banner ad

Ameryka stłumiła lub zapomniała wiele ze swojej historii rasowej – wywiad z Mattem Ruffem, autorem powieści „Kraina Lovecrafta”

6 lutego 2021

O tym, jaką drogę przeszła „Kraina Lovecrafta” od pomysłu do gotowej powieści, o różnych konotacjach tytułu książki, niechlubnej karcie w rasowej historii Ameryki i samym H.P. Lovecrafcie rozmawiamy z Mattem Ruffem, autorem fantastyki, którego „Kraina Lovecrafta” (Wydawnictwo W.A.B.) stała się podstawą dla zeszłorocznego serialowego hitu HBO.

Tomasz Miecznikowski: Powieść „Kraina Lovecrafta” miała w Polsce premierę w 2020 roku równolegle z serialem HBO. Natomiast w Stanach Zjednoczonych twoja książka ukazała się w 2016 roku, jeszcze przed horrorem „Uciekaj!”, przed powstaniem ruchu #metoo, można powiedzieć, że w innym świecie. Jakie były pierwsze reakcje czytelników na fabułę, bohaterów i kwestie rasowe w „Krainie Lovecrafta”?

Matt Ruff: Pierwsze reakcje na powieść były bardzo pozytywne, na takie właśnie liczyłem. Szczególnie ucieszyło mnie, że czytelnicy afroamerykańscy zdawali się uważać, że wykonałem kawał dobrej roboty – chociaż niektórzy byli zdziwieni, kiedy zobaczyli mnie na zdjęciu.

Wspomniałeś o „Uciekaj!”. Jednym z moich najważniejszych wczesnych fanów był reżyser Jordan Peele, który właśnie kończył pracę nad tym filmem i zastanawiał się nad kolejnym projektem. Ktoś podsunął mu „Krainę Lovecrafta” i to doprowadziło później do wspaniałej telefonicznej rozmowy pomiędzy mną, Jordanem i Mishą Green, która została showrunnerką „Krainy Lovecrafta”.

Czasami kiedy rozmawiasz z ludźmi z Hollywood, czujesz się tak, jakby czytali inną powieść, niż ta, którą napisałeś. Jednak w tym przypadku wszyscy nadawaliśmy na tych samych falach, podekscytowani powieściową historią dokładnie z tych samych powodów.

Słyszałem, że początkowo myślałeś nie nad powieścią, ale serialem w stylu „Z Archiwum X”, tyle że z afroamerykańskimi bohaterami. Jakie były wtedy reakcje na taki pomysł?

Tak, to prawda. Pierwotnie wyobrażałem sobie „Krainę Lovecrafta” jako serial w stylu „Z Archiwum X”, którego fabuła toczy się w czasach Jima Crowa. W 2007 roku przedstawiłem ten pomysł kilku producentom telewizyjnym, którzy byli zainteresowani współpracą ze mną. W tym przypadku wyraźnie nie nadawaliśmy na tych samych falach i pomysł przepadł. Nie pamiętam dokładnie oficjalnego tłumaczenia, ale jestem pewien, że w dużej części chodziło o pieniądze. Seriale historyczne są kosztowne w produkcji, a dodając do tego efekty specjalne i potwory jako istotny element produkcji, mówimy już o wielkim budżecie. Poza tym to także opowieść o rasizmie i wyobrażam sobie, że były pewne wątpliwości, czy publiczność, zwłaszcza biała, byłaby skłonna oglądać wtedy co tydzień taki serial.

Wciąż jednak myślałem, że to świetny pomysł i postanowiłem sprawdzić, czy jestem w stanie na jego podstawie napisać powieść. Kilka lat zabrało mi wymyślenie, jak taka powieść miałaby wyglądać i kolejnych kilka – jej napisanie. Do czasu publikacji „Krainy Lovecrafta” w 2016 roku popkultura zmieniła się na tyle, że powstanie takiego serialu było już możliwe.

Niektórzy czytelnicy i widzowie „Krainy Lovecrafta” w Polsce byli rozczarowani z powodu mylącego tytułu, który zapowiadał powieść opartą na mitologii Lovecrafta. Czy pamiętasz moment, kiedy postanowiłeś w ten sposób zatytułować swoją książkę?

Nie pamiętam dokładnie tej chwili, ale na pewno było to na wczesnym etapie. Określałem mój projekt jako „Kraina Lovecrafta”, jeszcze kiedy funkcjonował jako pomysł na telewizyjny serial.

Tytuł brzmiał dla mnie wyjątkowo sensownie. Potrzebowałem tematycznego pomostu pomiędzy supernaturalnym horrorem i grozą rasizmu, a H.P.Lovecraft łączył jedno z drugim: to wpływowy pisarz w gatunku horroru, który jednocześnie był białym suprematystą. I jeszcze sam styl horroru Lovecrafta – poczucie narastającego lęku, życie we wrogim wszechświecie otoczonym przez siły, które chcą cię zniszczyć – to idealne odwzorowanie historycznych doświadczeń Afroamerykanów.

Przykładowo, jednym z moich ulubionych utworów Lovecrafta jest “Widmo nad Innsmouth”, w którym turysta odkrywa przerażający sekret nadmorskiego miasteczka i kończy, salwując się rozpaczliwą ucieczką, kiedy całe miasto na niego poluje. Protagonista Lovecrafta rzecz jasna jest biały, jednak po kilku kosmetycznych zmianach można tę opowieść łatwo zmienić w historię o czarnoskórym podróżniku ściganym po zmroku w mieście zamieszkiwanym przez samych białych obywateli.

Pozostając jeszcze przy tytule powieści: jest metaforyczny, ponieważ ma kilka znaczeń. Dla czarnoskórych bohaterów kraina Lovecrafta oznacza Amerykę lat pięćdziesiątych z wciąż obowiązującymi prawami Jima Crowa i białymi mieszkańcami, którzy są odpowiednikiem Lovecraftowskich potworów. Czy nadal są osoby, także wśród twoich czytelników, którym ta wizja nie odpowiada bądź w nią nie wierzą, mimo historycznych dowodów?

Ameryka stłumiła lub zapomniała wiele ze swojej historii rasowej, więc nie jest niczym niezwykłym, że czytelnicy wyrażają zdziwienie niektórymi rzeczami, o których piszę w powieści. Na przykład wiele osób nadal myśli o segregacji jako o czymś, co wydarzyło się tylko na Południu, podczas gdy w rzeczywistości było to zjawisko ogólnokrajowe. Południe po prostu było bardziej otwarte w temacie rasizmu, ponieważ takie musiało być: w dawnych niewolniczych stanach celem było dalsze wykorzystywanie czarnej siły roboczej nawet po zakończeniu niewolnictwa. W innych częściach kraju czarnoskórzy byli częściej postrzegani jako “niepożądani’. Były też te przerażające akty przemocy, takie jak masakra w Tulsie w 1921 roku, gdzie biali próbowali wyrzucić lub zabić wszystkich czarnych ze swojej społeczności. Pogromy, takie jak ten w Tulsie, miały miejsce w północnych i zachodnich stanach, a później wiele dowodów zostało zatuszowanych. I to dziedzictwo wciąż z nami jest. Wciąż są duże obszary kraju, w których nie spodziewasz się zobaczyć nikogo, kto nie jest biały. To nie zadziało się przypadkowo.

Ludzie są zszokowani, kiedy się o tym dowiadują. Sam byłem zszokowany, gdy się o tym dowiedziałem, zbierając materiały do książki. I tak, niektórzy czytelnicy są niezadowoleni, chociaż ich typową reakcją nie jest całkowite zaprzeczenie prawdzie, ale sugerowanie, że przesadzam, albo krytykowanie mnie za to, że robię wielką sprawę z tego, co wydarzyło się tak dawno temu. Oczywiście to, co wydarzyło się dawno temu, pomogło stworzyć świat, w którym żyjemy dzisiaj. A jak widzimy z incydentów takich jak zabójstwo George’a Floyda, nie jest to niestety tylko dawna historia. Przemoc wciąż trwa.

W książce określiłeś również krainą Lovecrafta literaturę tworzoną przez innych autorów z tego okresu, jak Algernon Blackwood, William Hope Hodgson, Clark Ashton Smith. Jak myślisz, dlaczego współcześnie to właśnie Lovecraft jest najbardziej popularny spośród tych pisarzy?

Myślę, że odpowiedź kryje się w słowie „mity”. Lovecraft nie tylko opowiadał historie, ale stworzył nową mitologię. I był hojny w swojej kreacji. Zamiast zachować ją dla siebie, zachęcał innych pisarzy do wkroczenia do tego literackiego wszechświata i poszerzania go. I tak Cthulhu i Necronomicon stały się częścią DNA współczesnego horroru, w podobny sposób w jaki kreacje Tolkiena stały się częścią DNA współczesnej fantasy.

Lovecraft jest teraz faktycznie nieśmiertelny. Jego rasizm uczynił go postacią kontrowersyjną i jest wielu ludzi, którym nie podoba się jego styl pisania. Myślę jednak, że twórczość Lovecrafta jest nadal na tyle dobra, że wciąż będzie znajdować nowych czytelników.

„Kraina Lovecrafta” jest także współczesnym odpowiednikiem dawnych antologii opowieści niesamowitych. Którymi autorami i jakimi ich utworami inspirowałeś się najbardziej, pisząc poszczególne rozdziały książki?

Oczywiście w książce jest wiele ukłonów w stronę Lovecrafta: koteria białych czarowników z Nowej Anglii, Księga Imion podobna do Necronomiconu i jeszcze shoggoth wykorzystany w mojej powieści. Podróż Hipolity przez wszechświat jest w pewnym sensie bardzo lovecraftowskim scenariuszem, chociaż Lovecraft nigdy nie wyobraziłby sobie czarnej kobiety jako astronoma, a jego wersja opowieści zakończyłaby się tym, że bohater utknąłby na obcej planecie i czekał na pożarcie.

Nawiedzony dom Letitii czerpie inspiracje od Shirley Jackson i Stephena Kinga. Na opowieść o wizycie Montrose’a w domu Narrowów miały wpływ popularne w mojej młodości książki parapsychologiczne, które oferowały pseudonaukowe spekulacje na temat tego, jak by to było być duchem na zawsze uwięzionem w miejscu śmierci cielesnej powłoki. Rozdział poświęcony Ruby jest ewidentnym nawiązaniem do „Doktora Jekylla i pana Hyde’a” Roberta Louisa Stevensona. Rozdział z Horace’em jest ukłonem w stronę jednego z moich ulubionych motywów horroru, w którym nieożywiona postać – lalka, posąg lub manekin – ożywa i prześladuje bohatera.

W twojej wcześniejszej książce, w „Mirażu”, historyczne wydarzenia były również bardzo istotne dla fabuły. Nie bawisz się w literaturze w eskapizm, tylko za pomocą fantastyki opisujesz nasz świat, jego realne problemy i stereotypy, które są pokłosiem dramatycznych, historycznych wydarzeń. Czy w najnowszej powieści, niewydanej jeszcze w Polsce, też idziesz dalej tą drogą?

Moja nowa powieść, „88 Names”, traktuje o bliskiej przyszłości. Opowiada o Amerykaninie imieniem John Chu, który spędza dni w wirtualnej rzeczywistości, pracując jako płatny przewodnik po grach wideo online. Podejrzewa, że jego ostatni klient, Mr. Jones, może być w rzeczywistości północnokoreańskim dyktatorem, Kim Dzong Unem. Można powiedzieć, że to opowieść w stylu płaszcza i szpady, tyle że osadzona w wirtualnej rzeczywistości. To powieść w lżejszym tonie niż „Miraż” i „Kraina Lovecrafta”, ale poruszam się w niej w obszarze aktualnej historii na temat Korei Północnej i tego, jak się tam ludziom żyje. Oprócz zabaw i gier w różnych wirtualnych światach pojawia się też refleksja na temat tożsamości oraz błędów popełnianych przez ludzi, którzy sądzą, że pozostają w wirtualnym środowisku anonimowi.

Jak pisarz reaguje na poważne fabularne zmiany w serialu na podstawie jego powieści? Jakiego rodzaju jest to doświadczenie? Czy w ogóle podobał ci się serial HBO na podstawie twojej powieści?

Uwielbiam serial HBO. Myślę, że Misha Green wykonała świetną robotę przy adaptacji. Moje ogólne podejście do zmian w opowiadaniu historii jest takie, że moja wersja historii istnieje już w powieści, więc nie ma potrzeby, żeby serial był jej kopią. Wystarczy, że oddaje ducha powieści, co z pewnością czyni. Dla mnie oglądanie serialu jest jak zerknięcie na równoległy wszechświat, w którym wszystko jest rozpoznawalne, ale także inne, w większych lub mniejszych aspektach.

Jak dobrze wiedzą widzowie HBO, serial wykorzystuje tę metaforę i konkretyzuje ją: w pewnym momencie Atticus podróżuje w przyszłość i wraca z niej z książką „Kraina Lovecrafta”, której treść bardzo przypomina moją wersję historii. To był dla mnie wspaniały akcent, który obrazował, że istnieje wiele sposobów na opowiedzenie tej samej historii.

Właściwie każda twoja książka nawiązuje fabułą do klasyki literatury fantastycznej. Możesz powiedzieć, jacy autorzy fantastyki wpłynęli na ciebie najbardziej?

Wspomniałem już o Stephenie Kingu, który wywarł na początku na mnie bardzo duży wpływ. Wykonuje niesamowitą robotę przy rozwijaniu charakterów swoich postaci. Weźmy jego bohatera, który zmaga się z chorobą alkoholową, kłopotami rodzinnymi i finansowymi i jednocześnie jest uwięziony zimą w nawiedzonym hotelu. To połączenie realizmu psychologicznego i nadprzyrodzonej fantazji sprawia, że cała historia jest o wiele bogatsza i bardziej przejmujemy się tym, co się wydarzy.

Kolejnym autorem, który bardzo na mnie wpłynął, jest John Crowley, najbardziej znany z powieści „Małe, duże”, którą lubię określać jako książkę, jaką napisałby William Faulkner, gdyby pisał o wróżkach. Podobnie jak King Crowley bardzo efektywnie łączy realizm i fantastykę. Wie także, w jaki sposób pisać o wielkich ideach filozoficznych, aby jednocześnie fabuła nie zwalniała tempa. Oprócz „Małe, duże” polecam jego powieść „The Translator” i opowiadanie „Great work of time”. Jest niesamowitym pisarzem, który zasługuje na większą rozpoznawalność.

Rozmawiał: Tomasz Miecznikowski
fot. (1) © Lisa Gold, (2) archiwum Matta Ruffa

Tematy: , , , , , , , , , , , , , , , ,

Kategoria: wywiady