banner ad

Nie tylko alaskański noir – recenzja książki „Związek żydowskich policjantów” Michaela Chabona

16 maja 2018

Michael Chabon „Związek żydowskich policjantów”, tłum. Barbara Kopeć-Umiastowska, wyd. W.A.B.
Ocena: 8 / 10

Landsman, jak każdy porządny śledczy w kryminałach noir, znał trzy stany: pracę, śmierć i picie, najlepiej na umór. Miał zmarnowane życie osobiste i małżeństwo pogrzebane pod solidnym zwałowiskiem pełnym urazów, pretensji i traum. Żydem również był trochę wybrakowanym: golił się z rzadka, nie drżał przed Bogiem, a bardziej niż w Prawo, w prawo wierzył. Wiara ta została wystawiona na próbę, gdy jeden z gości hotelowych zmienił swój stan na zdecydowanie zbyt stabilny, do czego wydatnie przyczyniła się przestrzelina w potylicy. Wszystko wskazywało na to, że gość ten nie był jedynie heroinistą, który się komuś naraził, pozostawiwszy po sobie niedokończoną partię szachów i dojmujący smutek u wszystkich tych, którzy się o jego śmierci dowiadywali. Zwłaszcza że człowiek o takich personaliach, jakie miał denat, formalnie nie żył od kilkudziesięciu lat.

Otwarcie „Związku żydowskich policjantów” Michaela Chabona nie zaskakuje, sugerując n-ty kryminał o zmęczonym życiem komisarzu pogrążonym w alkoholizmie i/lub depresji. Nic bardziej mylnego. Ów Chabon, będąc w wieku, w którym chłopcy marzą głównie o byciu strażakiem lub rycerzem, postanowił zostać pisarzem i tego słowa dotrzymał. Zaczął od opowiadania, w którym Sherlock Holmes spotyka kapitana Nemo, i tak mu się to zajęcie spodobało, że pisze do dziś. „Związek żydowskich policjantów”, wznowiony nakładem oficyny W.A.B., jest pokłosiem pięciu lat pracy. Pracy, która uhonorowana została prestiżowymi nagrodami Hugo, Nebula i Locus oraz nominacjami do nagród Sidewise, nagrody im. Edgara Allana Poe oraz nagrody BSFA. Już choćby patrząc na pierwsze spośród tych wyróżnień widać, że książka ta nie może być jedynie kolejnym kryminałem noir.

Akcja rozgrywa się w okręgu Sitka, ulokowanym na pasie skalistego lądu na Alasce i zamieszkiwanym przez 3 200 000 mieszkańców, choć liczba ta dość dramatycznie się kurczy. Z żadnego miejsca na świecie Ziemia Święta nie wydaje się bardziej odległa i nieosiągalna. Ale to właśnie tam zostali zesłani Żydzi z pierwszej, powojennej fali. Dwa miliony Żydów marzących o preriach upstrzonych bizonami i Indianami – ewentualnie o górach lodowych, morsach i Eskimosach – ujrzało zalany deszczem brzeg górski. I 50 000 autochtonów: Tlingitów, uprawiających te resztki pól, które dało się tam uprawiać. Żydom pozostało zatem osiedlanie ciasnych miast. Druga fala przybyła do Sitki po przegranej kampanii w 1948 roku, kiedy marzenia o Palestynie zostały definitywnie pogrzebane. Przetrwawszy dwie zagłady, doskonale zdawali sobie sprawę, że trzecia jest tylko kwestią czasu. Zanim się na dobre nie rozpakowali, już zaczęli czekać na dzień, w którym zostaną osaczeni. Ten dzień zresztą miał już niebawem nadejść – Sitka została im wydzierżawiona na 60 lat. Co gorsza, owe 60 lat upłynie niebawem po tym, jak w zapyziałym, hotelowym pokoju niejaki Emanuel Lasker zginął od precyzyjnego strzału w głowę. Wówczas prawdopodobnie nikt już nie będzie się przejmował trupem; Landsman jednak, jak wspomniano, był na tyle naiwny, że wierzył w prawo i nie lubił niedokończonych spraw. Nawet jeśli na horyzoncie majaczyło Przejęcie – czas, gdy na Alasce pozostanie symboliczna garstka Żydów. Pozostanie, by włodarze mogli być dumni ze swojej wspaniałomyślności, a Żydzi mieli reprezentację tych, którzy mogliby opłakiwać kolejne zmarnowane pokolenie.

Michael Chabon

„Związek żydowskich policjantów” to zatem hybryda historii alternatywnej i kryminału noir. Przedstawiony świat jest wybornie przez autora oddany, zaś dodatkowym walorem jest pobrzmiewająca tu i ówdzie nuta melancholii, goryczy i cięty, pełen ironii język. Język, który czasem bywa, niestety, przeszarżowany, już nawet nie tyle balansując na granicy grafomanii, co z hukiem ją przekraczając. Niemniej, nawet jeśli momentami natrafimy na coś w stylu: „złodziejski wiatr dmie znad stałego lądu, plądrując sitkański skarbiec mgły i deszczu, zostawiając jedynie poszarpane opary i lśniącą monetę na sklepieniu połyskliwego błękitu”, to chwilę później autor i tak nam te niedogodności wynagradza. Wybornie opisuje on bowiem pustoszejącą, pogrążoną w chaosie enklawę, z której większość mieszkańców zdążyła już wyjechać – albo do tych nielicznych miejsc, gdzie Żydzi są jeszcze mile widziani, albo tam, gdzie ludziom znudziło się słuchanie o pogromach i mają zamiar urządzić własny. Enklawę, w której niebawem znów pozostaną tylko tubylczy Indianie, przez ostatnie sześć dekad istniejący w zasadzie chyba tylko po to, by i Żydzi mogli się poczuć ksenofobami i rasistami. Bohaterowie Chabona są pełnokrwiści i mocno zarysowani – rewelacyjnie wprost oddano mafię Wierzbowców, pobożnych gangsterów o sercach czarnych jak chasydzkie kapelusze. Wspaniale ukazana została również postać poszatkowanego przez życie Landsmana. Z karkiem przetrąconym przez dawne ojcowskie oczekiwania, nadzieje i związane z nimi poczucie winy – przed samotnością ucieka w pracę, alkohol i jedzenie. To bardzo wyrazista postać, która spokojnie znalazłaby swoje miejsce wśród tych wszystkich socjopatów zaludniających karty kryminałów. Powtórzę jednak po raz wtóry: „Związek żydowskich kryminałów” nie jest li tylko kryminałem.

To opowieść o małżeństwach, które są jak kojot z popularnej kreskówki – trwają, przebierając nogami nad przepaścią, dopóki nie spojrzą w dół i nie zorientują się, że pod nimi jest tylko nicość. Bo czasem po prostu lepiej nie wiedzieć, by trwać. „Związek żydowskich policjantów” to również opowieść o ludziach z nazbyt ciężką przeszłością i nazbyt efemeryczną przyszłością, wciąż czekających na nadejście Mesjasza i oddalających od siebie myśl, że może każdy Żyd ma swojego Mesjasza, który już nigdy nie przyjdzie. Ludziach głupich tą wiarą wspomnianego kojota, która pozwala mu latać tak długo, jak długo wmawia sobie, że latać potrafi. I wreszcie, jest to znakomita opowieść o tych, którzy bardzo chcą wierzyć w to, że Ziemię Obiecaną można znaleźć nie na mapie, ale przede wszystkim w drugim człowieku.

Mirosław Szyłak-Szydłowski

Tagi: , , , , , , ,

Kategoria: recenzje