banner ad

Jak chlać i ćpać, przeżyć i grać

18 maja 2012

Keith Richards „Życie”, Wyd. Albatros
Ocena: 9 / 10

Keith, jedyny syn Doris i Berta, wsławił się wieloma ponadprzeciętnymi wyczynami. Teraz do długiej listy może sobie dopisać kolejny ? prawie sam napisał autobiografię. Na dokładkę świetną.

Od dawna oczywistym było, że człowiek, który wciągnął więcej koksu niż małomiasteczkowy dealer jest w stanie sprzedać przez całe swoje życie, człowiek, który wytrzymał z Mickiem Jaggerem dłużej niż wszystkie jego żony i kochanki razem wzięte i który potrafi nagrać trzydzieści takich samych a jednak zupełnie różnych płyt, musi mieć wiele do opowiedzenia. Należało więc tylko poczekać, aż ktoś w miarę rezolutny zmobilizuje go finansowo do przelania tych wszystkich niesamowitości na papier.

Ale Keitha Richardsa wcale nie tak łatwo jest zmobilizować, a jeszcze trudniej ujarzmić i wsadzić w literackie dyby. Spowiedź w formie wywiadu-rzeki w ogóle nie wchodziła w rachubę, bo chyba nikt nie wierzył, że chodząca ikona rock?n?rolla dałaby się prowadzić za rączkę podczas przydługich rozmów, przepytywana przez niedorobionego dziennikarzynę z mlecznym wąsem. Typowa biografia natomiast, pisana przez kogoś obcego na zamówienie, kompletnie nie miała sensu, bo przecież któż zna lepiej Keitha Richardsa niż sam Keith Richards? Toteż brytyjski dziennikarz James Fox podszedł do sprawy metodycznie. Dał sobie pięć lat cierpliwości godnej Matki Teresy, aby wysłuchać opowieści weterana pięciostrunowej gitary ? te bardziej wzruszające trwały zaledwie kilka minut, inne ciągnęły się godzinami.

Jeden z trzech niezniszczalnych filarów Rolling Stonesów mówi więc nam o swojej młodości spędzonej w Dartford, słuchaniu bluesowych płyt sprowadzanych ze Stanów, gitarowych riffach, założeniu pierwszej kapeli i późniejszej rock?n?rollowej eskapadzie po salonach całego świata. Są narkotyki i mnóstwo pięknych kobiet, pojawiają się literaci i jest oczywiście Mick Jagger. Ten ostatni jawi się zresztą jako naczelny antagonista głównego bohatera. Jeśli wierzyć słowom Richardsa, można faktycznie znielubić Jaggera. Szerokoustny wokalista Rolling Stonesów ponoć gwiazdorzy jak primadonna, histeryzuje jak paniusia, ćwiczy układy i choreografie, a uposażenie w majtkach ma o wiele mniejsze niźli mogłoby się wydawać. Jednym słowem dużo popu, zero rock?n?rolla, co akurat zdaje się potwierdzać solowa dyskografia rzeczonego.

Trzeba oddać Foxowi, że idealnie spełnił swoje zadanie ? jego udział w książce jest homeopatyczny i sprowadził się do czysto redaktorskiej, edytorskiej roboty. Każde zdanie przesiąknięte jest na wskroś Richardsem. Keith opowiada w taki sam sposób, w jaki gra riffy ? krótkie, rwane zdania, chociaż czasem nieco szorstkie, to jednak bez dwóch zdań są nośne i wyraziste.

Zwolennicy klasycznie pojmowanych autobiografii mogą poczuć się zawiedzeni ? nie znajdą tu melodramatycznego rozliczania się ze swoim życiem, błędami bądź sukcesami, nie przeczytają pełnych pasji, na poły literackich relacji z najbardziej skandalicznych wydarzeń. Otrzymają za to solidną dawkę autentyzmu ? odrobinę sklerozy, jawnie przemilczanych wydarzeń, małych kłamstewek i półgębkiem rzuconych docinek. Ale czyż nie takie właśnie jest „życie”?

Artur Maszota

Gdzie kupić:
Kup książkę w księgarni Selkar
Kup książkę w księgarni Lideria

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: recenzje