banner ad

Słońce do chleba

6 maja 2014

agata-z-placu-3Ewa Karwan-Jastrzębska „Agata z Placu Słonecznego tom 3: Agato, zostań!”, wyd. Marginesy
Ocena: brak1

W książkach Ewy Karwan Jastrzębskiej brakuje mi jednego: motta z piosenki Magdy Czapińskiej: „W moim magicznym domu wszystko się zdarzyć może, same spełniają się marzenia, sam się rozgryza orzech”. Bowiem opowieści (dotychczas powstały trzy) o Agacie – opiekunce pięciorga dzieci z Placu Słonecznego – obfitują w zdarzenia rodem z baśni: rysunki ożywają, zapisane historie stają się rzeczywistością. Wszystko za sprawą fantazji niani, wyobraźni jej podopiecznych oraz sztuki.

Przenoszeniu w inne światy nie służą tu magiczne różdżki czy tajemne zaklęcia, ale najczęściej literatura. I to jest największą zaletą „Agaty z Placu Słonecznego”: wprowadza najmłodszych czytelników w intertekstualną grę. I czyni to za pomocą środków znakomicie dopasowanych do dziecka, stosując konkret: idealnie okrągłe ciasto okazuje się Planetą Małego Księcia, lampa naftowa staje się pretekstem do odwiedzenia krainy Muminków, napotkana dziewczynka przenosi maluchy do Jeziora Łabędziego. Dzieciaki dzięki przenikaniu się życia i sztuk realizują wyświechtane już słowa Umberto Eco: „Kto czyta książki, żyje podwójnie”. Cytat ten może wydać się nam banalny i oczywisty. Jednak u współczesnych dzieci świadomość tę należy dopiero sprytnie kształtować, jeśli nie chcemy, by podwójność ich egzystowania ograniczała się do życia realnego i wirtualnego zapatrzenia w rzeczywistość 2.0. No, chyba że elementem przykuwającym wzrok miałby być… Booklips.pl.

Goszczenie na stronach powieści postaci z innych dzieł, jak i przygody bohaterów stworzonych przez Ewę Karwan-Jastrzębską odsłaniają przed czytelnikiem „coś” jeszcze. Owe „coś” jest potężniejsze niż siła robotów z Lego Hero Factory, ba, nawet ważniejsze niż zegarek Bena Tennysona („Ben 10”). To moc wyobraźni. Tylko dzięki niej zwykły schowek na odkurzacz okazuje się wehikułem czasu, a namalowane postaci bądź opisane przez Matyldę zdarzenia ożywają. Jednak kreacyjna siła imaginacji nie ogranicza się do przygód bohaterów książki. Każdy rozdział wręcz sam prosi się o zamknięcie oczu przez czytelnika i dopisanie własnych dalszych scenariuszy wydarzeń na Placu Słonecznym. Pozycje rozwijające wyobraźnię u maluchów są bodajże najbardziej widocznym nurtem we współczesnej literaturze dla najmłodszych. Większość z nich wręcz wychodzi do dzieciaków ze swoim światem, ekspansywnie zachęcając do jego uzupełniania i kreowania niczym papierowe „Jumanji”. I choć jestem bałwochwalczą miłośniczką Hervégo Tulleta, uważam, że na półce każdego kilkulatka obok pomysłowych książek autora powinny się znaleźć powieści w starym, dobrym klasycznym stylu jak „Agata…”. Oba nurty doskonale się uzupełniają: Tullet swoją siłą uczynił minimum słów przy maksymalnym angażowaniu czytelnika w działanie, Ewa Karwan-Jastrzębska ? nadała mocy swoim książkom dzięki pięknemu językowi, oczekując jedynie pracy wyobraźni u odbiorcy.

I tu dochodzimy do jeszcze jednej zalety „Agaty…” ? jest ona napisana pięknym, zawsze poprawnym, nieznającym skrótów rodem z SMS-ów językiem. Od czasu do czasu przygody dzieciaków są pointowane miłą dla ucha złotą myślą autorstwa E. Karwan-Jastrzębskiej. Na uwagę zasługuje również sposób ilustrowania książki, który jest prawie niezauważalny. Ledwie naszkicowane postaci i zdarzenia w żaden sposób nie narzucają nam gotowców i nie zwalniają naszej fantazji od działania. Umieszczenie właśnie takich rysunków jest zapewne przemyślanym działaniem: lekko urozmaicającym powieść przy jednoczesnym oddaniu pierwszeństwa językowi i jego kreacyjnej mocy.

Pozostaje jeszcze tylko jedno pytanie: dla kogo przeznaczone są książki o Agacie? Wiem już jedno ? ćśśś, tajemnica ? trzydziestolatka bawiła się przy ich lekturze przednio. Ponieważ jednak owa trzydziestolatka na co dzień pracuje z dziećmi, ma pewne obawy, iż nastolatki wzgardzą lekturą pozbawioną wartkiej akcji i współczesnych akcesoriów. Natomiast młodsi czytelnicy mogą nie poradzić sobie z mozolnym składaniem literek w słowa i zdania w takiej ilości. Być może najlepszym wyjściem jest uznanie „Agaty…” za powieść familiarną, która nie tylko opowiada o pełnej ciepła rodzinie, ale i angażuje całą rodzinę w jej czytanie. Czyż nie miło byłoby zobaczyć mocno podniszczoną okładkę w rękach malucha skandującego jeden z akapitów na ucho misia, a kilka godzin później mamę odczytującą następne stronice siedmiolatkowi do snu? Tak, w takich okolicznościach widzę „Agatę z Palcu Słonecznego” najwyraźniej. Książka ta ma bowiem wspaniałą właściwość: dodaje „słońca do chleba”, jak mawia Magda Umer.

Natalia Hennig

1Nie poddajemy ocenie książek, które ukazały się pod naszym patronatem.

Tagi: , , , , , , ,

Kategoria: recenzje