banner ad

Wejść w umysł agenta chaosu

13 listopada 2011

Brian Azzarello, Lee Bermejo „Joker”
Ocena 9 / 10

Nakładem wydawnictwa Egmont ukazał się komiks, który w ciągu trzech lat od premiery uzyskał status kultowego.

Scenarzystę Briana Azzarello nie trzeba przedstawiać nikomu, kto czytał wydawaną również w Polsce serię „100 naboi”. Tym, którzy spotykają się z jego nazwiskiem po raz pierwszy uświadamiam, że Azzarello to wschodząca gwiazda komiksu na miarę Gartha Ennisa („Kaznodzieja”), Warrena Ellisa („Transmetropolitan”) czy Marka Millara („Kick-Ass”). Bermejo to nieco mniej znany rysownik, który pracował już z Azzarello nad bardzo dobrze przyjętym „Lexem Luthorem: Człowiekiem ze stali”. Pomysł na „Jokera” przyszedł obu panom do głów właśnie podczas dyskusji po zakończeniu prac nad „Luthorem”.

Oba komiksy są podobne w swych założeniach. Przyjrzeć się największemu arcywrogowi superbohaterów w inny niż dotychczas sposób. „Luthor” jest opowieścią o obsesji w dążeniu do zniszczenia Supermana, którego Lex uważa za zagrożenie ludzkości i postrzega jako boga nadzorującego świat. „Joker” to spojrzenie na największego wroga Batmana. Tyle że Joker, to? no cóż? Joker to Joker. Luthor wydaje się przy nim zwyczajnym, całkiem rozsądnym gościem. Joker jest anarchią w czystej postaci. Nieokiełznaną siłą natury dla zabawy siejącą śmierć. Johnem Gacy, mordercą, pracującym za dnia jako Klown Pogo, nie wychodzącym z roli smutnego błazna. Złem wcielonym. „Why so serious? Lets kill everyone with a smile.”

Do opowiedzenia takiej historii potrzeba nie lada talentu. Udowodnił to Alan Moore i Brian Bolland „Zabójczym żartem”, genialnym dziełem opowiadającym o pochodzeniu Jokera, w pierwszym roku aktywności Batmana w Gotham. Pokazujący psychopatę od ludzkiej strony komiks ustalił kanoniczne wręcz fakty o zejściu Jokera na drogę zbrodni, okoliczności, w jakich został okaleczony i skończył z maską klowna wypaloną na twarzy oraz popadł w szaleństwo.

„Joker” Azzarello i Brumejo zaczyna się w zupełnie innym punkcie na osi czasu. Gdzie dokładnie? Trudno powiedzieć. Wygląda to na czasy współczesne. Joker wychodzi ze szpitala psychiatrycznego na wolność. Po raz kolejny. Tym razem przeszedł samego siebie. Przekonał lekarzy, że wyzdrowiał, nie jest już chory i mogą go wypuścić. Z Arkham odbiera go Jonny Frost, niski rangą gangbanger z aspiracjami, zatrudniony przez największego wroga Batmana jako kierowca i pomocnik. Na mieście okazuje się, że Joker nie jest już królem przestępców, dlatego z bezwzględnością postanawia odzyskać swój tytuł.

Tak zaczyna się odyseja po świecie zbrodni Gotham City, widziana i opowiedziana z perspektywy Frosta. Od ulic zalanych krwią, narkotykami i prostytucją, po gabinety bossów wszystkich bossów (w tym przypadku Killer Croca, Pingwina i Two Face?a). Joker powoli zaczyna piąć się do góry, zostawiając za sobą krwawy ślad.

Komiks dokonuje rzeczy zdawałoby się niemożliwej. Dorównuje swojemu wielkiemu poprzednikowi. Twórcy stworzyli dzieło, które do dnia dzisiejszego zdążyło już dołączyć do nietoperzowego kanonu.

Azzarello ma wyjątkowy talent do opowiadania o ciemnych stronach ludzkiej natury. Tu udowodnił, że równie dobrze potrafi pisać o szaleństwie. Jego Joker jest wyjątkowo przekonujący. W połowie opowieści zapominamy, że jest klownem i wrogiem faceta w stroju nietoperza. Widzimy zmęczonego gangstera, który chce odzyskać to, co stracił i nie przebiera w środkach, żeby osiągnąć swój cel. Gdyby odrzeć „Jokera” z superbohaterskiego kostiumu, otrzymalibyśmy gangsterską historię niczym u Tarantino lub Kitano.

„Zabójczy Żart” zachwycał szatą graficzną. Bolland znany jest z niemal fotograficznej kreski. Prace nad tym komiksem trwały latami. Podobnie „Joker” Brumejo urzeka od pierwszej strony. W warstwie graficznej komiks jest wszystkim, co ostatnio najlepsze w opowieściach rysunkowych zza oceanu. Klimat noir. Amerykański realizm, ale nie ten cukierkowy. Kreska nie boi się ekspresjonizmu. Dorzucić do tego psychopatycznego klowna i mamy mieszankę wybuchową z genialnym, odzierającym ze wszelkich złudzeń zakończeniem. To „Joker” na miarę XXI wieku. Wisienką na torcie jest filmowe skojarzenie komiksu. Rysunkowy Joker przypomina rewelacyjnego w tej roli Heatha Ledgera. Azzarello i Brumejo robią z tą postacią dokładnie to, co zmarły niedawno aktor zrobił w „Mrocznym Rycerzu” Nolana. Uwodzą totalnie.

Krzysztof Stelmarczyk

Gdzie kupić:
Kup komiks w księgarni Selkar
Kup komiks w księgarni Lideria

Tagi: , , , , , , ,

Kategoria: recenzje