banner ad

Pomnik amerykańskiej grozy

22 listopada 2011

Różni autorzy „Jest Legendą. Antologia w hołdzie Richardowi Mathesonowi”
Ocena: 7 / 10

Jeżeli książka może być pomnikiem, to ten zbudowano z naprawdę solidnego kruszcu.

Literacki tribute to stosunkowo nowa tradycja. Oparta ona jest na patencie od lat znanym z muzycznego podwórka: oddać hołd mistrzowi, którego twórczość ceni się i szanuje. Muzycy robią to na ogół nagrywając własne wersje jego utworów, literaci ? tworząc różnorakie wariacje wokół oryginalnych tekstów.

Richard Matheson, bohater wydanej przez Sine Qua Non antologii, to klasyk współczesnej literatury niesamowitej. W naszym kraju może on faktycznie uchodzić za pełnoprawną legendę. Bo przez wiele lat krążyły wokół jego osoby tylko legendy, a smakiem powieści cieszyli się jedynie co lepiej obeznani z językiem angielskim.

Niejakie ożywienie w temacie pojawiło się wraz z remake?m filmu ?Jestem legendą? z Willem Smithem w roli głównej. Wydano powieść oraz jej komiksową adaptację. I kiedy wreszcie można było liczyć, że na tym się nie skończy to? właśnie na tym się skończyło.

Casus Mathesona przypomina sytuację, jaka do niedawna miała miejsce (połowicznie nadal ma) z Ray?em Bradburym. Obaj stanowią żywą legendę amerykańskiej popkultury, ale ich publikacje dostępne w Polsce da się policzyć na palcach jednej ręki. O dziwo, bardzo popularni i licznie reprezentowani są u nas pisarze, którzy wręcz bezpośrednio odwołują się do ich twórczości ? z Bradbury?ego pełnymi garściami czerpie Neil Gaiman a z Mathesona ? Stephen King.

Inicjatywa wydania książki typu ?tribute to Richard Matcheson? wydała się więc zgoła niecodzienna. Zamiast obdarować nas którymś z tekstów pisarza, otrzymujemy zbiór opowiadań, inspirowanych jego twórczością. Inspirowanych powieściami czy opowiadaniami, o których wiemy częstokroć tylko tyle, ile napisano w krótkich notkach wprowadzających. Gdyby pominąć ów drobny mankament, to powinniśmy być zadowoleni, gdyż otrzymujemy porządny zestaw opowiadań spod znaku amerykańskiej prowincji.

Motocyklowy gang w krwawym pojedynku na wyludnionej drodze z osiemnastokołową cysterną. Tajemniczy mężczyzna przeprowadzający się z jednego przedmieścia na drugie, aby niszczyć życie swoich nowo poznanych sąsiadów. Zabita dechami mieścina, w której przejezdni goście mogą trafić na talerz lokalnego włodarstwa. Czy wreszcie: mordercza laleczka próbująca zabić swojego właściciela.

Pisarze, którzy zgodzili się wziąć udział w projekcie, obracali tematami wyjściowymi na wszelkie możliwe sposoby. Jedni potraktowali oryginał jako przyczynek do opowiedzenia własnych historii, inni podeszli do sprawy mniej twórczo i skupili się na dopisaniu ciągu dalszego albo wydarzeń poprzedzających klasyczną opowieść. Której by jednak z metod nie obrali, zazwyczaj wychodziło im to bardzo dobrze.

Na pewno warto zwrócić uwagę na wytłuszczonego na okładce największą czcionką Stephena Kinga, który do spółki z synem, Joe Hillem, stworzył własną wariację wokół znanego u nas z ekranizacji Spielberga opowiadania ?Pojedynek na szosie?. Trudno dokładnie ocenić jak panowie podzielili się rolami, ale niemały wpływ na tekst miał zapewne występ Kinga w serialu ?Synowie Anarchii?. Biorąc zaś pod uwagę, że na pierwszy plan w ?Gazie do dechy? wysuwa się konflikt między ojcem i synem o przywództwo w gangu motocyklowym, można pokusić się o stwierdzenie, że swój wpływ miała tu również sytuacja samego Joe Hilla, ?konkurującego? z własnym ojcem na literackim poletku.

F. Paul Wilson, kojarzony w Polsce z wydanej we wczesnych latach 90. dość przyzwoitej powieści ?Twierdza?, zwyczajnie kontynuuje w ?Wezwanym? wydarzenia opisane wcześniej przez Mathesona. Robi to na tyle zmyślnie, stawiając przed dziwnym prześladowcą amerykańskich przedmieść godnego siebie przeciwnika, że tekst nie tylko nabiera rumieńców, ale wręcz iskrzy od balansowania na pograniczu ironii i prawdziwego suspensu.

Jednak nie o popularne nazwiska tutaj chodzi. Również twórcy drugoligowi, zajmujący się na co dzień fantastyką lub grozą klasy B stanęli w „Jest legendą” na wysokości zadania. Bo ta antologia to tryumf pomysłu nad wysublimowanym warsztatem. Tryumf, który do kanonu współczesnej literatury wprowadził nazwiska kojarzone wcześniej z literaturą groszową.

Oczywiście zdarzają się tu również słabsze momenty. Tragiczny wstępniak Ramsey?a Campbella przypomina wypracowanie licealisty z aspiracjami na podwórkowego krytyka. Bełkotliwy i pozbawiony wyrazu ?Venturi? nadawałby się chyba do niszowego periodyku, dzierganego na ksero przez najzagorzalszych zwolenników Mathesona. A monotonny narracyjnie ?Podniebny dżokej? Whitley?a Striebera to typowy upychacz antologii, który ani ziębi ani grzeje. Te pojedyncze wpadki nie przysłaniają jednak pozytywnego odbioru całości. Można je śmiało wybaczyć. W końcu Campbell jest na co dzień niezłym pisarzem horrorów, autor ?Venturi? to syn samego Mathesona, a Whitley Strieber? no cóż, Whitley Strieber jeździ po świecie i rozpowiada, że porwało go UFO.

„Jest Legendą” to nie tylko hołd złożony wyjątkowemu pisarzowi, to również hołd złożony amerykańskiej popkulturze. Znajdujemy tu sztandarowe motywy literatury i kina grozy, bo Matheson zaliczał się do pionierów tworzących ów gatunek. Pod tym literackim pomnikiem nie powinno się kłaść kwiatów ani zapalać świeczek, a to dlatego, że Matheson – mimo zaawansowanego wieku – wciąż ma się dobrze. Za to przeczytać należałoby bez zastanowienia. Choćby po to, żeby poczuć atmosferę epoki, kiedy grozy nie budowało się na szokowaniu brutalnością, ale na pomyśle, który pozostawał w głowie na długo. A czasami inspirował do tworzenia własnych opowieści.

Artur Maszota

Gdzie kupić:
Kup książkę w księgarni Selkar
Kup książkę w księgarni Lideria
Kup ksiązkę w księgarni wydawnictwa

Tagi: , , , , , , , ,

Kategoria: recenzje