banner ad

Polsylwańska wampiriada

21 maja 2012

Tadeusz Baranowski „Bezdomne wampiry”, Wyd. Kultura Gniewu
Ocena: 7,5 / 10

Klasyczny komiczny duet – jeden duży, drugi mały; jeden anemik, drugi grubas. Jak Kudłaczek i Bąbelek, tyle że bardziej martwi. Czy może raczej nieumarli… „Bezdomne wampiry” to zbiór komiksowych historii o Szlurpie i Burpie, najsłynniejszych wampirach w Polsylwanii.

Może nie dorównały popularnością wspomnianemu duetowi K&B, profesorkowi Nerwosolkowi, Orient-Manowi ani nawet Eskimosowi ze zziębniętym kaloryferem, niemniej nieszczęsne wampiry także mogą poszczycić się ciekawym epizodem w twórczości Tadeusza Baranowskiego. Chorobliwie nieporadne, zawsze napotykały jakieś przeszkody na własnej drodze ku – nomen omen – nieśmiertelności. Ich perypetie dowodziły zaś niezmiennie, że tzw. zdrowa tkanka ludzkiej masy okazuje się zazwyczaj o wiele bardziej przerażająca od żądnych posoki upiorów.

W niniejszym tomie pozbierano wampirze opowiastki powstałe na przestrzeni niemal ćwierćwiecza. Cztery pochodzą z roku 1985 – dwie z nich powstały podczas pobytu autora w Belgii, a opublikował je tamtejszy magazyn „Tintin”, dwie kolejne doczekały się publikacji w Polsce na łamach zethapowskiego „Na Przełaj”. Szlurp i Burp spotykają w nich zombie, wysłanników obcej cywilizacji, a nawet Thorgala wraz z małżonką (Baranowski w Belgii miał początkowo kolorować komiks Rosińskiego). Wszystko podane z typowym dla autora purenonsensowym mrugnięciem oka i zamiłowaniem do gier słownych, na których belgijscy tłumacze łamali sobie długopisy.

Nowsze historyjki to już rok 2009. W Polsylwanii panuje demokracja i kapitalizm, które – jak przekonuje Baranowski – powinny być czasem prosperity dla wampirów. Dla tych wielkich na pewno, lecz nasi prowincjonalni krwiopijcy nie potrafią jednak przyswoić sobie reguł nowej gry, przez co i teraz ponoszą klęskę za klęską. Niestety brakuje tu już trochę tych absurdalnych żartów, a i rysunkowo dużo lepiej wypadają prace starsze. Komiksy z lat 80. cechuje większa dynamika, zgaszone kolory (wszystkie te przegniłe zielenio-błękity) oraz charakterystyczne dla Baranowskiego linie i zawijasy (zwracam uwagę na kadry przedstawiające śnieżną zawieruchę – fantastyczne!). Nowe ilustracje są już znacznie bardziej żywe, a to… jakoś tak wampirom nie pasuje.

Swoistym dodatkiem do nieco skromnego „programu podstawowego” jest galeria portretów Szlurpa i Burpa, wykonanych przez dziesięciu polskich komiksiarzy. Tu wyróżnia się zwłaszcza praca Jakuba Rebelki, który safandułowatych krewniaków Drakuli zaprezentował w wersji gore.

Dla zwolenników naszego profesora komiksowej satyry jest to pozycja absolutnie niezbędna, chociaż lekturę zapewnia na jakieś pół godziny, pozostawiając pewien niedosyt. Tak czy owak, zabawnie byłoby znaleźć ten album w Empiku, postawiony gdzieś pomiędzy całą tą wampiriadą, jaka króluje w literaturze dla młodzieży. Bo o ile Sz&B są zabawni, to już połyskujące w słońcu wampiry z amerykańskiego hajskula są co najwyżej śmieszne.

Sebastian Rerak

Gdzie kupić:
Kup komiks w księgarni Selkar
Kup komiks w księgarni Lideria

Tagi: , , , , ,

Kategoria: recenzje