banner ad

To nie jest lek na bezsenność

26 czerwca 2013

Modlitwy o deszczDennis Lehane „Modlitwy o deszcz”, Wyd. Prószyński i S-ka
Ocena: 7 / 10

Sięgając po „Modlitwy o deszcz” Dennisa Lehane’a, warto przygotować się na niezwykle szybką i frapującą lekturę tej całkiem pokaźnej książki. A jeśli do tego wszystkiego cierpicie na bezsenność, to macie zapewnione emocje na przynajmniej dwie nieprzespane noce.

Jest to już piąta część detektywistycznych potyczek Patricka Kenzie i jego partnerki Angie Gennaro. Twórca świetnej „Rzeki tajemnic”, zekranizowanej przez Clinta Eastwooda z doskonałym jak zawsze Seanem Pennem w jednej z głównych ról, prezentuje nam kolejną, trzymającą w napięciu powieść. Szkoda więc tracić czasu na spanie, skoro na każdej następnej stronie czeka nas odkrycie nowego skrawka misternie skonstruowanej tajemnicy.

Patrick Kenzie, dręczony wyrzutami sumienia, postanawia zająć się sprawą swojej dawnej klientki. Sprawą, którą kiedyś rozwiązał. A przynajmniej tak mu się wydawało. Karen Nichols to młoda, atrakcyjna i całkiem nieźle radząca sobie w życiu kobieta, która zgłosiła się do detektywa z powodu dręczącego ją prześladowcy. Zlecenie poszło gładko – kilka telefonów, jedna wizyta i po sprawie. Jednak parę miesięcy później ta sama dziewczyna rzuca się nago z 26 piętra wieżowca. Co się z nią stało? Dlaczego? I cóż takiego przegapił wcześniej Patrick? Na te pytania Lehane odpowiada nam na prawie 500 stronach powieści. Oczywiście okazuje się, że nic nie jest czarno-białe, a prześladowca nie był jedynym problemem młodej samobójczyni.

Duszny bostoński klimat mocno wpływa na wyraźnie zmęczonego i lekko znudzonego Patricka. Rozstanie z partnerką (oczywiście nie tylko zawodową) też daje się we znaki. Angie ostatecznie pomaga detektywowi w rozwikłaniu zagadki. Ta zaś im bardziej wydaje się nieoczywista, tym bardziej robi się też niebezpieczna. O ile historia jest niezwykle angażująca i misternie zbudowana (wszystko ma tu swoje miejsce, logicznie i jasno wynika jedno z drugiego), to zupełnie nie można skupić się na samych głównych bohaterach książki. Bardzo możliwe, że ma to związek z tym, iż pierwsze moje zetknięcie z nimi następuje przy tomie piątym, a nie w jednym z początkowych? Dlatego uwaga samorzutnie koncentruje się głównie na przeszłości martwej dziewczyny, na tym jak wyglądało jej życie, bądź co bądź o wiele ciekawsze.

„Modlitwy o deszcz” można podzielić na trzy zasadnicze części: intrygujący początek, nieco rozwleczony i przegadany środek i fascynujące zakończenie, wpisujące się w klasykę gatunku. Wątek damsko-męski mógł być właściwie przemilczany ? wyraźnie spowalnia akcję, rozwijającą się dynamicznie od samego początku. Bez niego „Modlitwy o deszcz” to kolejny dobry materiał na film w bibliografii Lehane?a, który chętnie chciałoby się zobaczyć. Niekoniecznie ze względu na głównego bohatera, ale na ludzi, których spotyka i z którymi przychodzi mu się rozprawić. Z ich podwójnymi osobowościami i ubrudzonymi od tajemnic sumieniami.

Aleksandra Kęprowska

Tematy: , , , , ,

Kategoria: recenzje