banner ad

Trzy palce nie licząc kciuka

10 grudnia 2011

Rich Koslowski ?Trzy palce?
Ocena: 5 / 10

?Nakręcić? komiksowy pseudo-dokument o dziejach postaci animowanych w Hollywood, a przy okazji wyjaśnić czemu wszystkie te Bugsy i Donaldy mają po trzy palce (nie licząc kciuka) – taka idea przyświecała Richowi Koslowskiemu przy tworzeniu tego dziełka. Jako wieloletni ilustrator książek dla dzieci, artysta o swojsko brzmiącym nazwisku wydawał się także odpowiednią osobą do wkroczenia w świat animków…

Zaciemniony pokój, na skąpanym w mroku fotelu widać gryzoniowaty kształt. ?Co się wydarzyło? Taaa…? – wytęża pamięć nieznajomy, by po sztachnięciu się papierosem, zacząć gawędę. Tak wyglądają pierwsze kadry ?Trzech palców?, komiksu w stylu mockumentary opowiadającego o emancypacji animowanych postaci w przemyśle filmowym. Okazuje się bowiem, że wszystkie te antropomorfy z uszami i ogonami żyły obok człowieka, choć społecznie wykluczone. Dopiero pewien filmowiec- zapaleniec zapuścił się wieczorem do animkowego getta, gdzie w podłej tancbudzie na pianinie grał on. Przyszłe bożyszcze milionów. Szczurek Rickey.

Wkraczamy więc w rzeczywistość w stylu filmu ?Kto wrobił Królika Rogera?, przy czym w ?Trzech palcach? każdy z bohaterów odpowiada jakiejś postaci realnie istniejącej na celuloidowej taśmie. Rickey – jak łatwo się domyśleć – to po prostu Myszka Mickey, pierwsza superstar animowanej rodziny. Odkryty dla kina przez ?Zawrotka? Waltersa (w oryginale Dizzy Walters – wszystko jasne?), przełamuje uprzedzenia, by wspiąć się na hollywoodzkie wyżyny. Rekiny szołbiznesu widzą co się świeci i wkrótce każde studio chce mieć antropomorfizowanego gwiazdora. Kiedy żaden z naśladowców nie jest jednak w stanie powtórzyć sukcesów Szczurka, roznosi się wieść, iż Rickey zawdzięcza wszystko tajemniczemu ?rytuałowi?, polegającemu na amputacji jednego z palców.

Jako niby-dokument, ?Trzy palce? pokazują nam masę plansz z gadającymi głowami, poprzetykane spreparowanymi archiwaliami w postaci zdjęć, wycinków prasowych itp. Koslowski sprawia, że w razie potrzeby cartoonowe zwierzątka biesiadują w towarzystwie Marylin Monroe, towarzyszą na wiecu Martinowi Lutherowi Kingowi lub pozują do wspólnej fotki z braćmi Kennedy. Mogłoby to być całkiem atrakcyjne, gdyby nie fakt, że pomysłów starcza autorowi najwyżej na ćwierć komiksu. Kiedy setny raz ktoś konspiracyjnie, niby półgębkiem napomina o ?rytuale?, trudno jeszcze czuć się ciekawym dalszych wypadków. Autor urozmaica nieco całość, nadając animkom bardzo indywidualne rysy – dla przykładu Kurak Carhorn to rubaszne chamidło, Królik Buggy okazuje się nadętym snobem o wielkopańskich manierach, a schorowany, kasłający gruźliczo Prosiak Portki to ten obowiązkowy przypadek rozmówcy stojącego jedną nogą w grobie. Czasem trafiają się zabawne gagi, jak wtedy, gdy kot Friedrich, oskarżany o nazistowskie sympatie, winą za środowiskowy ostracyzm obarcza trzymających Hollywood w garści Żydów lub kiedy zastrzegający anonimowość Rapid Rodriguez, zapewnia, że ?nic nie wi? i ?nic nie powi?; niemniej są to pojedyncze atrakcje w snującej się nudnawo fabule. Zainteresowania nie są w stanie wzbudzić także cokolwiek kiepskie ilustracje, a już zupełnie irytujące jest dublowanie kadrów. Widać nawet Koslowski męczył się tak bardzo, że gotów był oszczędzić sobie roboty.

Szwankuje też nieco tłumaczenie. Weźmy choćby ?minister?, co po angielsku znaczy po prostu pastor, a mimo to w komiksie stoi jak byk ?baptystyczny minister?! Z kolei dwuznaczne imię bohaterki Swallow lepiej chyba jednak było przetłumaczyć jako Jaskółka, niż Połyk, bo językowy dowcip tak czy owak zostałby stracony.

Powiadają, że gwarancją sukcesu jest jeden dobry pomysł, ale nawet ten wymaga dopracowania. ?Trzy palce? mają szkielet w postaci zalążka intrygi, ale autor zaniedbał trochę o przyobleczenie go w ciało. Więcej ciała, niż tylko trzy paluchy.

Sebastian Rerak

Gdzie kupić:
Kup komiks w księgarni Selkar
Kup komiks w księgarni Lideria

Tagi: , , , , ,

Kategoria: recenzje