banner ad

Powrót na stare śmieci

29 listopada 2011

Nick Hornby „Juliet, naga”
ocena: 7,5 / 10

Twórca literatury obyczajowej, pozbawiony wyraźnych narzędzi do czarowania odbiorcy jak strach, kryminalna zagadka czy dramatyczne zwroty akcji, musi szukać innych środków, żeby zaskarbić sobie serce czytelnika.

W przypadku Nicka Hornby?ego ? jednego z najpopularniejszych współczesnych pisarzy angielskich ? kluczem do sukcesu okazały się sympatyczne postacie, inteligentny humor wymieszany z ironią, bohater oddający głos obecnemu, niedojrzałemu pokoleniu 30, 40-latków oraz silnie rozbudowane, popkulturowe tło na czele z footballem i muzyką. A więc wyznaczniki stylu wczesnych, kultowych już książek autora, zekranizowanych na dużym ekranie (?Futbolowa gorączka?, ?Wierność w stereo? , a także ?Był sobie chłopiec?).

Dopóki Hornby poruszał się po pewnym gruncie, dopóty było świetnie. Gorzej zrobiło się wtedy, gdy zaczął szukać nowych dróg. Odejście od sprawdzonej formuły i dobrze znanych pisarzowi tematów okazało się ślepym zaułkiem. Kolejnym książkom zabrakło pomysłu, polotu i głębszego smaczku, który osiąga się za pomocą aromatycznych przypraw. Były albo wymuszone i przerysowane jak ?Długa droga w dół? czy ?Jak być dobrym?, albo dobrze skrojone ale przeciętne jak ?Wpadka? i jej główny bohater ? wyluzowany nastolatek jeżdżący na deskorolce (zapożyczonej przez pisarza z internetu, a nie z własnego doświadczenia), którego jedynym psychologicznym problemem pozostawał fakt rychłego, nieplanowanego ojcostwa.

Na szczęście, w ?Juliet, nagiej? Hornby wraca na stare śmieci co równa się powrotowi do formy. Z jednej strony mamy tu parkę wkraczającą w wiek średni, pomiędzy którą stoi muzyka, jak to miało miejsce w ?Wierności w stereo? ? zakochanego w nieistniejącym już zespole rockowym, wiecznego chłopca Duncana i niezadowoloną z jałowego pożycia z nim Annie. Zaś z drugiej strony duet prawie jak z ?Był sobie chłopiec? ? trawiącego czas na nic nie robieniu, przebrzmiałego piosenkarza Tuckera i jego błyskotliwego synka Jacksona. Katalizatorem akcji oraz łącznikiem wszystkich postaci jest odgrzewane dzieło Tuckera, obiekt westchnień Duncana, a zarazem ?bohaterka? pierwszej recenzji Ann ? tytułowa płyta ?Juliet, naga?.

Wszystko pięknie. Tylko czy za tą odgrzewaną muzyką oraz bohaterami nie stoi przypadkiem wtórność? Z daleka i na pierwszy rzut oka ? być może ? tak. Z bliska i w szczegółach, absolutnie nie. ?Juliet, naga? to jedna z powieści, współtworzących rozpoznawalny styl Hornby?ego, a przy tym utwór osobny, ukrywający pod podobną skórką oryginalne wnętrze, które trzeba rozpracować. ?Juliet?? nie jest bowiem taka naga, na jaką wygląda. Posiada wielowymiarową problematykę. I choć to literatura rozrywkowa, a nie traktat moralny, uruchamia niejedną szarą komórkę. W lekki i zabawny sposób podejmuje ważne tematy jak przemijanie, jałowość egzystencji czy samotność. Prześwietla środowisko internetowych forumowiczów, kondycję angielskiego społeczeństwa, pogrążonego w apatii i niechęci do zmian, a także fizjonomię procesu twórczego. Głównym, kładącym piętno na całej powieści zagadnieniem jest jednak demitologizacja. Obalenie pucharu ojcostwa i wielkich idoli a także książkowych słów, które przegrywają w starciu z prawdziwym życiem, wypełnionym ?paszportami, szkolnymi wywiadówkami oraz formularzami ubezpieczeniowymi?. Bo sztuka to jedno, a życie to drugie ? chciałby nam powiedzieć Hornby ? i żeby żyć, czasem trzeba zejść na ziemię, przedkładając miłość jako abstrakcyjny stan ducha na zwyczajne bycie razem. Zaś w dziele ? nie szukać ?prawdy?, tylko ekspresji, aluzji oraz ukrytych znaczeń.

Paradoksalnie, w ?sztuce? Hornby?ego zamiast wielkich słów siedzi właśnie to prawdziwe życie. Zwyczajne, szare, bez burzliwych romansów ani uniesień ? między bohaterami wręcz słabo iskrzy ? a jednak warte zachodu i godne naszej uwagi.

Jak to bywa w życiu, również zakończenie jest mało spektakularne. Ciche, otwarte, choć możemy domyślać się, co Ann zrobi. Hornby nie chce bądź nie umie stawiać wyraźnej kropki nad ?i?, w czym wyręczają go częstokroć twórcy filmowi. Wystarczy porównać zakończenie ?Był sobie chłopiec? z jego wersją kinową, ewidentnie hollywoodzką, ale bardziej zapadającą w pamięć. W ?Juliet, nagiej? happy end ukryty jest w cudzysłowie, w coverze kawałka Dona Williama z nowej płyty Tuckera, o którym ? tęskniący za eksdziewczyną Duncan ? wolałby jednak nie wiedzieć.

Emilia Dulczewska ? Maszota

Gdzie kupić:
Kup książkę w księgarni Selkar

Tagi: , , , , ,

Kategoria: recenzje