banner ad

Gubernator narodził się w powieści

22 grudnia 2011

Robert Kirkman, Jay Bonansinga „Żywe trupy. Narodziny Gubernatora”
Ocena: 7 / 10

W postapokaliptycznym świecie każdy może zostać ?potworem?. Jeśli żywym trupem, złodziejem, mordercą, to i Gubernatorem ? próbują nas przekonać Kirkman i Bonansinga. Czy ta prosta logika nie mija się jednak z prawdą psychologiczną?

Powieść autorów, pod wymownym tytułem ?Narodziny Gubernatora?, opisuje genezę przemiany normalnego człowieka w ?ucieleśnienie zła?. Można by rzec, Dr Jekylla w Mr Hyde?a, ale bez możliwości odwrotu. Gubernator to postać znana i? nielubiana. Największy złoczyńca okupujący karty popularnej serii komiksowej Roberta Kirkmana ?Żywe trupy?. W ?Narodzinach?? ? lub jak kto woli w powieściowym spin offie ? możemy prześledzić losy bohatera, zanim trafił on do miasteczka Woodsbury, a tym samym na karty komiksowego oryginału. Takie cofnięcie wskazówek zegara ? podobnie jak zmiana czasu z letniego na zimowy ? niesie jednak pewne ryzyko. Może okazać się zabiegiem inwazyjnym dla organizmu czytelnika. Burzącym jego wyobrażenia na temat tajemnicy postaci, wyobrażenia, z którymi zdążył się już oswoić. Dobrze, że autorzy podjęli jednak wspomniane ryzyko, gdyż w innym wypadku nie otrzymalibyśmy kolejnej, świetnej historii spod znaku ?Żywych trupów?.

Akcja powieści ? analogicznie do komiksu ? rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych, ale nie pod rządami George’a Busha czy Baracka Obamy, tylko krwiożerczych zombie. Zamiast demokracji mamy więc anarchię, a zamiast kapitalizmu, socjalizm. W obliczu żywych trupów wszyscy ludzie stają się bowiem równi, to znaczy równie smaczni.

Chcąc uniknąć śmiertelnego ukąszenia, Philip Blake wraz ze swoją świtą, a więc ukochaną córeczką (która swoją drogą mogłaby trochę bardziej przypominać żywe dziecko niż wystraszoną ?kukiełkę?), bratem i dwoma kumplami, zmierzają w kierunku Atlanty, gdzie rzekomo znajduje się obóz dla uchodźców. Po drodze, oprócz ciągnących się w nieskończoność, wyludnionych przestrzeni, bohaterowie mijają opuszczone domy, zatrzymane w ruchu auta i korowody kiwających się w powolnym rytmie zombie. Gdyby nie zagrożenie wiszące w powietrzu albo pryskające wokół kawałki ludzkiego ?befsztyku?, można by było określić ten krajobraz jako całkiem romantyczny, a nawet pstryknąć fotkę. ?Narodziny Gubernatora? bliższe są jednak estetyce filmów gore niż kina drogi. Na otwartym polu, które przypomina arenę niekończącej się walki, akcja trzyma tempo. Zwalnia dopiero w zamkniętym pomieszczeniu, gdzie zamiast żywego trupa można spotkać kanapę, lodówkę oraz kompana do rozmowy.

Pomimo krwawo-sensacyjnej otoczki, powieść Kirkmana i Bonansingi to w gruncie rzeczy dramat psychologiczny, skupiający się na relacjach międzyludzkich w warunkach skrajnego zagrożenia, ukazujący nie tylko walkę o życie, ale także o własne człowieczeństwo. Niestety, w wielu przypadkach przegraną.

W przeciwieństwie do wypuszczonego na rynek serialu telewizyjnego pt. ?The Walking Dead?, ?Narodziny Gubernatora? nie powielają fabuły komiksowego pierwowzoru, a jedynie oparte zostały na tych samych, sprawdzonych motywach. Co zresztą wcale nie dziwi, skoro pomysłodawcą książki był Robert Kirkman. Jay Bonansinga spisał jedynie (lub aż!) projekty Kirkmana niczym autor widmo, tyle że objawiony pod własnym nazwiskiem.

Obu panom należą się duże oklaski. Stworzyli interesującą książkę, której niewiele brakuje do komiksowego pierwowzoru, co na pewno było nie lada wyzwaniem. Powieść jest gatunkiem o wiele mniej przystawalnym do historyjki obrazkowej niż na przykład serial telewizyjny. Mimo tego, ?Narodziny Gubernatora? sprawnie wpisały się w rytm oryginalnej historii. To rozmyślnie skonstruowana, wciągająca lektura, gdzie kadry z dymkiem zastąpione zostały żywym, plastycznym opisem oraz naturalnym dialogiem. Ale na owacje na stojąco, to już sobie twórcy nie zasłużyli. Sprawnie napisanej powieści brakuje bowiem charakteru, przysłowiowego pazura, który zostawiłby na kartkach wyraźne, autorskie znamię; i utwierdził nas w przekonaniu, że mamy do czynienia z oryginalnym dziełem, a nie tylko spisanym na zamówienie produkcyjniakiem. Nie przekonuje również zakończenie książki, które jest do tego stopnia niewiarygodne, że aż chciałoby się krzyknąć ? Nie każdy może zostać Gubernatorem! Na szczęście każdy, czytając ?Narodziny Gubernatora?, będzie miał zapewnioną świetną rozrywkę. A czy nie o to tutaj właśnie chodzi?

Emilia Dulczewska ? Maszota

Gdzie kupić:
Kup książkę w księgarni Selkar
Kup książkę w księgarni Lideria
Kup ksiązkę w księgarni wydawnictwa

Tematy: , , , , , , , , ,

Kategoria: recenzje