – „More More More”
Silver Convention – „Fly, Robin, Fly”
Abba – „Dancing Queen”
Serge Gainsbourg, Jane Birkin – „Je t?aime? moi non plus”
Rolling Stones – „Black and Blue”
Willie Williams – „Armagideon Time”
Rick Dees – „Disco Duck”
Bob Marley – „Johnny Was a Good Man”
Bob Marley – „Get Up, Stand Up”
Bob Marley – „Them Belly Full (But We Hungry)”
Rolling Stones – „Let It Bleed”
Rolling Stones – „Goats Head Soup”
Marty Robbins – „El Paso”
Marty Robbins – „Big Iron”
John Lennon – „Give Peace a Chance”
Bob Marley – „African Herbsman”
Marijohn Wilkin, Kris Kristofferson – „One Day at a Time, Sweet Jesus”

AMBUSH IN THE NIGHT
Bob Marley – „Ambush in the Night”
Bob Marley – „Crazy Baldhead”
Bob Marley – „Natty Dread”
Bob Marley – „I Shot the Sheriff”
Bob Marley – „Stir It Up”
Martha and the Vandellas – „Dancing in the Street”
Emerson, Lake and Palmer – „Brain Salad Surgery”
Millie Small – „My Boy Lollipop”
Eric Clapton – „Layla”
Alton Ellis – „Girl, I?ve Got a Date”
Dillinger – „Chalice in the Palace”
Big Youth – „S90 Skank”
„Colon Man a-Come” (ballada ludowa)
Tina Charles – „I Love to Love”
Louis Jordan – „Choo Choo Ch?boogie”

SHADOW DANCIN?
Andy Gibb – „Shadow Dancin?”
Andy Gibb – „I Just Want to Be Your Everything”
Silver Convention – „Fly, Robin, Fly”
Bee Gees – „We Should Be Dancing”
Jacob Miller – „Peace Treaty Special”
Jimmy Cliff – „Vietnam”
Bob Dylan – „Slow Train Coming”
Bob Marley – „And I Love Her” (cover)
Andrea True Connection – „More More More”
Rolling Stones – „Some Girls”
Culture – „Two Sevens Clash”
Stevie Wonder – „Master Blaster”

WHITE LINES/KIDS IN AMERICA
Melle Mel – „White Lines”
Kim Wilde – „Kids in America”
John Lennon – „Give Peace a Chance”
Gregory Isaacs – „Night Nurse”
Deniece Williams – „Let?s Hear It for the Boy”
Boy George – „Black Money”
Whodini – „Freaks Come Out at Night”
The O?Jays – „Love Train”
Chic – „Good Times”
Billy Vaughn – „La Paloma”
Millie Jackson – „If You?re Not Back in Love by Monday”
Prince – „Let?s Go Crazy”
Prince – „Take Me with U”
Michael Jackson – „Thriller”
Andrea True Connection – „More More More”
Bob Marley – „Buffalo Soldier”
Bob Marley – „Redemption Song”

SOUND BOY KILLING
Mega Banton – „Sound Boy Killing”
Johnny Kemp – „Just Got Paid”
The Waitresses – „I Know What Boys Like”
Bob Marley – „Three Little Birds”
Rolling Stones – „Sticky Fingers”
Gregory Issacs – „Night Nurse”
Village People – „In the Navy”

Playlista z utworami z „Krótkiej historii siedmiu zabójstw” do odsłuchania na Spotify.

Tagi: , , , , , , , ,

Kategoria: wywiady