Ewangelia wg Szczęśliwego Łukasza

3 stycznia 2012

René Goscinny, Morris „Lucky Luke – W górę Missisipi, Na tropie Daltonów, W cieniu wież wiertniczych”, Wyd. Egmont
Ocena: 8 / 10

Każdy miłośnik dzikiego zachodu w obrazkach, gdyby obudzić go w środku nocy, bez zbędnego namysłu powie, że istnieje tylko jeden kowboj absolutny i nazywa się on Lucky Luke.

Szczęśliwy Łukasz, bo tak po naszemu by się właśnie zwał, zasłużył na miano legendy, niosąc po dalekich preriach Teksasu niepopularną wówczas ewangelię: szanuj konia swego jak siebie samego, strzelaj szybciej niźli własny cień, pakuj złych za kratki, bierz manatki i w drogę. Do dnia dzisiejszego postawa ta zjednała mu miliony zwolenników na całym świecie.

Polaków od lat na Lucky Luke?a próbuje nawrócić wydawnictwo Egmont. Wydawałoby się, że francuski komiks posiada wszelkie cechy potrzebne do odniesienia u nas sukcesu: jest praworządny bohater niczym w Thorgalu i niewymuszony humor niczym w Asteriksie (zresztą z tym drugim łączy Lucky Luke?a również osoba scenarzysty, człowieka-instytucji René Goscinnego). Tymczasem seria nie potrafi zjednać sobie wystarczającej grupy czytelników, aby kolejne tomy ukazywały się z częstotliwością zapewniającą regularną dostawę solidnego poprawiacza nastroju. Jedno szczęście, że Egmont zdecydował się w którymś momencie na publikację komiksu w trzytomowych albumach. Dzięki tej wydawniczej zagrywce większość sympatyków szczęśliwego kowboja ma szanse zapoznać się z całością jego przygód, zanim zdąży przejść na emeryturę.

Wydany ostatnio ?niebieski? album zawiera więc w sobie trzy kolejne premierowe historie: w pierwszej (?W górę Missisipi?) Luke pomaga dziarskiemu choć niemłodemu kapitanowi Barrowsowi wygrać zakład z konkurentem o wyłączność na pływanie po rzece, nazywanej ojcem wszystkich rzek; w drugiej (?Na tropie Daltonów?) słynny bandycki kwartet Wild Westu znowu ucieka z więzienia; trzecia (?W cieniu wież wiertniczych?) traktuje o rodzącej się na wschodnim wybrzeżu Juesej gorączce ropy naftowej.

Wszystkie trzy opowiastki powstały we wczesnym okresie współpracy Morrisa z Goscinnym i tak właściwie są dopiero wprawką do najlepszych, klasycznych tytułów serii. Jednak już tutaj mamy do czynienia z charakterystycznymi elementami stylu obu twórców.

Goscinny, wyrobiony po kilku pierwszych tomach, z coraz większą swadą prezentuje swoje popisowe atuty: kaskadowy humor, grę powtórzeniami czy komiksowy slapstick. Co istotne, pomysły osadza w najbardziej esencjonalnych dla epoki motywach (transport rzeczny, wydobycie ropy), pojawiają się postacie historyczne (pułkownik Drake) lub zainspirowane historycznymi (kuzyni słynnych Daltonów). Chociaż większość historyjek Goscinnego (zarówno tych w Lucky Luke?u jak i w Asteriksie) oparta jest na podobnym schemacie fabularnym – rywalizacji pomiędzy wrogimi obozami, podczas której źli niemal zawsze podsyłają dobrym kreta ? to jednak nie sposób się nudzić czytając je jedna po drugiej, a choćby i w kółko lub na okrętkę. To chyba najlepszy dowód na owo dotknięcie Midasa, które wyniosło Francuza na komiksowe szczyty.

Goscinnemu dzielnie wtóruje Morris. Od czasu pojawienia się na pokładzie utalentowanego kolegi (wcześniej rysownik sam wymyślał Lucky?emu historie), kreska Morrisa zaczęła stopniowo ewoluować w stronę nieco bardziej wyrafinowanej karykatury, bliskiej temu, co prezentował Uderzo na łamach Asteriksa. Również research do komiksu został wykonany jak  należy ? parowce pływające po Missisipi kreślone są zgodnie z duchem epoki, pierwszy szyb naftowy żywo przypomina autentyka wybudowanego przez pułkownika Drake?a. I wreszcie postacie, pierwszo- i drugoplanowe. Ileż frajdy daje odszukiwanie aktorskich inspiracji, ulokowanych najczęściej w okolicach spaghetti westernów.

Można by toczyć wielogodzinne dysputy o tym, w którym miejscu kończy się tu prawda o Dzikim Zachodzie a zaczyna mit, można odnajdywać źródła zapożyczeń od duetu MorrisGoscinny u późniejszych twórców komiksu (np. Don Rosa w sknerusowym ?Władcy Missisipi?). A przecież to zaledwie sto parędziesiąt stron humorystycznej opowieści rysunkowej. Chyba więc lepiej zamknąć gębę na kłódkę, rewolwery do kabur a komiksy w dłoń. I czytać, na wieki wieków, czytać.

Artur Maszota

Gdzie kupić:
Kup komiks w księgarni Selkar
Kup komiks w księgarni Lideria

Tagi: , , , , , , , , ,

Kategoria: recenzje