banner ad

Najbardziej należy bać się samego strachu

23 maja 2017

Peter Swanson „Każdy jej strach”, tłum. Ewa Penksyk-Kluczkowska, wyd. Marginesy
Ocena: (brak)*

Marginesy wydały drugą po „Czasem warto zabić” powieść Petera Swansona. Pierwsza odniosła niemały sukces komercyjny, dlatego można było przewidzieć, że wydawnictwo pójdzie za ciosem.

Kate Priddy była od zawsze trochę neurotyczna. Już w dzieciństwie miewała epizody nagłych ataków niepokoju, złych przeczuć. Po tym jak własny chłopak porwał ją i niemal pozbawił życia, zdarzające się z rzadka niepokoje ustąpiły miejsca regularnym atakom paniki i permanentnemu poczuciu zagrożenia. Szansa na poprawę pojawia się niespodziewanie zza oceanu. Corbin Dell, daleki kuzyn dziewczyny mieszkający w Bostonie, proponuje, aby ta zamieniła się z nim na pół roku mieszkaniami. Kate zgadza się, mając nadzieję, że przeprowadzka pomoże jej zdystansować się od ostatnich traumatycznych wydarzeń. Niestety, wkrótce po przybyciu do apartamentu Corbina, bohaterka dowiaduje się, że jej niedoszła sąsiadka, młoda kobieta o imieniu Audrey, została zamordowana. Co więcej, niejaki Alan Cherney, przystojny mężczyzna, który mieszka w apartamencie z widokiem na mieszkanie zabitej, sugeruje, że z jej śmiercią mógł mieć coś wspólnego Corbin.

Peter Swanson oparł swoją powieść na nieszablonowej bohaterce. Kate boi się śmiertelnie wszystkiego. Dosłownie. Widać to już wtedy, kiedy ma wsiąść do samolotu ? pierwsza myśl, jaka ją nachodzi, jest taka, że samolot spadnie i wszyscy zginą. Po przyjeździe do Bostonu boi się iść sama po ulicy, boi się wsiąść do taksówki, boi się też rozmawiać z nieznajomymi. I to właśnie taka osoba wplątana zostaje w sprawę morderstwa młodej dziewczyny z sąsiedztwa. Na ile brzmi to wiarygodnie? Każdy musi ocenić sam. Trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że pomysł ten wydaje się zbyt naciągany. Nie sposób też nie zauważyć pewnych podobieństw do poprzedniej powieści amerykańskiego autora. Tak jak w „Czasem warto zabić”, w „Każdym jej strachu” również pojawia się motyw zbrodni usprawiedliwionej, „racjonalnej”, która ? wedle samego zbrodniarza ? miałaby sprawić, że świat będzie lepszy. I – podobnie jak poprzednio – motyw ten nie został dostatecznie rozwinięty.

Swanson dość wcześnie ujawnia, kto jest mordercą. I w zasadzie napięcie, które buduje, nie dotyczy odkrywania tożsamości winnego, lecz skupia się na tym, co się stanie, kiedy już wiadomo, kto zabijał. A może wcale nie wiadomo? Może autor rzuca czytelnikowi fałszywy trop, bawi się nim i zwodzi? Pozornie poszczególne elementy układają się w całość, jednakże niepewność, czy wszystko jest takie, jakim się wydaje, ciągle pulsuje z tyłu głowy. Trzeba przyznać, że pod tym względem Swanson radzi sobie z fabułą dosyć zręcznie, a co za tym idzie ? zadowoli fanów thrillera i tych, którym spodobała się jego poprzednia powieść.

Rafał Siemko

*Nie poddajemy ocenie książek, które ukazały się pod naszym patronatem.

Tematy: , , ,

Kategoria: recenzje