banner ad

Przyzwyczajenie silniejsze niż nienawiść – recenzja filmu „Wszystko zostaje w rodzinie” na podstawie powieści Domenica Starnonego

25 listopada 2021

„Wszystko zostaje w rodzinie”, reż. Daniele Luchetti, scen. Daniele Luchetti, Domenico Starnone, Francesco Piccolo, dystr. Aurora Films
Ocena: 7 / 10

Wśród głośnych premier, które właśnie zalewają kina, łatwo przeoczyć kameralny dramat Daniela Luchettiego. „Wszystko zostaje w rodzinie” to włoska odpowiedź na „Historię małżeńską” Noaha Baumbacha. Warto się nią zainteresować.

Vanda i Aldo to małżeństwo z długoletnim stażem, które wspólnie wychowuje dwójkę dzieci. Sielanka kończy się, gdy mężczyzna nagle przyznaje się do zdrady. Ustatkowane życie zamienia się w chaos, dwójka dorosłych miota się między wzajemnymi wyrzutami, sprzecznymi uczuciami i próbą zapewnienia potomkom w miarę normalnego dzieciństwa. W pewnym momencie akcja przeskakuje o 30 lat do przodu. Jak się okazuje, Vanda i Aldo są razem, ale dawne rany wciąż pozostają niezagojone.

„Wszystko zostaje w rodzinie” to adaptacja powieści “Sznurówki” Domenica Starnonego. Od początku filmu widz śledzi rozpad rodziny, a w to, że była ona kiedyś szczęśliwa, musi uwierzyć na słowo. Na ekranie oglądamy ludzi miotanych sprzecznymi emocjami, rozdartych między miłością i nienawiścią, tkwiących w impasie, z którego nie potrafią znaleźć wyjścia. Vandzie i Aldo trudno jest zapomnieć o wspólnie spędzonych dobrych chwilach, ale w obecnej sytuacji wręcz nie mogą na siebie patrzeć. Prowadzi to do licznych spięć, nagłych wybuchów złości i zachowań, które trudno racjonalnie wytłumaczyć, bo emocje biorą górę nad rozsądkiem.

Historię poznajemy z kilku perspektyw. Pierwsza część filmu rozgrywa się na początku lat 80. w Neapolu i fabułę śledzimy z punktu widzenia zdradzonej kobiety (w tej roli Alba Rohrwacher). To ona cierpi najbardziej – zostawiona przez męża, zajmująca się porzuconymi dziećmi, jest zagubiona w całej sytuacji, nie widzi wyjścia, prze do przodu bardziej z przyzwyczajenia niż rzeczywistej potrzeby. Z kolei on (Luigi Lo Cascio) jest tak zafascynowany młodą kochanką, że zapomina o całej reszcie, włącznie z dziećmi. To w oczywisty sposób czyni z niego postać negatywną, samolubnego człowieka, który poświęca szczęście rodziny na ołtarzu własnych zachcianek. Dopiero po czasie, gdy pierwsze zauroczenie mija, mężczyzna próbuje poznać dzieci na nowo i odbudować relacje sprzed zdrady. Wtedy jest już jednak za późno.

Film nabiera głębszego wymiaru po przeskoku czasowym o 30 lat do przodu. Z tej części historii dowiadujemy się, że Vanda (w dojrzalszej wersji grana przez Laurę Morante) i Aldo (Silvio Orlando) postanowili do siebie wrócić. Nie ma tu jednak happy endu, relacja w związku jest napięta, dawne krzywdy są wciąż pamiętane, a rany pozostają otwarte. W tym wszystkim najciekawsza jest być może perspektywa dorosłych dzieci, które ponoszą konsekwencje błędów popełnianych w przeszłości przez rodziców. Życie w rozbitej rodzinie na obojgu odcisnęło piętno – każde z nich inaczej podchodzi do związków, a problemy, z którymi sami się borykają, są następstwem wspomnień wyniesionych z rodzinnego domu.

„Wszystko zostaje w rodzinie” to dość klasycznie poprowadzony dramat o rozpadzie rodziny, przywiązaniu silniejszym niż nienawiść, a także dalekosiężnych konsekwencjach pewnych wyborów. Dzięki wiarygodnym kreacjom aktorskim (zwłaszcza Laura Morante i Silvio Orlando wcielający się w starszych bohaterów wypadają przejmująco) oraz zróżnicowaniu perspektywy film Daniela Luchettiego ogląda się z pełnym zainteresowaniem. Choć nie udało się uniknąć pewnych potknięć (przeszarżowane melodramatyczne sceny z udziałem Alby Rohrwacher, niekiedy zbyt deklaratywne monologi bohaterów), to finalnie „Wszystko zostaje w rodzinie” okazuje się inteligentnym kinem, głęboko wchodzącym w poruszany temat, które potrafi prawdziwe poruszyć podczas seansu.

Jan Sławiński

Tematy: , , , , , , ,

Kategoria: recenzje