banner ad

Goodbye, Basin City!

13 lipca 2012

Frank Miller „Sin City tom 7: Do piekła i z powrotem”, Wyd. Egmont
Ocena: 8,5 / 10

Jak można zakończyć serię obrazkowych historii, których akcja dzieje się w zdeprawowanym mieście? Na przykład ucieczką z tegoż miasta. W ten właśnie sposób Frank Miller – albumem „Do piekła i z powrotem” – zamyka swój głośny komiksowy cykl pt. „Sin City”. Po sześciu mrocznych do potęgi tomach przychodzi pora na happy end, którego chyba nikt się nie spodziewał.

Seria „Sin City” bardzo szybko zyskała miano kultowej. Miller z impetem – zresztą już nie pierwszy raz – wkroczył na komiksowy rynek, prezentując autorski (choć zbudowany z szeregu zapożyczeń) świat, obok którego nie dało się przejść obojętnie; oparty na silnych kontrastach, wysoce przejaskrawiony, naładowany seksem i przemocą, a przy tym ? można by rzec ? liryczny! Nic dziwnego, że za ekranizację trzech części cyklu zabrał się reżyser „Desperado”, Robert Rodriquez, a jedną ze scen (tę, w której Dwight rozmawia z trupem policjanta) nakręcił nie kto inny, jak bawiący się z nim od dawna w kino Quentin Tarantino.

Cykl Millera to bowiem wymarzony produkt dla postmodernistycznego gracza, współczesna wersja noir z twardymi facetami w prochowcach, pięknymi femme fatale i mrocznymi obrazami pogrążonego w nocy albo w deszczu miasta. Wyświetlony na bardzo czarno – bardzo białym, prawie że bijącym po oczach komiksowym ekranie.

Ostatni album „Do piekła i z powrotem” z jednej strony wpisuje się w estetykę całej serii, a nawet powiela niektóre motywy fabularne, ale z drugiej w dużym stopniu odbiega od poprzednich komiksów. Autor igra ze stworzoną przez siebie konwencją, szukając nowych dróg ? dróg wyjazdu z Basin City.

Główny bohater, Wallace, podobnie jak Marv z pierwszej części cyklu, walczy o kobietę, którą dopiero co zdążył poznać (z tą jedną różnicą, że jego wybranka jest wciąż żywa, a Marva ? całkowicie martwa!). Sprawa ? jak zwykle u Millera ? wygląda beznadziejnie. Dziewczyna została uprowadzona przez niebezpieczną organizację, z którą zdaje się współpracować cały „wszechświat”, a więc nie tylko skorumpowana policja, ale również piękne kobiety stające na drodze osamotnionego bohatera. Wallace ma jednak wciąż szansę uratować ukochaną, podczas gdy Marv może się już tylko zemścić.

Nieprzypadkowo Miller użył w podtytule „Do piekła i z powrotem” słowa „love”. Ostatni album z serii, niczym bajka w stylu „I żyli długo i szczęśliwie”, opowiada o prawdziwym, odwzajemnionym uczuciu, które ma rację bytu i dobre rokowania na przyszłość, a to już dla „Sin City” zupełne novum. Wystarczy przywołać w pamięci zranionego przez kobietę Dwighta z „Damulki wartej grzechu” czy poświęcającego życie dla młodej Nancy Hartigana z „Ten żółty drań”, żeby zrozumieć, jak destrukcyjny wpływ miała ta sama z nazwy „miłość” na ich życie.

Komiks Millera wręcz ocieka miłością, co widać również na przykładzie ? wyraźnie wyeksponowanych w nim (a tego jeszcze w „Sin City” nie było) ? wątków LGBT. Wielcy twardziele, jak kapitan i jego partner Jerry, są jednocześnie gejami, kochającymi mocno, ale po męsku, bez zbędnych wzruszeń i niepotrzebnych słów albo transseksualistami jak irytujący gliniarz.

Istotnej zmianie ulega też sylwetka głównego bohatera „Do piekła i z powrotem”. Wallace i Esther w żaden sposób nie pasują do zdeprawowanego miasta, w którym przyszło im mieszkać. To normalni ludzie, próbujący żyć uczciwie i dostający za to po głowie. On jest bohaterem wojennym i rysownikiem, pragnącym zachować niezależność artystyczną, a ona aktorką, która nie chce dla roli chadzać do łóżka? i oboje mają problemy z opłaceniem czynszu. Wymownym staje się kadr, w którym bohaterowie opuszczają lokalną spelunę, bo na widok zgromadzonych tam ludzi robi im się niedobrze. A przecież w tego rodzaju „miłych” knajpkach pijali właśnie Marv, Dwight i cała reszta.

Jednak to główni bohaterowie się zmieniają a nie Miasto Grzechu – które zdaje się być jeszcze bardziej brudne i zepsute niż poprzednio. Miller wprowadził do komiksu kolorowe ustępy, obrazujące wizje narkotyczne Wallace?a. Uwydatniają one ponurość przedstawionego świata, pozostając w kontraście do wszechobecnej w kadrze czerni i bieli. Tylko na haju, a nie w rzeczywistości, jest bowiem kolorowo.

Na tym samym haju dzieją się także niezwykłe rzeczy. Pojawiają się bohaterowie znani z innych komiksów Franka Millera, jak Leonidas z „300” czy Big Guy i Rusty Robochłopiec oraz postacie z popkultury, np. Rambo albo Clint Eastwood. To swoiste podsumowanie twórczości oraz inspiracji autora uwydatnia pożegnalny charakter ostatniego albumu z serii.

„Do piekła i z powrotem” to komiks najbardziej ze wszystkich wyciszony, zamykający opowieść o Mieście Grzechu już bez fajerwerków, wśród których powstawała. Podczas gdy pierwszy tom z cyklu wywołał niemały szok i przełom, ten ostatni przynosi błogie rozleniwienie, jakie odczuwamy po dobrym, sytym posiłku. Autor żegna nas jak zwykle wielkimi, ale tym razem pozytywnymi słowami (nawet skorumpowany do potęgi glina staje w finale tam, gdzie powinien, czyli po stronie prawa) . Mamy więc true love, mamy happy end i mamy good luck. Tylko Miasto Grzechu pozostaje gdzieś w tyle?

Emilia Dulczewska ? Maszota

Gdzie kupić:
Kup komiks w księgarni Selkar
Kup komiks w księgarni Lideria

Tematy: , , , ,

Kategoria: recenzje