banner ad

Miłość w czasach brutalnej wojny ? recenzja komiksu „Mister Miracle” Toma Kinga i Mitcha Geradsa

9 marca 2020

Tom King, Mitch Gerads „Mister Miracle”, tłum. Marceli Szpak, wyd. Egmont 2020
Ocena: 10 / 10

Mogłoby się zdawać, że człowiek pokroju Toma Kinga, byłego agenta CIA, który przez dobrych kilka lat tropił terrorystów, będzie przelewał na papier same brutalne, krwawe i zaangażowane politycznie opowieści. Jest jednak zupełnie inaczej, bowiem zdecydowana większość jego scenariuszy, w mniejszym lub większym stopniu opowiada o meandrach miłości ? partnerskiej i rodzicielskiej.

Gdy autorowi urodziło się pierwsze dziecko, ten rzucił pracę dla rządu i zajął się pisaniem. Najpierw wydał powieść, „A Crowded Sky”, opowiadającą o losach superbohaterów, którzy w wyniku wielkiego poświęcenia stracili w swoim świecie moce. Zaraz potem trafił do wydawnictwa DC, gdzie praktycznie z miejsca otrzymał własny tytuł do prowadzenia. W „Graysonie” przemodelował życie pierwszego pomocnika Batmana, potem odświeżył zapomnianych kosmicznych bohaterów w „The Omega Men”, a w autorskim „The Sheriff of Babylon” wykorzystał swoją wiedzę z pracy w CIA. Przełomowy dla scenarzysty okazał się rok 2016, kiedy to wdał się w krótki romans z Marvel Comics, co zaowocowało albumem „Vision” i nagrodą Eisnera, a od Scotta Snydera przejął stery w „Batmanie”, czyli najpopularniejszej serii DC Comics. Właśnie te dwa tytuły mówią najwięcej o Tomie Kingu, ponieważ właśnie w nich rozkłada na czynniki pierwsze międzyludzkie relacje, towarzyszące im uczucia i spożytkowuje swoje doświadczenia z bycia mężem oraz ojcem. Przysłowiową kropką nad i w tym temacie jest „Mister Miracle” ? wybitny komiks superbohaterski właśnie o miłości.

Nowi Bogowie to fikcyjna rasa stworzona przez Jacka Kirby?ego, która szybko przeniknęła do świata superbohaterów DC. Jeden z najpotężniejszych jej przedstawicieli, Darkseid, stał się regularnym przeciwnikiem Supermana, ale reszta postaci przez dekady odgrywała raczej drugoplanowe, pomocnicze role. Dlatego też Tom King otrzymał pełną swobodę twórczą przy swoim nowym tytule, w ogóle nie musząc dostosowywać się do wymagań bieżącego uniwersum. Tak powstała ciepła i urocza opowieść typu „z życia wzięte” skontrastowana z wielkimi superbohaterskimi działaniami zakrojonymi na szeroką skalę.

Mister Miracle, wraz z żoną Big Bardą, z racji swojego pochodzenia i unikalnych zdolności, zostają wplątani w wyniszczającą wojnę między Nową Genezą a Apokolips. Kończy się ich sielankowe życie na Ziemi, a rozpoczyna walka o pokój. Sprawę komplikuje fakt, że Barda zachodzi w ciążę, a Miracle nie zawsze kontaktuje z rzeczywistością. Tom King w pewnym sensie serwuje narrację w stylu „Weapon X” Barry?ego Windsor-Smitha, w której główny bohater nie zawsze odróżnia, co jest prawdą, a co fikcją. Dodatkowo Miracle to postać z depresją, zmęczona życiem i stawianymi przed sobą kolejnymi wyzwaniami. Wojna okazuje się dla niego pewnym wybawieniem od marazmu, ale prawdziwy ratunek przychodzi od strony ciężarnej żony i pojawienia się zupełnie nowej życiowej perspektywy. I choć konflikt odgrywa istotną rolę w opowieści, ostatecznie okazuje się być tylko pretekstem do budowy skomplikowanych relacji między dwójką bohaterów. Momenty, kiedy rozmawiają ze sobą o pierdołach, kłócą się, spędzają wolny czas, próbują rozwikłać codzienne błahostki, autentycznie chwytają za serce. W tych scenach i dialogach jest ogrom prawdziwych, żywych emocji, które mimowolnie udzielają się czytającemu. Wrażenie robią też sceny kontrastowe, gdzie np. na planszy toczy się zacięta walka, a bohaterowie, wymierzając kolejne śmiertelne ciosy, rozmawiają o meblowaniu mieszkania czy wizycie u lekarza.

Pozytywne wrażenie sprawiają też śliczne ilustracje Mitcha Geradsa, kreślone lekką kreską, dopracowane i szczegółowe. Ciekawym zabiegiem jest rozmycie niektórych kadrów, stylizowane na zakłócenia, jakie kiedyś pojawiały się na ekranach analogowych telewizorów. Z jednej strony jest to dopasowanie się do narracji Kinga, który stosuje klamrę stylizowaną na telewizyjny serial (na początku i końcu każdego rozdziału wchodzi narrator z offu tłumaczący wydarzenia), a z drugiej intrygujący sposób na odrealnienie fabuły.

Nagrodzony aż pięcioma Eisnerami „Mister Miracle” to album wybitny, nawet jeśli rozpatrywać go poza kategorią komiksu superbohaterskiego. Doskonale opowiedziany, śliczne narysowany, zawierający trochę życiowych prawd i niewymagający znajomości żadnych innych opowieści z uniwersum DC. Z pewnością to jeden z najważniejszych komiksów wydanych w tym roku w Polsce.

Paweł Deptuch

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: recenzje