banner ad

Jak porzucić cnoty niewieście – recenzja książki „Córka fortuny” Isabel Allende

16 lipca 2021

Isabel Allende „Córka fortuny”, tłum. Marta Jordan, wyd. Marginesy
Ocena: 8 / 10

Odkładając na półkę „Córkę fortuny”, czytelnik już po chwili patrzy na powieść Isabele Allende tęsknym wzrokiem. Dlaczego? Cóż, taka dawka soczystej literatury zmiksowanej z przygodą i tętniącym życiem światem przedstawionym, który zapełniają nakreślone w fascynujący sposób postacie, nie zdarza się często.

Isabel Allende największą popularność w Polsce zdobyła w latach 90. XX wieku. To wtedy ukazała się u nas jej najsłynniejsza powieść i zarazem debiut literacki, czyli „Dom duchów”, rozsławiony przez naszpikowany gwiazdami film z 1993 roku. Kontakt z filmem i książką były bardzo emocjonalnym doświadczeniem. Rozciągnięta na lata saga rodzinna z burzliwą, XX-wieczną historią Chile w tle zapewniała niezapomniane przeżycia.

„Dom duchów” jest o tyle ważny dla „Córki fortuny”, która powstała prawie dwadzieścia lat później, że w ujęciu chronologicznym stanowi zwieńczenie trylogii, którą oba te tytuły tworzą z „Portretem w sepii”. A zatem swoją sagę rodzinną Allende zaczęła pisać od końca. W „Córce Fortuny” cofa się do czasów połowy XIX wieku i opisuje przede wszystkim losy Elizy Sommers, spowinowaconej z bohaterami „Domu duchów”. Poznajemy ją jeszcze jako niemowlę porzucone u wrót domostwa Sommersów, Jej późniejsza niania (i zarazem jedna z istotnych, kobiecych bohaterek powieści) powie, że musiała być przeklęta, skoro nie chciała jej własna matka.

Przez długi czas tego właśnie w książce się spodziewamy – opowieści o przeklętej przez los młodej dziewczynie, którą przybrana matka, Rose Sommers, wychowuje na posłuszną konwenansom damę, żyjącą w świecie pełnym kobiecej uległości, przemilczeń, sekretów, ładu i dyscypliny. O tym, że Eliza będzie się musiała zbuntować przeciwko takiemu życiu, szybko mamy okazję się przekonać, ale raczej żaden czytelników nie przypuszcza, dokąd zaprowadzi bohaterkę zew młodzieńczej miłości. Szykujemy się na burzliwy romans, a dostajemy coś całkiem innego – awanturniczą z ducha opowieść, w której bohaterka, będąc w pogoni za uosabiającym romantyzm polityczny ukochanym, nagle odkrywa siłę kobiecego samostanowienia. Paradoksalnie – niczym znana z filmów Disneya Mulan – zaczyna ją doświadczać, podając się przez długi czas za mężczyznę. Wcześniej żyła w iluzji, w lukrowanej rzeczywistości. Wraz z decyzją o porzuceniu tego co było, decyzją, która całkowicie zmieni jej życie, zaczyna pisać nową historię, w której jest zarówno bohaterką, jak i narratorką.

Historia Elizy jest napisana przez Allende w specyficzny sposób. Prawie nie uświadczymy w niej dialogów, zamiast tego jest niemal nieustanna, ale porywająca w formie gawęda, która stanowi wypadkową między klasyką powieści podróżniczo-przygodowych a realizmem magicznym w stylu „Stu lat samotności” Gabriela Garcíi Márqueza. Powieściowy „Dom duchów” stanowił dla wielu krytyków wzorcowe przedstawienie tego uprawianego przez iberoamerykańskich twórców gatunku, jednak „Córka fortuny” w większym stopniu jest przykładem reinterpretacji klasycznej powieści awanturniczej. Dlatego reinterpretacji, ponieważ na pierwszym planie nie ma męskiego bohatera, tylko młoda kobieta targana niefortunnymi zrządzeniami losu, która z biegiem czasu poznaje smak przygody i doświadcza prawdziwej wolności.

Isabel Allende jest jednak na tyle znakomitą pisarką, że wszystkie doświadczenia Elizy wplata w niezwykłą panoramę świata przedstawionego. Sporą część książki spędzamy z różnymi bohaterami w Chile, potem jednak akcja przenosi się do opanowanej gorączką złota Kalifornii i w tych partiach książki autorka wznosi się na wyżyny, opisując perypetie Elizy i jej pochodzącego z Chin towarzysza, Tao Chi’ena. Zresztą na dwa długie rozdziały zawędrujemy też do Państwa Środka, poznając lepiej losy tego bohatera, który z pobocznej postaci z czasem przeradza się niemal w pierwszoplanową. Allende opisuje szalony świat na zachodzie Ameryki, świat pełen agresji i rasizmu, próbując doszukać się źródeł tych zjawisk i w efekcie rozkładając bezradnie ręce. Galopujące wraz z postępem cywilizacyjnym popędy wydają się ze wszech miar irracjonalne, zwłaszcza kiedy hołdujący im brutalni mężczyźni uzewnętrzniają w bardziej intymnych chwilach swą tęsknotę za czułością i ładem społecznym.

O czym zatem opowiada „Córka fortuny”? Czy jedynie o młodej dziewczynie w męskim świecie i męskim przebraniu, która by w pełni zaistnieć musi odrzucić wszystko, do czego była przez lata wychowywana? Nie tylko. Pisarstwo Allende ma znacznie szerszą perspektywę, a najważniejsze, że postępowe poglądy autorka wplata w swoją powieść w nienachalny sposób. Opisuje zderzenie różnych kultur – stąd wątek Tao Chi’ena, ale u niej owe zderzenie w naturalny sposób zmienia się w przenikanie. A zatem świat męski przenika się z kobiecym, świat Zachodu ze Wschodem, dając wspólne przykłady, że można z powodzeniem wzajemnie koegzystować, nie tworząc na siłę barier. Można inaczej – przekonuje Allende, a jej książka, choć napisana dwadzieścia lat temu jest jak najbardziej aktualna również w dzisiejszych niespokojnych czasach, pełnych plemiennych podziałów i zakusów na wolność jednostki. I dlatego „Córka fortuny” to po prostu fascynująca lektura, po której chce się jeszcze więcej pisarstwa Allende.

Tomasz Miecznikowski

Tematy: , , , , , ,

Kategoria: recenzje