banner ad

Okruchy pamięci

6 listopada 2011

Luis Sepúlveda „Lampa Aladyna i inne opowiadania na przekór niepamięci”
Ocena 10 / 10

Ludzie, wydarzenia i miejsca, które odeszły w przeszłość zapełniają strony opowiadań Luisa Sepúlvedy, które ukazały się nakładem Noir sur Blanc.

Pamięć, choć zawodna i kapryśna, to fundament całej cywilizacji homo sapiens. Gdyby nie możliwości ludzkiego mózgu, które pozwalają na zapamiętywanie oszałamiającej liczby wydarzeń z przeszłości, człowiek prawdopodobnie nigdy nie doszedłby do punktu, w którym się obecnie znajduje. Bo pamięć to wiedza i doświadczenie zmagazynowane w tym pofałdowanym organie, przekazywane najczęściej za pomocą słów. Z tego też powodu jest materią tak lubianą przez pisarzy. Można śmiało stwierdzić, że wielu literatów wręcz cierpi na obsesję zapamiętywania przeszłości ? zdarzeń oraz ludzi, o których inni wydają się zapominać.

Nie inaczej jest w ?Lampie Aladyna?. Wszystkie jedenaście opowiadań (choć ich akcja dzieje się w różnym czasie) mają wspólnego bohatera ? jest nim pamięć samego pisarza.

Czy to historia weterana, który w chacie zbudowanej w Patagonii przez Butcha Cassidiego i Sundance Kida znajduje na swoje nieszczęście ukryty skarb, czy opowieść o dziecięcej miłości między córką burżujów i synem ?czerwonych? z rock?n?rollem w tle, czy fatalna randka w ciemno karła ? wszystkie zdają się mieć jeden cel: zachować wydarzenia, które już minęły i odeszły, uchronić je przed ciemnościami niepamięci.

?Wiem, że z każdym upływającym dniem dżungla opanowuje Hotel Z.? To krótkie zdanie z opowiadania „Hotel Z” można by przyjąć za motto całej książki. Bo z pamięcią jest jak z Hotelem Z. Wypełniają ją pokoje zajmowane przez ludzi. Każdy z nich ma swoją historię, którą często dane nam jest poznać tylko fragmentarycznie, a i tak nie mamy pewności, co jest prawdą, co fałszem, a co zostało ubarwione przez opowiadającego. I podobnie jak pożerany przez dżunglę hotel, tak nasza pamięć z dnia na dzień zarasta dżunglą zapomnienia.

Sepúlveda kojarzy się nieco ze słynnym wariatem walczącym z wiatrakami. Z jednej strony chce ocalić przeszłość, a wraz z nią wspomnienia o ludziach mniej lub bardziej zwykłych, z drugiej ma świadomość, że jest skazany na porażkę: zachowanie w pamięci wszystkiego, co minęło jest niemożliwe, bo jest ona fragmentaryczna, niepełna, zafałszowana.

Mimo tych przeszkód pisarzowi udaje się dzieło niezwykłe. W krótkim tomie zapełnionym miniaturkami liczącymi po kilka stron nie tylko oddaje specyfikę ludzkiej pamięci, ale utrwala opowieści o ludziach, których dziś nie ma już szansy osobiście spotkać i porozmawiać, chyba że pod postacią duchów.

Czy ludzie ci zasługują na zachowanie w pamięci? Sepúlveda tego nie roztrząsa, jakby to nie miało dla niego znaczenia albo jakby stwierdzał, że każdy zasługuje na zapamiętanie. Karty tomu wypełniają barwne postacie o niemal fantastycznych życiorysach (jak choćby jeden Brytyjczyk, rozczarowany rozmiarem amazońskich kajmanów, który postanowił skrzyżować je z egipskim krokodylem); niezwykłe miejsca, gdzie zaciera się granica miedzy rzeczywistością a urojeniem (choćby pewien hotel w Egipcie) czy w końcu przedmioty, mające na życie bohaterów większy wpływ, niż można by z początku przypuszczać.

Tom chilijskiego pisarza wydaje się być stworzony dla współczesnego czytelnika, wiecznie rozkojarzonego, szybko nudzącego się, jeśli akcja nie toczy się wartko, a trup nie ściele gęsto. Krótka forma sprawia, że zanim taki współczesny literacki barbarzyńca odłoży książkę, nie poznając finału historii, opowiadanie się kończy. Możemy przejść do następnego lub sięgnąć po tom później ? wciąż jednak będziemy odczuwać satysfakcję z dotarcia do końca pewnej całości.

Ale ta nowoczesność, wynikająca zapewne ze specyfiki samego opowiadania jako formy, idzie ręka w rękę z tradycją ?wielkiej epickiej prozy?. Każdy z tekstów to mała perełka, oprawiona kunsztownie słowami. Sepúlveda pisze tak, jak dziś rzadko się już pisze. Jego język jest bogaty, zdania misternie konstruowane, a zasobem słownictwa mógłby zawstydzić wielu współczesnych prozaików. Jednocześnie za sprawą niezwykłego talentu do snucia gawędy, unika pułapki zanudzenia czytelnika na śmierć dziesiątkami detali czy dygresjami. Jak na ten typ pisarstwa, czyta się go z prawdziwą przyjemnością i łatwością.

?Lampa Aladyna? zbiera okruchy pamięci, a następnie ze starannością i czułością zachowuje je, już nawet nie dla potomnych, ale dla czytelnika oraz jego przyjemności z lektury.

Krzysztof Stelmarczyk

Gdzie kupić:
Kup książkę w księgarni Selkar
Kup książkę w księgarni Lideria

Tagi: , , , , ,

Kategoria: recenzje