banner ad

Tanger jak Nowy Jork

24 listopada 2011

Paul Bowles „No więc dobrze”
Ocena: 7,5 / 10

Jesień uważa się za najodpowiedniejszą porę do czytania. Za oknem ziąb, ciężkie granatowe chmury, więc najlepiej zaszyć się w kącie pod kocem z herbatą. Duże znaczenie ma w tym wypadku dobór lektury, chodzi o to, by spędzić ten czas nie poddając się wszechogarniającej melancholii. Powieść ?No więc dobrze? nie byłaby chyba najlepszym wyborem. W tej książce ciągle pada. Deszcze leje się strumieniami, ciemne niebo nie schodzi z kart powieści. Podczas jej czytania czułem się mokry. Było nie było, oczywiście jest to duży plus dla Bowlesa za sugestywnie oddany klimat.

„No więc dobrze” została napisana w 1952 roku. Jej akcja toczy się w powojennym Nowym Jorku i Tangerze. Ten drugi posiadał w owym czasie międzynarodowy status strefy neutralnej, przez co stworzył się tam istny tygiel narodów. Spotkać można było Berberów, Amerykanów, Brytyjczyków, Hiszpanów i Bóg wie kogo jeszcze. Czytając powieść ma się wrażenie uczestniczenia w wycieczce zorganizowanej przez National Geographic. Narrator prowadzi nas po zapomnianych kątach Tangeru, wąskimi uliczkami metropolii w świetle księżyca, zabiera na pornograficzne seanse filmowe w opuszczonym kinie, pozwala zajrzeć do sypialni arystokratek kosztujących kostek majoun, czyli haszyszu o pociągającym smaku będącym mieszaniną fig, imbiru, cynamonu i lukrecji. Bowles daje poczuć nerwowe tempo arabskich bębnów i ekstatycznych tańców podczas narkotykowych odlotów; w zakamarkach można spotkać szmuglerów i oszustów starających się dorobić. Pewien nowojorczyk porównuje duchowo Tanger do Nowego Jorku; w Nowym Jorku jest Wall Street, w Tangerze ? Bourse, tam są podstępni finansiści i gangsterzy, tutaj waluciarze i przemytnicy. Każdemu zależy by wyssać z drugiego krew.

Główny bohater, Nelson Dyar, pochodzi właśnie z Nowego Jorku. Wiedzie tam depresyjny żywot, nie wiedząc, czego tak naprawdę chce od życia. W Ameryce senne godziny schodzą mu na pracy urzędnika bankowego. Pewnego dnia postanawia rzucić wszystko i wypłynąć do Tangeru, by podjąć tam pracę w agencji turystycznej, prowadzonej przez starego znajomego, Jacka Wilcoxa. Wszystko zaczyna się niewinnie, poznaje nowych ludzi, miasto wciąga go jak ruchome piaski. Bowles porusza wiele wątków, na początku zupełnie ze sobą niezwiązanych, by w pewnym momencie spleść je, a potem znowu porzucić.

Dyar nie może narzekać na brak wrażeń, który tak mu doskwierał w Nowym Jorku. Zakochuje się w młodziutkiej Arabce, jak się później okazuje, prostytutce, która spędza całe dni w osobliwej knajpie o nazwie Lucifer. Wpada w oko pewnej arystokratycznej pani, która próbuje go uwieść. Podczas przyjęcia wydanego przez miejscowych krezusów zostaje wciągnięty w międzynarodową aferę szpiegowską, w związku z czym zaczyna się nim interesować American Legation, odpowiedzialne za kontakty obywateli Amerykańskich z Królestwem Marokańskim. Jednak najważniejsza okazuje się sprawa przemycenia pieniędzy poza strefę międzynarodową. Wilcox, znajomy od pracy w agencji turystycznej, chcąc zaoszczędzić na procederze angażuje do przerzutu nieświadomego niczego Dyara. Zdarzenia przybierają nieoczekiwany obrót, czego zwieńczeniem będzie morderstwo. Można tylko żałować, że w końcowej części książki napięcie niespodziewanie opada. Wielowątkowość ustępuje miejsca monotematyczności, co zdecydowanie odbiera powieści kolorystyki.

Bowles sugestywnie rysuje obraz dekadenckiego miasta, uwikłania jego mieszkańców w różne mniejsze i większe gierki. Każdy chce coś ugrać dla siebie, zanim będzie za późno. Idealnie oddaje mroczną atmosferę powojennego chaosu, kiedy ludziom umykał sens istnienia. Zagubione jednostki w świecie nieustającego deszczu.

Kasper Linge

Gdzie kupić:
Kup książkę w księgarni Selkar
Kup książkę w księgarni Lideria

Tagi: , , , , ,

Kategoria: recenzje