banner ad

Trudy codzienności milenialsów – recenzja powieści „Książka o przyjaźni” Macieja Marcisza

1 grudnia 2021

Maciej Marcisz „Książka o przyjaźni”, wyd. W.A.B.
Ocena: 7,5 / 10

„Książka o przyjaźni” to powieść, która opowiada o trudach codzienności dzisiejszych trzydziestolatków. A że tę codzienność Maciej Marcisz rozciągnął na lata, mamy też okazję prześledzić emocjonalną ewolucję trójki blisko związanych ze sobą bohaterów.

W dzisiejszych czasach literaturę określaną jako obyczajową zawłaszczyły przede wszystkim ubrane w taką etykietkę wszelkiej maści romanse, od zwyczajnych erotyków po opisane z sympatią, prozaiczne perypetie kobiet tęskniących za miłością, które najczęściej na różne sposoby ją znajdują. Dlatego też trudno umieścić wśród nich „Książkę o przyjaźni”, choć w rzeczywistości jest to literatura obyczajowa w znacznie większym stopniu niż tytuły zazwyczaj wrzucane do tej kategorii w księgarniach. Twórcy rzadko dzisiaj taką piszą, ale – jak się okazuje (także na przykładzie odbioru pierwszej powieści autora, „Taśm rodzinnych”) – ma ona całkiem spore grono wielbicieli. A to znaczy, że komuś takie historie (pisane raczej nie pod prestiżowe nagrody w rodzaju Nike czy Paszportów Polityki) są najzwyczajniej w świecie potrzebne.

Tytuł powieści Marcisza w zasadzie wyjaśnia nam wszystko. We współczesnym świecie, w którym przyjaźń jest raczej mało „seksi”, to rodzaj artystycznego wyzwania, któremu autor pozostaje wierny przez całą opowiadaną historię.

O tym, że będzie inaczej niż w stosach powieści przypisywanych do literatury obyczajowej, wiemy już po pierwszych kilkudziesięciu stronach, które wprowadzają nas na nietypową fabularną ścieżkę w dalszej części książki. Z początku, kiedy czytamy o grupie dorosłych ludzi, wśród których są główni bohaterowie, mamy wrażenie, że fabuła potoczy się – zwłaszcza po solidnym zwrocie podczas baby shower – w pewnym konkretnym kierunku. Dopiero potem zdajemy sobie sprawę, że konstrukcja książki, w której autor bardzo wcześnie nakreślił punkt przełomowy w wieloletniej relacji trójki przyjaciół, będzie miała inny kształt.

Na zasadzie literackiej ucieczki od spodziewanego rozwoju wydarzeń zostaniemy przeprowadzeni przez kolejne etapy życiowych wzlotów i upadków Doroty, Kaśki i Michała. Będzie to wiwisekcja tytułowej przyjaźni, od jej narodzin do stopniowego wypalania się. Słowo wiwisekcja brzmi tu może nad wyraz poważnie i rzeczywiście może nie do końca pasuje do stylistycznej lekkości, z jaką Marcisz opisuje koleje losu swoich bohaterów. To – można rzec – drugi rodzaj ucieczki, tym razem od charakterystycznego dla polskiej tzw. literatury pięknej cierpiętniczego tonu, często łączącego literackie eksperymenty z rozdrapywaniem emocjonalnych ran. W przypadku Marcisza tego ciężaru nie uświadczymy. Autor „Książki o przyjaźni” nie uważa się za sumienie polskich trzydziestolatków, choć całkiem udanie ich poprzez tę powieść reprezentuje.

Tu być może tkwi klucz do odczytania książki, do założeń i potrzeb wychodzących zarówno od jej autora, bohaterów, jak i czytelników, szczególnie tych, którzy w gatunkowej prozie różnej proweniencji nie znajdują tego, czego powinna dostarczać literatura. Nie tylko rozrywki czy eskapizmu, ale też zwierciadlanego odbicia, w którym mogliby się przejrzeć z całym dotychczasowym bagażem przeżyć i doświadczeń. A w „Książce o przyjaźni” zobaczymy naprawdę wiele, od pierwszych licealnych zauroczeń, poprzez skutecznie wciągające bagno domowego ogniska, pierwsze seksualne doświadczenia, kopniaki od losu, które przyjmuje się już jako metrykalnie dorosły, ale jeszcze niedojrzały emocjonalnie człowiek, aż do zaakceptowania różnych życiowych wyborów, będących częściej kompromisami niż spontanicznie lub z pełną wiarą w przyszłość podjętymi decyzjami.

Za tą poważnie brzmiącą wyliczanką kryje się proza życia pełna bolesnych lub trywialnych szczegółów, które konkurują z wyobrażeniem o życiu lepszym, pełniejszym, wygodniejszym, jakiego szuka – momentami rozpaczliwie – trójka bohaterów. Mądralińska Dorota, zagubiona życiowo Kaśka i zrezygnowany Michał. Chłopak jest gejem, w którym dwie dziewczyny znalazły na lata oparcie i najlepszego powiernika. Fragmenty opisujące ów czas, kiedy dobrze się między nimi układało, czyli po prostu lata młodości, czyta się z poczuciem nostalgii i zrozumienia. To czas, kiedy jeszcze nie zaczęły się życiowe schody dorosłości i nawet jeśli życie już bolało, to jeszcze nie aż tak bardzo. Im bardziej jednak w las, tym robi się trudniej, choć wydarzenia opisane na pierwszych trzydziestu stronach skutecznie to maskowały, proponując wpierw spojrzenie na świat trzydziestolatków, którego dostarcza przede wszystkim nasze wspólne uniwersum mediów społecznościowych.

Tymczasem Marcisz, fundując nam z zaskoczenia swoistą podróż w czasie, skacze na głęboką wodę życiowych kolei losów jego szukających szczęścia bohaterów. Czyni to jednak bez grama nachalności. Nie jak niektórzy pisarze od tak zwanej literatury pięknej, którzy za pomocą młota stosują terapię wstrząsową, lecz składając poszczególne odłamy rozbitej nagle, wspólnej rzeczywistości tej trójki i pokazując, jak bohaterowie podejmują się próby sklejenia na nowo obrazu, najprawdopodobniej już minionej przyjaźni. Można więc powiedzieć, że autor „Taśm rodzinnych” stworzył powieść obyczajową w pełnym tego słowa znaczeniu i to jest po prostu największa zaleta jego „Książki o przyjaźni”.

Tomasz Miecznikowski

Tematy: , , , , ,

Kategoria: recenzje