banner ad

Stephen King ? król grozy i marketingu

12 czerwca 2014

stephen-king-sprzedawca-strachuRobert Ziębiński „Stephen King. Sprzedawca strachu”, wyd. Replika
Ocena: 8 / 10

Dorobek literacki Stephena Kinga obejmuje kilkadziesiąt pozycji. Brzmi imponująco. Ale nie mniej imponujące jest również to, że prawie wszystkie jego książki i wiele opowiadań zostało sfilmowanych. Są to produkcje utrzymane na różnym poziomie ? od dzieł przełomowych poprzez przeciętne aż po zupełnie złe produkcje, o których chciałby zapomnieć nie tylko King, ale też cały świat filmu. Tak się jednak nie stanie, przynajmniej w Polsce, bo na naszym rynku wydawniczym pojawiła się publikacja, która zbiera i ocenia cały dorobek filmowy pisarza, przybliżając zarówno historię powstania poszczególnych produkcji, jak i dzieje samego Kinga. Z książki „Stephen King. Sprzedawca strachu” dowiemy się m.in., jak zmieniało się życie autora oraz jego twórczość, dlaczego sprzedawał prawa do ekranizacji swych dzieł za symbolicznego dolara, jak zakończyła się jego przygoda z reżyserią oraz poznamy kulisy pisania zakończenia powieści „Cujo”.

Na początek jednak parę słów o autorze. Działalność Roberta Ziębińskiego przebiega dwutorowo – jest zarówno pisarzem, jak i dziennikarzem. W 2010 roku ukazała się jego pierwsza powieść ?Dżentelmen?, ma również na koncie opowiadania zamieszczone w gazetach i antologiach. Jako dziennikarz zajmuje się popkulturą i współpracuje z kilkoma znanymi tytułami prasowymi. Wraz z Lechem Kurpiewskim napisał już jeden leksykon filmowy („13 po 13. Subiektywny remanent kina”), książka na temat Kinga to kolejne tego typu opracowanie, tym bardziej godne odnotowania, że to pierwsza pozycja o amerykańskim mistrzu grozy napisana przez polskiego autora.

Pierwszym przytaczanym przez Ziębińskiego filmem, od którego rozpoczęła się filmowa kariera Kinga, jest „Lśnienie”. Był to także punkt zwrotny w jego karierze pisarskiej. Wcześniej pisarz wielokrotnie spotykał się z odmową wydawców. Cała lawina popularności ruszyła właśnie po wejściu na ekrany filmu Stanleya Kubricka. Ta dobra passa trwa po dziś dzień. Mimo że kolejne ekranizacje zbierały różne oceny, nie zawsze pochlebne, to King wciąż jest jednym z najchętniej przenoszonych na ekran twórców literackich.

Kim dla Roberta Ziębińskiego jest Stephen King? Poza tym, że zalicza go do swoich ulubionych pisarzy, uważa go także za mistrza marketingu, a jego karierę określa wzorcowym przykładem tego, jak odnieść sukces wydawniczy i zdobyć popularność. Życie autora „Carrie” to także historia rynku wydawniczego i przemian, jakim ulegał na przestrzeni lat. Oczywiście rynku amerykańskiego, bo u nas ewolucja ta przebiegała nieco inaczej.

Aby uniknąć jednostajności, Ziębiński przywołuje także inspiracje literackie i filmowe, które miały znaczący wpływ na całą twórczość amerykańskiego pisarza. Kiedy przyjrzeć się im bliżej, okazuje się, że King to twórca czerpiący pełnymi garściami z dorobku swoich poprzedników, wśród których niebagatelne miejsce zajmuje Edgar Allan Poe czy John D. MacDonald. Przy okazji pada tu wiele nazwisk, które polskiemu czytelnikowi nie są znane, bo twórczość tychże pisarzy nie doczekała się jeszcze przekładu.

Niezaprzeczalnym atutem książki jest język, który miejscami przywołuje skojarzenia ze stylem samego Kinga. Nie wiem, na ile jest to świadomy zabieg, a na ile naturalna kolej rzeczy ? skoro przeczytało się i obejrzało wszystkie książki i filmy sygnowane nazwiskiem pisarza, to można nieświadomie przejąć też jego manierę. W każdym razie książkę czyta się przez to przyjemnie i lekko. Minusem są z pewnością spoilery, przed którymi Ziębiński – trzeba przyznać – czasami ostrzega. Wprawdzie nie zawsze zdarza mu się zdradzić zakończenie filmu bądź powieści lub opowiadania, ale należy na nie uważać. Zwłaszcza jeśli nie miało się wcześniej okazji zapoznać z omawianym tytułem. Bywają także opisy, które zdecydowanie przekraczają standardy wprowadzania w fabułę, ale można to wytłumaczyć analityczną formułą książki. „Sprzedawca strachu” to przecież głównie pozycja przeznaczona dla fanów twórczości Kinga, a ci nie powinni raczej mieć z tym problemu, gdyż znają jeśli nie całą, to przynajmniej większą część dorobku pisarza. Gorzej w przypadku „niedzielnych fanów Kinga, jak ich określa Ziębiński, oni muszą liczyć się z tym, że autor czasami zdradza więcej niż powinien.

Ewelina Dyda

Tematy: , , , , , , , ,

Kategoria: recenzje