banner ad

Wszystkie odloty Pinka

3 kwietnia 2013

Mark Blake „Pink Floyd – Prędzej świnie zaczną latać”, Wyd. Sine Qua Non
Ocena: 7 / 10

Jeśli w letnie, niedzielne popołudnie rzucisz kamieniem na Placu Zamkowym, całkiem możliwe, że trafisz w Kowalskiego, w urzędnika państwowego albo w kibica Legii. Ale na pewno trafisz w fana Pink Floyd. Co wcale nie dziwi, skoro sprzedali ponad dwieście milionów płyt, a ich wydawnictwa lądują na wysokich miejscach list najlepszych albumów wszech czasów. O powszechności Brytyjczyków niech świadczy fakt, że swego czasu przechadzając się po pewnym markecie z kropkowanym chrząszczem w nazwie, nawet między cebulą a orzeszkami ziemnymi znalazłem kasetę z adnotacją na okładce: „utwory zespołu Pink Floyd wykonuje Red Floyd”. Najnowsza książka dziennikarza muzycznego Marka Blake?a jest kronikarskim zapisem dziejów jednego z najlepszych zespołów w historii muzyki rockowej.

„Prędzej świnie zaczną latać” to niesamowite kompendium wiedzy na temat działalności Pink Floyd. Autor w zasadzie pomija kwestie muzyczne i skupia się na precyzyjnym oddaniu faktów z życia grupy. Plusem biografii jest reporterski dystans w podejściu do tematu i obiektywizm, który pozwala bez emocji opisywać kolejne kontrowersyjne zachowania muzyków. W książce pojawia się niezliczona ilość postaci i miejsc związanych z zespołem. Jestem przekonany, że po jej przeczytaniu można spokojnie odbyć podróż śladami Floydów po Cambridge i Londynie.

Historia Pink Floyd to nie nowela ani serial, raczej thriller z elementami czarnego humoru. Poznajemy losy tragicznych miłości (byłymi dziewczynami i żonami można by wypełnić połowę odcinków „Mody na Sukces”), przyjacielskie relacje, które kończyły się złośliwościami na łamach prasy i zerwaniem kontaktów. Pięć totalnie różnych osobowości, które czasami lepiej, czasami gorzej radziły sobie z otoczeniem, co w rezultacie przekładało się na pełną pasji twórczość.

„Prędzej świnie zaczną latać”, mimo że poświęcona Pink Floyd, jest również świetnym opisem rzeczywistości lat sześćdziesiątych. Młodzi Floydzi, jak miliony dzieciaków w Anglii, rozpoczynali edukację muzyczną od Billa Haleya, Elvisa, The Beatles i słuchania Radia Luxemburg. Potem przyszedł czas na bitników, na „Skowyt”, „W drodze” i kontestację otaczającego świata wyrażającą się w ekscentrycznych strojach i nietypowych zachowaniach, które miały łamać obowiązujące normy przyzwoitości. „Syd przypominał hiszpańskiego cygana” – twierdzi jeden z jego znajomych, a Waters zaczynał być niesforny w szkole. Do tego dochodzą narkotyki, które definiowały tę dekadę. (Jest coś w stwierdzeniu, że jeśli pamiętasz lata sześćdziesiąte, to znaczy że cię tam nie było). Praktycznie wszyscy, którzy pojawiają się na łamach biografii, albo palą marihuanę, odjeżdżają po kostkach cukru nasączonych LSD, albo biorą tabletki Mandraxu. Niestety przygoda Syda Barretta z używkami skończyła się fatalnie. Sporo miejsca zajmuje opis pogarszającego się stanu zdrowia psychicznego lidera wczesnych Floydów. Charakterystyczne jest stwierdzenie jednego ze świadków: „W tamtych czasach wiele osób uważało, że obnoszenie się ze swoim szaleństwem jest fajne”. Dzieci Kwiaty, a tak naprawdę gromada Piotrusiów Panów wszystko traktowała jako zabawę.

W książce poruszony jest również bardzo istotny wątek relacji zespół ? wydawca i całej show biznesowej karuzeli. Tak naprawdę to wszystko kręci się tylko dlatego, że się sprzedaje i jest jedną z najlepiej opłacanych branży. Już pod koniec lat sześćdziesiątych wytwórnie traktowały artystów jak generatory zysków, a bonzowie z wydawnictw widzieli we wszystkim Benjamina Franklina, co świetnie opisuje przypadek Syda po rozstaniu z Pink Floyd. Jednymi z ciemniejszych kart są te, gdy Gilmour, śpiewający w „Money” o zachłannych karierowiczach opływających w luksusy, na jednej z imprez promujących „Dark Side of the Moon” każe nakładać sobie chochlą kawior albo gdy Waters rozbija jeden utwór na dwa, co powoduje zwiększenie tantiem.

Blake przytacza sporo wydawałoby się nieistotnych szczegółów z życia zespołu, które jednak wnikliwy obserwator Waters przywoływał później w swojej twórczości (vide Roy Harper niszczący swoją garderobę albo telefon basisty do żony). Autor szczegółowo opisuje sceniczny image zespołu od początków działalności i techniki, które opracowywali i wykorzystywali podczas koncertów, co z biegiem lat miało przekształcić się w spektakle z latającymi świniami i burzonymi gigantycznymi ścianami. Fascynujące są fragmenty, w których mowa o wieloznacznych koncepcjach Rogera Watersa na albumy; o tym jak szaleństwo wypełnia „Dark Side of the Moon”, nieobecność „Wish You Were Here”, a eskapizm „The Wall”. Wszystkiego dopełniają okładki, które są nierozerwalnie powiązane z muzyką. Istnieje niebezpieczeństwo, że po przeczytaniu tej biografii naturalnym odruchem będzie sprint do najbliższego sklepu muzycznego po dyskografię Pink Floyd.

Kasper Linge

Gdzie kupić:
Kup książkę w księgarni wydawnictwa
Kup książkę w księgarni Selkar
Kup książkę w księgarni Lideria

Tagi: , , , , , , ,

Kategoria: recenzje