banner ad

Wysoka parabola lotu

11 kwietnia 2013

SzamanEgon Bondy „Szaman”, wyd. Korporacja Ha!art
Ocena: 9 / 10

Polską premierę książki „Szaman” Egona Bondy?ego, która niedawno ? po 36. latach od pierwodruku ? ukazała się sumptem Ha!artu, wypada uznać za jedną z rewelacji wydawniczych poprzedniego roku. Zwłaszcza że do tej pory zainteresowanie naszych wydawców czeskim pisarzem nie przedstawiało się oszałamiająco. Opublikowano dotychczas tom wierszy „Dzisiaj wypiłem dużo piw” oraz powieść „Noga świętego Patryka”.

Pozostający nieco w cieniu Bohumila Hrabala (uwieczniony zresztą przez niego w „Czułym barbarzyńcy”) Zbyněk Fišer to jeden z głównych przedstawicieli „Czeskiego Udnergroundu”. Pseudonim Egon Bondy został wymyślony na potrzeby antologii skierowanej przeciwko antysemityzmowi. A później tak już zostało.

„Szamana” możemy czytać na kilka sposobów. Najsilniej narzuca się recepcja paraboliczna, ponieważ przedstawiona w powieści wspólnota prehistoryczna do złudzenia przypomina typową komunistyczną strukturę. W osadzie, gdzie tytułowy Szaman sprawuje opiekę nad niewielką społecznością, następuje jego stopniowe (pod)upadanie. Kłopoty ? wynikające po trosze z braku zapału, po trosze ze znużenia i niefrasobliwości (Szaman bywa najzwyczajniej leniwy) ? zaczynają się, gdy do Urzędu Bezpieczeństwa wpływa donos (zapewne uprzejmy) na temat nierzetelności i aspołecznej postawy głównego bohatera, który zaniedbuje czynności magiczne i demoralizuje młodzież. Funkcjonariusze (ona i on) odwiedzają więc niezdyscyplinowanego obywatela i po gwałtownej orgii seksualnej (jakby żywcem wyjętej z pornograficznych publikacji) przedstawiają propozycję nie do odrzucenia. Szaman będzie teraz gimnastykował się, by przekonująco udawać współpracę. Jednocześnie nie jest w stanie skutecznie przeciwstawić się systemowi, a na ucieczkę brak mu odwagi. Popada w konflikty z władzą, społeczeństwem i samym sobą.

Ale to tylko jedna ze ścieżek ? dość wąska, skądinąd ? interpretacyjnych powieści. Poza parabolą ? przyznać trzeba, że jest to wysoka, imponująca parabola ? Egon Bondy ma czytelnikowi do (o)powiedzenia coś jeszcze. W ramach recenzji nie sposób wszystkiego ogarnąć, kilka wybranych (mniej lub bardziej trafnych) spostrzeżeń zatem.

Umieszczenie akcji w okresie prehistorycznym nie wyczerpuje szczególnego stosunku autora do kategorii czasu. W potok wydarzeń wplątują się bowiem inne strumienie żywiołu. James Joyce w „Ulissesie” pisze, że (cytuję z pamięci): „teraźniejszość to dziura, przez którą przyszłość wpada do przeszłości”. W czas i przestrzeń akcji „Szamana” wcieka co rusz trochę kropel z przyszłości, kilka fragmentów chwili kiedy, być może, rodziła się książka, dziwne strzępy świata z odległej epoki, której istnienie nie odbyło się jeszcze w czasie. Te momenty oszałamiają czytelnika, bo wywołują wrażenie przenikania rzeczywistości zewnętrznej do rzeczywistości książki. Nie mniej zdezorientowani wydają się bohaterowie powieści, gdy nagle zaczynają mówić językiem z przyszłości; zdarza się, że wypowiadają słowa, których nie znają. A szczelinami umożliwiającymi Bondy?emu wprowadzanie czasowych wtrętów są przede wszystkim Szaman i jego uczeń Kukułka (według mnie, jedna z najciekawszych postaci w powieści). Przytrafiają im się raptowne olśnienia, niczym transmisje z innego wymiaru.

Płynność czasu zaliczyć można do głównych tematów „Szamana”. Bondy ze starzenia się uczynił jeden z fundamentów swej książki. Centralna postać utworu przykuta do konieczności trwania w czasie upada i traci. Z upadkiem na zdrowiu, życiowym zmęczeniem wiąże się systematyczny spadek entuzjazmu, bo powieść autora „Nogi świętego Patryka” to także historia tracenia złudzeń: utraty smutku z powodu utraty. Opozycja pomiędzy młodością (reprezentowaną przez Muszkę, Kukułkę i adeptów-myśliwych) a starością (czyli Szamanem, Naczelnikiem, resztą dorosłych-myśliwych) jest w powieści bardzo wyrazista. Młodzi mężczyźni wyciągają Szamana na nielegalne obrzędy. Są nabuzowani życiem, zbuntowani, silni, wolni, bez wątpliwości. Gdy już zestarzeją się, będą nabuzowani pustką, pogodzeni, słabi, zniewoleni i pełni wahania. I będą potępiać nielegalne zgromadzenia (być może z zazdrości). Główny bohater znalazł się właśnie w momencie, gdy traci wiarę w puste rytuały (doskonale wie, że liczba reniferów nie zależy od jakości jego hokus-pokus). Przestaje wierzyć też w młodzieńcze ideały.

Gdy dorastamy, coraz rzadziej latamy we śnie. Już na stronie 34 powieści Szaman z lekceważeniem mówi o „lataniu w powietrzu lub innej głupocie”. Swojego ucznia, który ? przy całkowitej odporności na przyswajanie wiedzy szamańskiej ? przejawia niebywałe zdolności mediumiczne, traktuje z dobrotliwą mieszanką pogardy i politowania. „Ten idiota Kukułka” (s.19), skwituje Szaman podopiecznego. Zaiste Kukułka zadziwiająco przypomina pewnego (tytułowego) idiotę. Posiada tę samą szlachetną naiwność co Książę Myszkin. Tak się składa, że obaj cierpią na tę samą chorobę, epilepsję. Czy to przypadek, czy Bondy z rozmysłem sięga po Dostojewskiego? Obu bohaterów cechuje pewna nadświadomość i specyficzny rodzaj wrażliwości: bez szans na przetrwanie.

Doskonale czyta się kawałki dotyczące (od)lotów Szamana. Ekstatyczne podróże (np. proces uzdrawiania Muszki) pisarz odmalowuje z łatwością i rozmachem. Książka naszpikowana jest odniesieniami do rozmaitych tekstów kultury. Szczegóły szamańskiego życia i różnych skomplikowanych praktyk opisywanych przez Bondy?ego mają swoje uzasadnienie w autentycznych przekazach. W tym kontekście nie dziwi na przykład, dlaczego tak ważnym rekwizytem dla Szamana jest bęben. U Micrei Eliadego przeczytamy, że bębniąc, szaman zbliża się do osi świata, do nieba; że bęben stanowi mikrokosmos, linię demarkacyjną między ziemią a niebem1. W powieści to jedyna część wyposażenia, z którą Szaman nie rozstaje się nigdy.

Wyliczenie wszystkich nawiązań Bondy?ego przekraczałoby ustalone ramy tekstu. Dość powiedzieć, że lekturze „Szamana” towarzyszy stałe przekonanie obcowania z autorem o wysokiej erudycji i, co należy do wielkich atutów dzieła, owo wrażenie ani trochę czytelnika nie onieśmiela.

Nie jest „Szaman” utworem smutnym (wręcz przeciwnie, wspaniałe, niezwykle szczodre poczucie humoru narratora sprawia, że odbiorca radośnie chłonie filozofowanie i mistyczne wycieczki), a upadek duchowego pasterza prehistorycznego stadka nie ma definitywnego wymiaru. Natomiast czas, któremu tyle miejsca tu poświęcamy, w powieści Egona Bondy?ego zatacza koło. Książkę rozpoczynają ? pomijając pierwsze takty, które raczej pełnią funkcję fatyczną ? odwiedziny młodego myśliwego i przygotowania do tajnego obrzędu. Dzięki zastosowanej pętli i powtórzeniu tego motywu pod koniec książki dzieło pozostawia nadzieję.

„Szaman” czaruje odbiorcę 219. zadrukowanymi kartkami papieru. I przynosi ulgę. To jedna z tych powieści, po przeczytaniu której człowiek czuje się odrobinę zdrowszy. Wyleczony dzięki szamańskim sztuczkom literatury.

Marcin Karnowski

1Por. M. Eliade „Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy”, Warszawa 2011, s. 144-148.

Gdzie kupić:
Kup książkę w sklepie wydawnictwa
Kup książkę w księgarni Selkar
Kup książkę w księgarni Lideria

Tagi: , , , , ,

Kategoria: recenzje