banner ad

Zstąpił Bóg między ludzi

3 stycznia 2016

Bog-we-wlasnej-osobieMarc-Antoine Mathieu „Bóg we własnej osobie”, tłum. Olga Mysłowska, wyd. Kultura Gniewu
Ocena: 9 / 10

Komiks Marc-Antoine?a Mathieu dowodzi, że nie tylko ludzie, ale także Bóg nie uczy się na błędach. Kto jak kto, ale Król Niebios powinien wiedzieć, że ze zstępowania między ludzi nie może wyniknąć nic dobrego.

W nienazwanym mieście w ciągnącej się ulicami kolejce do spisu ludności stanął starzec. Kiedy przyszła jego kolej do złożenia danych przed urzędnikiem, wyszło na jaw, że nie posiada żadnego dokumentu tożsamości ani nawet numeru ewidencyjnego czy adresu zameldowania. Dobrze jednak wiedział, kim jest, i na prośbę oschłego biurokraty ochoczo przedstawił się jako Bóg Wszechmogący we własnej osobie.

Czego Najwyższy chce od swych stworzeń? Po co przybył na Ziemię? Wszystko to przestaje odgrywać znaczenie, ponieważ Bóg musi zmierzyć się z rodzajem ludzkim i wszelkimi zinstytucjonalizowanymi przejawami jego funkcjonowania. Za sprawą wizyty rozpętuje się medialny cyrk. Ciekawość i uwielbienie rychło przekute zostają na gotówkę ? wysokim nakładom gazet, licznym książkom, sztukom teatralnym, tematycznym parkom rozrywki, a także maskotkom, koszulkom i innym „niebiańskim” gadżetom nie ma końca.

Bog-we-wlasnej-osobie-rys1

Wokół Boga niczym muchy zaczynają gromadzić się zastępy wszelakiego sortu doradców. Jak przystało na najpopularniejszego celebrytę naszych czasów, Stwórca musi przecież posiadać własną stronę internetową, uniwersalne logo i nośny slogan reklamowy. Nie wypadałoby też, aby bez konsultacji wypowiadał się publicznie na kontrowersyjne tematy, zrażając do siebie widzów, i to w porze najwyższej oglądalności, dlatego w uchu powinien mieć słuchawkę, przez którą prowadzony byłby „coaching w czasie rzeczywistym”. Jest to tym bardziej niezbędne, że liczba osób pragnących wytoczyć pozew Najwyższemu i domagać się od niego odszkodowania za doznane nieszczęścia czy nieudolne zarządzanie naszą planetą rośnie w tempie lawinowym.

Bog-we-wlasnej-osobie-rys2

Wydany przez Kulturę Gniewu komiks ma w sobie wiele z parabolicznych wizji Franza Kafki. Bezsilną jednostkę zastępuje niepojęty absolut, bezwzględny aparat urzędniczy ? pulsująca życiem masa, ale całość prowadzi do nie mniej pesymistycznych wniosków. Wrażenia dopełnia szata graficzna balansująca między stylistyką noir a pokrewnym autorowi „Procesu” ekspresjonizmem, tyle że w kinematograficznym wydaniu.

Ktoś mógłby powiedzieć, że na okładce zabrakło ostrzeżenia, iż lektura może zawlec nas na skraj mizantropii, że nie sposób darzyć dwunożnych ssaków z nad wyraz rozwiniętym mózgiem choćby cieniem sympatii. Inny z kolei wykrzyknie, że oto otrzymujemy koronny dowód na to, iż Bóg nie jest już nam do niczego potrzebny, bowiem na Ziemi wraz z rozwojem technologii będzie wkrótce żyło ponad 7 miliardów bogów. Jedynej słusznej interpretacji nie ma. Powiedzmy, że zależy od poglądów czytającego. Ta niejednoznaczność niesie ze sobą istotną wartość – nakłania do ponownego czytania. Na kartach „Boga we własnej osobie” w zasadzie też nie poznajemy jedynej, kanonicznej wersji wydarzeń, lecz dziesiątki relacji, czasem sprzecznych bądź przekłamanych dla lepszego efektu. No bo w końcu, czyż liczy się coś bardziej niż zajmująca historia?

Artur Maszota

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: recenzje