banner ad

Prawie wszystkie twarze Jacka Ketchuma

29 kwietnia 2014

Czas zamykaniaJack Ketchum „Czas zamykania”, wyd. Replika
Ocena: 8 / 10

Jack Ketchum może uchodzić za modelowy przykład ofiary powiedzenia: jak cię widzą, tak cię piszą. Istnieje jednak szansa, że wydany niedawno przez Replikę zbiór opowiadań „Czas zamykania” przynajmniej w jakimś stopniu odmieni ten stan rzeczy.

Ketchum to bezdyskusyjnie jeden z najbardziej bezkompromisowych współczesnych pisarzy. Jeśli myślicie, że to w literaturze Cormaca McCarthy?ego obcujecie z prawdziwie mrocznymi ścieżkami człowieczego serca, to znaczy, że nigdy nie mieliście do czynienia z prozą Ketchuma. Wprawdzie autor „Krwawego południka” jest nieporównanie lepszym stylistą, to jednak najbardziej brutalne oblicza ludzkiej natury odsłania ów tajemniczy jegomość o kruczoczarnych włosach, którego książka jest tematem tejże recenzji. Wie o tym nawet wasz edytor tekstu od Billa Gatesa, automatycznie poprawiając pisownię pseudonimu, pod jakim 67-letni Dallas Mayr publikuje swoje dzieła, na Ketchup. Kanibalizm, gwałty, najokrutniejsze morderstwa, torturowanie i molestowanie seksualne dzieci ? Ketchum jak nikt inny umie za pomocą książek rozdzielać czytelnikom kopniaki prosto w brzuch. Nic więc dziwnego, że wzbudza silne emocje, bywa odsądzany od czci i wiary, a debiutancką „Poza sezonem” sam wydawca zdecydował się wycofać z obiegu w obawie przez skandalem. Skoro więc Ketchum jest aż tak kontrowersyjny, zapytacie, to dlaczego jego nazwisko nie figuruje co roku na szczycie listy najczęściej zakazywanych pisarzy obok tych wszystkich nieboraków, których książki tak właściwie nie mają nic wspólnego z niepokorną literaturą?

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Otóż Ketchumowi przypięta została łatka autora literatury gatunkowej, i to tej „najgorszego” sortu, mianowicie horrorów, co z miejsca dyskredytuje go na salonach literackich. Niemała w tym zasługa wydawców, którzy z lubością ozdabiają okładki jego książek w ociekające posoką, pulpowe koszmarki, jakich nie powstydziłby się Guy N. Smith, co samo przez się znacznie ogranicza odbiór u głównonurtowych czytelników. Ktoś mógłby powiedzieć, że może to i dobrze, wszak nie każdy chce poznawać granice literackiej ekstremy. Z drugiej jednak strony osoby takie tracą możliwość kontaktu z prawdziwie niebanalnym autorem, wychowankiem Roberta Bloocha i byłym agentem literackim Henry?ego Millera, którego twórczość daleko wybiega poza rejony typowo pojmowanego horroru. Dowodzi tego chociażby zbiór opowiadań „Czas zamykania”.

Pierwsze, co rzuca się nam w oczy, to okładka: sznur zwisający z drzewa na tle ponurego, wybudowanego w kamieniu domostwa. W rzeczywistości obraz ten nie ma nic wspólnego z zawartością książki, której akcja rozgrywa się głównie w miejskich sceneriach Nowego Jorku. Wprawdzie nastrojem oprawa graficzna wciąż odwołuje się do grozy, całe szczęście zrezygnowano z dosadności na rzecz tego, co rozgrywa się niejako poza kadrem. I słusznie, bowiem Ketchum prezentuje w „Czasie zamykania” łagodniejsze oblicze, jakby przed przystąpieniem do pisania wziął się za porządki i zebrał ściągaczką (prawie) całą krew z podłogi swej wyobraźni. I tylko w powietrzu wciąż unosi się drażniący nozdrza zapach śmierci i niepokoju.

Ketchum opiera większość swoich pomysłów na elementach realistycznych. Nie uświadczymy tu nieokrzesanych wilkołaków, bladolicych wampirów ani klaunów zamieszkujących kanały pod miasteczkiem, lecz zwyczajnych ludzi, czasem po prostu zagubionych, niektórzy to nieszkodliwi wariaci, inni zaś ? szaleńcy, od których lepiej trzymać się z daleka. To, co najbardziej przerażające w życiu i opowiadaniach Ketchuma, to fakt, że wszyscy poruszamy się codziennie tymi samymi ścieżkami i częstokroć wystarczy przypadek, ażeby nasze losy przecięły się, prowokując lawinę nieodwracalnych zdarzeń. Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że w „Czasie zamykania” pojawiają się również nieliczne duchy, jednak ich celem nie jest straszenie czytelnika, lecz ukazanie pewnych spraw z innej perspektywy. Tak jest chociażby w otwierającym książkę opowiadaniu „Powroty”, w którym zmarły narrator zjawia się w swoim domu, aby pożegnać się z kimś, kogo kochał najbardziej.

„Czas zamykania” daje sporo satysfakcji tym, którzy lubią doszukiwać się literackich tropów w czytanym tekście. „Sekcja druga” o masakrze w jednej z nowojorskich restauracji inspirowana jest powieścią Thorntona Wildera, w „Papie” niebagatelną rolę w fabule odgrywa Ernest Hemingway, natomiast „Za zgodą” to kolejny po „Opowieści z owczej łąki” z antologii „15 blizn” hołd dla Charlesa Bukowskiego. A to jedynie te tropy, o których Ketchum sam wspomina w słowie odautorskim. W tomie nie zabrakło również eksperymentów formalnych i narracyjnych: „W domu z magnetowidem” składa się niemal wyłącznie z komentarzy pary oglądającej na video film Cronenberga, w „Pejzażu nadmorskim” mocno wymieszana została chronologia wydarzeń, zaś „Warczeć, syczeć, pluć, kroczyć” to historia opowiedziana z punktu widzenia kota, za pomocą zdań pozbawionych wszelkich spójników i czasowników.

Sporo tego jak na 19 opowiadań i blisko 300 stron tekstu. Ile by jednak twarzy nie odsłonił przed wami tym zbiorem Jack Ketchum, pamiętajcie, że tej jednej, którą zachował dla najodważniejszych, tu nie znajdziecie. Czeka na was w „Poza sezonem”, „Potomstwie” i „Dziewczynie z sąsiedztwa”. Czeka i szczerzy unurzane w krwi zęby.

Artur Maszota

Tagi: , , , , ,

Kategoria: recenzje