banner ad

Ujarzmić klątwę – recenzja książki „Hex” Thomasa Oldego Heuvelta

7 października 2022

Thomas Olde Heuvelt „Hex”, tłum. Piotr Kuś, Wydawnictwo Albatros
Ocena: 8 / 10

Literacka groza to wbrew pozorom nie tylko makabryczne obrazki, ale w wielu wypadkach doskonała platforma pod głębszą analizę mroczniejszej części ludzkiej psychiki. Anglojęzyczny debiut i zarazem powieść, która spowodowała, że Thomas Olde Heuvelt pojawił się na ustach pisarskiego świata, jest doskonałym tego przykładem.

„Hex” zabiera nas do Black Spring, niewielkiego miasteczka w USA, które zapewne nie wyróżniałoby się niczym szczególnym spośród tysięcy sobie podobnych, gdyby nie to, że jest… regularnie nawiedzane przez widmo zamordowanej przed trzema stuleciami czarownicy. Z pojawiającą się tu i ówdzie z zasznurowanymi ustami i powiekami Katherine van Wyler społeczność Black Spring nauczyła się sobie radzić we własny sposób. Otóż powołano strzegącą przepływu informacji organizację Hex. Utrzymanie upiornego sekretu w tajemnicy ma jednak swoją cenę. Cenzura sieci, brak możliwości utrzymywania bliższych relacji z osobami spoza miasteczka i rygorystyczne podejście do codziennej rutyny to coś, co zdecydowanie nie podoba się nastoletnim obywatelom Black Spring. Nie zdają sobie jednak sprawy, jak opłakane mogą być skutki buntu.

Rzut oka na zgrubne podsumowanie fabuły powieści „Hex” mógłby sprawić, że będziemy oczekiwać nieskomplikowanego i bezpardonowego horroru. Pojawiająca się w różnych częściach miasta, całkowicie nieprzewidywalna wiedźma już sama w sobie jest bowiem elementem na tyle złowieszczym, że w zupełności wystarczy, by odbiorcom zjeżyć włos na karku. Thomas Olde Heuvelt doskonale zdaje sobie jednak sprawę z potencjału tego diablo oryginalnego pomysłu i oferuje czytelnikom nieustanną grę w kotka i myszkę według zasad właściwych slow-burnom. Zamiast przewidywalnego gore i eksplozji emocji, mamy więc drobiazgowy szkic różnych stron narastającego konfliktu i nakreślenie z wolna wymykającej się spod kontroli sytuacji. Heuvelt modelowo zwiększa napięcie i buduje przekonanie o nieuchronności nadchodzącej katastrofy. To, że w miarę rozwoju historii coś wydarzyć się musi, wydaje się więc w „Hex” bardziej niż oczywiste – ale tego, kiedy i na jaką skalę, przez znakomitą większość lektury można się jedynie domyślać.

Takie potraktowanie wywodzącego się bezpośrednio z paranormalnej grozy pomysłu z jednej strony wystawia na próbę cierpliwość tej grupy odbiorców, którzy oczekiwaliby krwi, ale z drugiej stwarza możliwość do znacznie głębszej eksploracji pozornie błahej tematyki. Heuvelt korzysta z tego z rozmysłem, analizując wpływ mas na zachowanie jednostek, mitologizowanie pewnych wydarzeń czy wreszcie zjawisko zbiorowej histerii. Niejednokrotnie zadaje swoim czytelnikom pytania do indywidualnej interpretacji: kto tak naprawdę jest w tym wszystkim potworem? Jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić, by utrzymać pozory kontroli? Podobnie jak odbiorcy, tak i sami bohaterowie przyjmują całkowicie różne postawy wobec postawionych przed nimi problemów. Wszystkie one znajdują odzwierciedlenie w społecznych konwenansów i choć nie można powiedzieć, by postacie zamieszkujące stronice powieści Heuvelta pozbawione były charakteru, najważniejszym bohaterem książki okazuje się społeczność Black Spring jako całość.

Już tylko z tego względu „Hex” jawi się jako rzecz całkowicie nietuzinkowa jak na horror. Powieść Heuvelta zachwyciła między innymi Stephena Kinga i George’a R.R. Martina i po jej lekturze trudno się temu dziwić – choć definitywnie nie jest to groza, która przypadnie do gustu wielbicielom gore, oryginalny pomysł zrealizowany w niebanalny sposób zasługuje na to, by zwrócić nań swoją uwagę. Podobnie jak i na samego autora, którego niebywały potencjał potwierdza jeszcze opublikowane niedawno również nakładem Wydawnictwa Albatros „Echo”.

Maciej Bachorski


Tematy: , , , , ,

Kategoria: recenzje