Deconstructing John

11 grudnia 2012

Hunter Davies, John Lennon „John Lennon. Listy”, Wyd. Prószyński i S-ka
Ocena: 6 / 10

Znamy się z Johnem ponad dwadzieścia lat. W czasach, gdy na stojąco wchodziłem pod szafy, potrafiłem już zmieniać płyty w gramofonie ojca ? głównie „Beatles' Greatest” z 1975 roku na czteropłytowy „Love Songs”. Potem przyszły kolejne: płyty, albumy ze zdjęciami, teksty i tabulatury ściągane z internetu (pod koniec miesiąca pojawiały się też rachunki, na których kwota do zapłaty przypominała numer telefonu) oraz przeciwsłoneczne lennonki z pacyfkami na wakacjach w podstawówce.

Lata lecą, przyjaciele i kobiety odchodzą, ktoś na pół godziny pojawia się na listach przebojów, a Paul, George, Ringo i John nadal wiszą nad łóżkiem. Informację o publikacji „Listów” Johna skwitowałem, powiedzmy, cytatem z „She Loves You” ? „Yeah”. Kiedyś ochoczo zamówiłem „Postcards from the Boys” Ringo Starra (z kopiami pocztówek, które dostał od pozostałych bitelsów), gdzie znalazło się sporo kartek od Johna ? oczywiście pojawiają się one również w „Listach”. Jednak, wybacz Ringo, na prezent kupiłbym nową publikację o Winstonie O?Boogie (jak sam siebie nazywał Lennon).

Największą zaletą zbioru opracowanego przez Daviesa jest to, że wywołuje on nieodpartą chęć napisania listu. Ale nie takiego z „wyrazami szacunku” albo „w odpowiedzi na państwa pismo odnośnie zaległości w płatnościach za gaz”. Lecz zawadiackiego, pisanego na kolanie, gdzieś z urlopu, do kogoś bliskiego, kto ogólnie wie, o co biega, co i jak na mieście, kto zacz i po ile pieniądze. W przypływie emocji postanowiłem, że przestanę pisać maile, tylko listy (po chwili przyszło zastanowienie: co z linkami do Youtube?a).

Na początku chyba wolałem być Paulem, ale jednak buntownicza osobowość Johna była bardziej pociągająca. W jednej z książek przeczytałem, że Lennon był cynikiem. Też chciałem być cynikiem (w słowniku sprawdziłem, co to znaczy i starałem się działać zgodnie z definicją). I właśnie niebanalne, często obrazoburcze poczucie humoru Johna przyciąga do niego jak magnes. „Listy” to potwierdzają. Jego absurdalne dowcipy bywają niewinne, okrutne, czasami wulgarne, ale zapewniają zabawę jak mowy Franka Drebina w „Nagiej broni” (vide: list do pralni albo ten, który adresuje na Wielką Brytfankę, zamiast Wielką Brytanię). Dziw bierze, gdy czyta się wczesne produkcje młodego Lennona (świetny list z 1960 do matki George?a, którą tytułuje panią Horminsoon). Facet był niesamowicie rzutki i pomysłowy. Człowiek spada na Ziemię, gdy przypomni sobie, co sam robił w jego wieku.

Chłopcy z The Beatles znani byli z dystansu do świata i błyskotliwości podczas udzielania wywiadów. Do legendy przeszła sytuacja, gdy John podczas koncertu powiedział, aby widzowie z tańszych miejsc klaskali, a reszta potrząsała biżuterią. Hunter w „Listach” przywołuje dwie równie wyśmienite historie; jedną, gdy Winston O?Boogie miał wygłosić przemówienie na uroczystym Literackim Lunchu, a drugą, która miała miejsce podczas pobytu w Indiach u Maharishi?ego. W tym kontekście ciekawie wygląda sprawa błędnie wpisywanego nazwiska Ringa na pocztówkach wysyłanych mu przez Johna (o czym bębniarz wspomina w „Postcards from the Boys” ? Lennon nigdy się nie nauczył, że nazwisko Ringa brzmi Starkey).

Zaletą wydawnictwa jest również to, że w listach, oprócz spraw rodzinnych czy koleżeńskich, wyczuć można kontekst obyczajowy lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Z racji tego, że Lennon od pewnego momentu był rozpolitykowany, możemy poznać jego stosunek do świata, ale podobnie jak w przypadku biografii Iggy?ego Popa, mamy wgląd w duchowość epoki dzieci kwiatów i walki o pokój na świecie.

John nie był jednak kimś wyjątkowym pod względem oceny rzeczywistości. Był jednym z tysięcy kontrkulturowców, którym wydawało się, że są awangardą, postępowymi intelektualistami, a którzy tak naprawdę niewiele rozumieli z tego, co się wokół nich działo. Słynne zajadłe protesty przeciwko imperialistycznej wojnie w Wietnamie były tak naprawdę działaniami ułatwiającymi zbrodniczemu komunistycznemu reżimowi zdobywanie kolejnych przyczółków w walce o światową hegemonię. Pacyfistyczne ruchy nie były wolne od sowieckich agentów, a zwłaszcza od leninowskich „pożytecznych idiotów”, którzy pomagali siać ferment w demokratycznych strukturach USA.

Ex-bitels raźnie występował w obronie „skrzywdzonych i niesłusznie więzionych”, czego przykładem jest list do Królowej Brytyjskiej z apelem o interwencję w sprawie uwięzionego studenta w Iranie, Massouda Rajavi. Sęk w tym, że rzeczony student był komunistycznym rewolucjonistą, wiele lat później nazywanym „Pol Potem Iranu”. Podobna sytuacja miała miejsce w latach sześćdziesiątych, gdy Lennon wraz z innymi celebrytami zaangażował się w uniewinnienie Jamesa Hanratty?ego, na którym jednak wykonano wyrok kary śmierci za gwałt i morderstwo (śledztwo poparte badaniami DNA po blisko czterdziestu latach potwierdziło słuszność wyroku).

Zawsze byłem przeciwnikiem obarczania Yoko jakąś szczególną winą za to, co wydarzyło się między The Beatles. Po lekturze „Listów” musiałem co nieco zrewidować swoje poglądy. Można odnieść wrażenie, że druga żona Johna była spiritus movens jego działalności, że to pod jej wpływem radykalizował się do tego stopnia, że kończąc listy, zapisywał hasła w stylu „władza w ręce ludu”, spotykał się ze skrajnie lewicowymi działaczami, a Yoko w jego imieniu deklarowała, że John chce się pozbyć własności, bo go krępuje w pracy i życiu.

Książka jest pięknie wydana, na grubym papierze, ze świetnie wyjaśniającymi rzecz komentarzami Huntera Daviesa. Problem polega na tym, że „Listy” tak naprawdę nie są zbiorem tylko i wyłącznie epistolograficznym. Sporo tu różnych świstków, skrawków, ankiet z bezwartościowymi zapisami. Momentami czyta się to dość opornie, gdy mamy serię dokumentów zaledwie z kilkoma zdaniami albo listę zakupów. Choć takie listy z dyspozycjami, jakie płyty należy kupić, są ciekawe, a wnikliwy czytelnik ma szansę wyrobić sobie własną opinię o „prywatnym” Lennonie. Jeżeli więc uzbierałeś już wszystkie płyty Fab Four oraz książki, które do tej pory wydano; cóż, idą święta, yeah yeah yeah.

Kasper Linge

Gdzie kupić:
Kup książkę w księgarni Selkar
Kup książkę w księgarni Lideria

Tematy: , , , , , , ,

Kategoria: recenzje