banner ad

Nieprzyjemne delirium

23 marca 2013

William S. Burroughs „Nagi lunch”, Wyd. Vis-?-vis/Etiuda
Ocena: 5 / 10

Wydaje się, że bogaty dorobek literacki beatników powraca ostatnio do łask. Pojawiają się kolejne adaptacje filmowe, publikowane są biografie oraz listy, a co najważniejsze, wznawiane są również książki. Nie pozostaje nic tylko przyklasnąć tej modzie – kolejne pokolenia będą mogły przeczytać o jednym z najbarwniejszych ruchów XX wieku. Przy okazji możemy zweryfikować, które z kanonicznych tytułów przetrwały próbę czasu, a które mają tylko wartość historyczną.

Wzmożone zainteresowanie książkami beatników jest szczególnie istotne dla polskiego czytelnika. Wiele ważnych pozycji nie zostało u nas nigdy wydanych, a te które zostały, ukazały się wiele lat temu w niskich nakładach. Tak było i z „Nagim lunchem” Williama S. Burroughsa, czego dowodem mogą być zawrotne ceny, jakie na aukcjach internetowych osiągały egzemplarze sprzed lat, dlatego też wydawnictwo Vis-?-vis/Etiuda wznowiło dzieło pod koniec zeszłego roku.

„Nagi lunch” jest zapisem narkotycznych wizji i psychodelicznego strumienia świadomości Williama Lee, czyli alter ego pisarza. Akcja i czas powieści nie tworzą integralnej całości, a każdy rozdział to nagła, często niczym nieuzasadniona zmiana sytuacji i miejsca. Handel narkotykami, szczegółowo opisane orgie z mocno zaznaczonym wątkiem homoseksualnym, dokładne opisy wszelkich używek ? u Burroughsa wszystko to odbywa się jednocześnie wszędzie i nigdzie: w szpitalu gdzieś w Meksyku czy w fikcyjnym świecie Interzone.

Nic w tym dziwnego, gdyż autor w momencie pisania książki przebywał w marokańskim Tangerze i był uzależniony od heroiny. Ta porwana konstrukcja została stworzona za pomocą techniki cut-up, w której napisany tekst tnie się na akapity, a następnie w dość przypadkowy sposób ponownie łączy się je ze sobą. W założeniach, technika ta ma wydobyć z gotowej treści ukryty potencjał i przywodzi ona na myśl dadaistów czy surrealistyczne malarstwo. Biorąc pod uwagę, że Burroughs jest jednym z czołowych przedstawicieli beat generation, można by zaryzykować stwierdzenie, że to coś na kształt literackiego free jazzu.

W momencie wydania powieść zyskała natychmiastowy rozgłos, dzięki odważnej formie i wyjątkowo, jak na swoje czasy, niemoralnej treści. Skandal był tak wielki, że w 1965 roku w Bostonie rozpoczął się proces o obsceniczność. Mimo, że tekstu bronili poważni artyści i cenione akademickie autorytety, to dopiero odwołanie do Sądu Najwyższego stanu Massachusetts ostatecznie odsunęło groźbę zablokowania publikacji książki.

Dzisiaj zawartość „Nagiego lunchu” raczej nie robi już na nikim wrażenia. Sceny, które kilkadziesiąt lat temu szokowały, obecnie nie stanowią przekroczenia obowiązujących granic estetyczno-moralnych, których położenie trudno zresztą dziś ustalić. Książka jest bardzo nierówna. Fragmenty traktujące o samych używkach i totalitarnym społeczeństwie fikcyjnej Annexii są spójne, napisane z lekkością i potrafią wciągnąć. Z drugiej strony, niektóre z surrealistycznych wizji są albo zbyt abstrakcyjne, albo najzwyczajniej nudne.

„Nagi lunch” z dzisiejszego punktu widzenia jest bardziej ciekawostką dla miłośników Beat Generation niż pozycją, którą czyta się z przyjemnością. Burroughs nie miał niestety tak lekkiego pióra jak Kerouac, a odjechane narkotyczne wizje z pewnością potrzebują lepszego języka, aby stać się bardziej zrozumiałe i po prostu przyjaźniejsze dla czytelnika. Z pewnością na pochwałę zasługuje staranne wydanie ? wznowienie poszerzono o materiały, które same w sobie są bardzo ciekawe, m.in. wstęp J. G. Ballarda, usunięte fragmenty powieści oraz komentarze i listy samego autora. Tak czy inaczej, owe delirium jest atrakcyjne raczej dla zagorzałych miłośników bitników.

Krzysztof Kowalczyk

Gdzie kupić:
Kup książkę w księgarni Selkar
Kup książkę w księgarni Lideria

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: recenzje