banner ad

Niezwykłe, ale… chaotyczne przedstawienie

20 grudnia 2015

wolverine-x-men-cyrk-1Jason Aaron, Nick Bradshaw, Steve Sanders „Wolverine i X-Men tom 1: Cyrk przybył do miasta”, tłum. Bartosz Czartoryski, wyd. Egmont
Ocena: 5,5 / 10

Dziwni, niebezpieczni, obcy. Najważniejsi mutanci z komiksowej serii Marvela zostali umieszczeni w świątyni osobliwości i sztuczek, a to za sprawą „Wolverine i X-Men: Cyrk przybył do miasta”. Co z tym wszystkim ma wspólnego dr Frankenstein? Czy pomiędzy bitwami jest czas na miłość? A przede wszystkim ? czy warto uczestniczyć w tym nietypowym spektaklu?

Pomysł na zaaranżowanie cyrkowej przestrzeni dla superbohaterów, którzy codziennie poddawani są społecznemu ostracyzmowi należy uznać za jak najbardziej udany. Specyficzne miejsce okazuje się być niewolą dla protagonistów, a także… źródłem dosyć sztampowych rozwiązań opracowanych przez scenarzystę. Pomimo to historia potrafi wzbudzić określone emocje ? troskę wobec więźniów czy ekscytację w scenach walk. Niestety, siła przekazu z czasem ulega wyczuwalnemu osłabieniu.

Wszystko przez chaos spowodowany określoną strategią wydawniczą. Zbiorczy album jest u nas publikowany od tomu piątego, dlatego oprócz rozpoznawalnych mutantów znanych z filmowych adaptacji (Wolverine, Storm, Kitty Pride, Angel), w całości pojawiają się także zupełnie nowe postacie. Czasem są to zupełnie marginalne epizody, jak w przypadku wojowniczej Warbird, innym razem nowelki wplecione w strukturę opowieści, chociażby wtedy, gdy Shark-Girl, zmiennokształtna uczennica, stara się dopiero zrozumieć własną naturę. Mnogość postaci i dezorientujący wir akcji.

wolverine-x-men-cyrk-rys1

Obcowania z komiksem nie ułatwiają również wątki zarysowane na drugim planie. Intryga związana z Hellfire Club, nieformalną grupą antagonistów, czy choroba Broo, młodego kosmity ocalonego przez X-Men. Wprowadzenie na pierwszych stronicach komiksu nie jest zbyt pomocne dla nowych fanów. Chociaż to właśnie początkowe plansze wzbudzać mogą najprzyjemniejsze, humorystyczne odczucia ? zaakcentowano tutaj Deadpoola oraz Blade?a, niekonwencjonalnych kandydatów na nauczycieli w szkole mutantów.

Stosunkowo czytelnie opracowano natomiast zasadniczą część skryptu. Jason Aaron sprawił, że cyrkowa manipulacja łączy się z czarnoksięstwem, a wyjątkowo donośnym echem wybrzmiewa zemsta, jaką ostatniemu potomkowi rodu Frankensteinów chce wymierzyć sławetne monstrum. Wszystko skonstruowane jest na dobrze znanych, ogranych motywach. Ot, kolejna walka superbohaterów z siłami zła. W końcowych aktach komiksu wyeksponowano obyczajowe rozterki bohaterów, co buduje ich wiarygodność, jednak ponownie wprowadza poczucie chaosu.

wolverine-x-men-cyrk-rys2

Czego bowiem zabrakło? Klarownego kontekstu. Emocjonalne dialogi, w których uwidacznia się miłosny trójkąt pomiędzy Wolverinem, Storm i Black Panther, tudzież intymność na linii Kitty Pride – Iceman, jest interesującym rozwinięciem pomysłów, jednak tylko dla osób zaznajomionych z serią. Tak wygląda przecież swoiste prawo telenoweli.

Zdecydowanie wszystkim można zarekomendować jednak szatę graficzną albumu. To znakomity przykład tego, jak z gruntu przeciętna historia zyskuje na wartości poprzez kunsztowność obrazów. Nick Bradshaw, Steve Sanders, David Lopez ? trio utalentowanych twórców dookreśliło charaktery i wyrazistość scen. Docenić trzeba zwłaszcza pierwszego z wymienionych. Bardzo dynamiczna kreska w pojedynkach, finezyjne portrety, a przy tym zauważalna drobiazgowość w odwzorowaniu muskulatury herosów. Seksownych i niebezpiecznych zarazem.

Opowieść, którą poznajemy od środka. Nieobcy bohaterowie, ale nie zawsze jasne motywacje. „Wolverine i X-Men: Cyrk przybył do miasta” satysfakcję wzbudzić może przede wszystkim u osób zaznajomionych z uniwersum mutantów. Dla innych rozrywkowa formuła będzie nie tyle rozczarowująca, co trudniejsza niż powinna.

Marcin Waincetel

Tagi: , , , , , , , , , ,

Kategoria: recenzje