banner ad

Stąd do przeszłości

18 marca 2012

Stephen King „Dallas ’63”, Wyd. Prószyński i S-ka
Ocena: 9 / 10

Jeżeli istnieją tematy, które grożą popadnięciem w trywializm lub patetyczność, to na pewno są nimi miłość i polityka. Z jednym i drugim wziął się za bary w swojej najnowszej powieści Stephen King i wyszedł z tego starcia zwycięsko.

Jake Epping, bohater cegłopodobnej knigi „Dallas ’63”, to everyman z gojącą się blizną na sercu. Jak przystało na rozwodnika w połowie czwartej kreski, nie pogardzi tanim i dobrym jadłem na mieście. A że w przyrodzie nie da rady, aby było dobrze i tanio, za sukcesem jego ulubionej knajpki musi kryć się jakaś podejrzana tajemnica. Jak nie przeterminowane mięso ze Szwecji lub sól drogowa, to tylko portal do poruszania się w czasoprzestrzeni, dzięki któremu można sprowadzić towar po atrakcyjnej, zeszłowiecznej cenie. Właściciel lokalu pewnie nigdy by się do podróżowania w czasie nie przyznał, ale to człowiek umierający. Stwierdził więc, że do zadania, które mu się marzy, najlepiej nadałby się pewien stały klient, właśnie nasz rozsmakowany w hamburgerach Jake po przejściach.

Zadanie z grubsza przedstawia się następująco: skoro znajdujący się w barze portal ma taki urok, że jak już przenosi w czasie to wyłącznie do 1958, czemu by nie spróbować i nie załatwić najważniejszego, co ta okoliczność oferuje ? uchronić słynnego JFK, legendarną nadzieję Ameryki, od kilku niepotrzebnych, ołowianych kul, wystrzelonych feralnego 22 listopada 1963 roku. Stephen King zabiera więc Jake’a z misją, a przy okazji nas, do owej złotej epoki w amerykańskiej historii, gdy piwo kosztowało dziesiątaka, samochody miały nie tylko sylwetkę, ale i charakter, a Elvis, zamiast przyodziewać się w cekiny, potrafił jeszcze zakręcić biodrami.

To, co u innych przemieniłoby się w efekciarskiego akcyjniaka z elementami political fiction i zgrabną miłostką w tle, u Kinga staje się nieco sentymentalnym przyczynkiem do zagłębienia się w istotę człowieczeństwa. Wszelkiej maści politykierom i ideologom ? republikanom, demokratom, zwolennikom teorii spiskowych ? autor pokazuje takiego wała, udowadniając, że potrafi wzbić się ponad własne sympatie (sam popiera demokratów), gdyż tak naprawdę wszelka polityka, z jakiejkolwiek by nie patrzeć strony, to błądzenie we mgle, niewiadoma, która może doprowadzić wszędzie, również do upadku. O wiele ważniejszy od ideologicznych dywagacji okazuje się tutaj drugi człowiek, ten, co mieszka blisko, po sąsiedzku, a nie ten wyniesiony na telewizory pod płaszczykiem walki o przyszłość naszą i waszą, często bardziej „wymyślony” przez specjalistów od pijaru niż prawdziwy.

Jak przystało na orędownika małomiasteczkowego życia, King celebruje ? powołując się na jedno z opowiadań niedocenianej Jane Bowles – „proste przyjemności”. W odróżnieniu jednak od zmarłej przed czterdziestu laty pisarki, bohaterowie „Dallas ’63” z drobnych radostek dnia codziennego nie czynią ujścia przed konformizmem bądź własnymi lękami i obawami. King próbuje nas prędzej zarażać w stylu klasyka amerykańskiej samomotywacji, Dale’a Carnegie, uzmysławiając, że zmiana podejścia, przewartościowanie celów może stać się ratunkiem od chorych ambicji współczesności. W tym samym kierunku poprowadzone jest dallasowskie love story, wzruszające do tego stopnia, że u największego drania lub zblazowanego hipstera wyciśnie łezkę w oku.

Z powieści przebija myśl, że ludzkie marzenia o powrocie do przeszłości, jako próbie naprawienia swoich lub czyichś życiowych błędów, są tak płonne jak większość niespełnialnych marzeń. Hipotetycznie zakładając, nasuwa się wniosek, że przenosiny w czasie mogą być równie uzależniające jak operacje plastyczne. Zawsze znalazłoby się coś, co chcielibyśmy poprawić. I podobnie jak rzecz się ma z operacjami plastycznymi ? skutki mogą być równie katastrofalne. Im więcej się przenosimy, tym powłoka rzeczywistości staje się – niczym skóra – coraz cieńsza i bardziej krucha.

W „Dallas ’63” mamy do czynienia z dickensowską potoczystością, tak charakterystyczną dla twórczości Kinga, a nieobecną w jego ostatnim zbiorze „Czarna bezgwiezdna noc”. Wydaje się, zresztą nie od dziś, że to właśnie w dłuższej formule autor „Bastionu” potrafi złapać wiatr w żagle i genialnie „popłynąć”. Niemal czuć, że King pisze z równie wielką przyjemnością, z jaką my go czytamy. Można by zgłaszać pewne zastrzeżenia, czy aby nawiązywanie do jednego z własnych starszych dzieł nie jest zbyt nachalne (chodzi o miasteczko Derry i wydarzenia opisane w „To”), w żaden sposób nie przysłania to jednak odbioru powieści.

„Dallas ’63” powstało w oparciu o stary, odłożony kiedyś na półkę projekt. Ostatnimi laty King jakby częściej wraca do odgrzewanych kotletów sprzed lat, zamiast wymyślać zupełnie nowe pomysły. O ile jednak robi to w takim stylu, możemy być spokojni o jego kreatywność i czekać na więcej.

Artur Maszota

Gdzie kupić:
Kup książkę w księgarni Selkar
Kup książkę w księgarni Lideria

Tematy: , , , , ,

Kategoria: recenzje