banner ad

Piękny żywot cwaniaka poczciwego

29 lipca 2018

Stanisław Grzesiuk „Boso, ale w ostrogach”, wyd. Prószyński i S-ka
Ocena: 9,5 / 10

Czym żyła przedwojenna Warszawa? Jak wyglądała codzienna egzystencja mieszkańców stolicy? Wreszcie… jak owa warszawskość się przejawiała? Na tak postawione pytania ze swadą odpowiada nam Stanisław Grzesiuk na kartach autobiograficznej książki „Boso, ale w ostrogach”.

Już pierwsze słowa książki zdradzają nam, jaka to będzie historia. Barwna, okraszona humorem, odnosząca się do małych trosk, wielkich marzeń, zwyczajności. Codziennego życia, które poznajemy z perspektywy młodego warszawskiego cwaniaka, jak sam o sobie mówi Grzesiuk. Sposób narracji jest warunkowany przez charakter autora, jego wrażliwość i doświadczenia. A o czym ów autor opowiada? O podwórkowych zabawach z lat szczenięcych, pierwszych podrywach, szkolnych doświadczeniach, przyuczeniu do zawodu elektromechanika, no i cwaniakowaniu właśnie.

Balansowanie na granicy prawa nie powinno dziwić, wszak w książce najlepiej poznajemy Czerniaków, jedną z najbiedniejszych dzielnic stolicy. Piękną, fascynującą, ale i zwyczajnie trudną, gdzie trzeba było wykazać się ulicznym sprytem. Grzesiuk w swoich wspomnieniach udowadnia, jaką wartością dla niego, jak i wielu innych mieszkańców był swoisty kodeks honorowy. Komu zaufać? Jak zdefiniować lojalność? Czy warto odpłacać pięknym za nadobne? Chłopaki z warszawskich podwórek potrafili walczyć do upadłego, bronić siebie, dobrego imienia. Rozkoszować się codziennością, ale też patrzeć w przyszłość. Choć ta, jak wiadomo, okazała się wyjątkowo trudna.

Tytuły kolejnych rozdziałów wprost zdradzają, jakimi tematami dzielić się będzie z nami nieśmiertelny bard stolicy. „Czerniaków 1933”, „Szkoła zawodowa”, „Pogrzeb ojca”, „Przysposobienie wojskowe”, „Gliny”, „Zabawa”, „Podróże kształcą”… Grzesiuk opisuje różne sfery życia, dbając o bardzo emocjonalny przekaz całości. Wartością literatury autobiograficznej jest autentyczność, szczerość, świadomość tego, że obcujemy z czymś prawdziwym, choć, rzecz jasna, przefiltrowanym przez wrażliwość autora. Podkreślam to nie bez powodu. „Boso, ale w ostrogach” jest bowiem świadectwem przygotowanym z olbrzymią pieczołowitością również od strony edytorskiej. Czytelnicy po raz pierwszy otrzymali wydanie bez skreśleń i cenzury, która w wielu miejscach mogła zaburzyć odbiór całości. Co więcej, omawiane wydanie zawiera również fragmenty najważniejszych recenzji sprzed lat, dzięki czemu mamy okazję przekonać się, w jaki sposób słowa Grzesiuka oddziaływały w tamtych czasach.

Proza Grzesiuka pozostaje prawdziwie magiczna. To obrazy wyrwane z codzienności, zabarwione inteligentnym humorem, jakąś swojskością, prawdziwością, ale też niesłychaną melodyjnością języka. „Boso, ale w ostrogach” pozwala lepiej zrozumieć Warszawę, jej specyfikę, charakter. Cóż rzec, dzieło, z którym tak naprawdę każdy powinien się zapoznać.

Marcin Waincetel

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: recenzje