banner ad

Danny Torrance jako Doktor Sen

24 września 2013

Doktor SenStephen King „Doktor Sen”, Wyd. Prószyński i S-ka
Ocena: 9 / 10

Sequele zawsze niosą ze sobą ryzyko. Zwłaszcza, jeśli chce się kontynuować dzieło kultowe, uważane przez wielu za majstersztyk, klasykę gatunku czy najważniejszy punkt w dotychczasowym dorobku twórcy. Stephen King ma na swoim koncie kilka takich punktów. Z pewnością są nimi: „Miasteczko Salem”, „Cmętarz zwieżąt”, „Misery” czy „To”. Przede wszystkim jednak palma pierwszeństwa należy się jednej powieści. Mowa o „Lśnieniu”. Książka napisana pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku na dobre wpisała się w pejzaż najlepszych powieści grozy, będąc jednocześnie znakomitym studium choroby alkoholowej, postępującego szaleństwa oraz toksycznej relacji, jaką tworzy osoba uzależniona z członkami własnej rodziny. King jednak postanowił zaryzykować. I oto, po „Joyland”, mamy kolejną Kingowską premierę tego roku: „Doktor Sen”, czyli kontynuację dalszych losów Danny?ego Torrance?a, chłopca obdarzonego wyjątkową, paranormalną umiejętnością, chłopca, który jako sześciolatek przeżył traumę rzutującą na resztę jego życia. Mówiąc krótko, King powraca do dawnych upiorów z „Lśnienia”, ale przede wszystkim daje odpowiedź na pytanie, co dalej stało się z Dannym, wprowadzając do jego losów kolejne wątki i wydarzenia.

Danny jest już trzydziestokilkuletnim mężczyzną, który nadal posiada umiejętność lśnienia, lecz stara się ją w sobie zagłuszyć. Powracające obrazy i upiory z dzieciństwa znakomicie tłumi alkohol. Stąd Dan nie stroni od picia. Wręcz przeciwnie, jest nieodrodnym synem własnego ojca i z każdą kolejną dawką alkoholu coraz bardziej popada w sidła uzależnienia, które niszczy nie tylko paranormalne zdolności, ale i jego życie, będące pasmem złych wyborów i porażek. I z pewnością skończyłby źle, gdyby nie pewien moment przełomowy. Jedno zdarzenie, spotkanie właściwych ludzi, dzięki czemu Danny?emu udaje się odbić niemalże od samego dna. Odwyk pozwala stanąć mu na nogi, a praca, którą posiadł, zaczyna nadawać sens nowemu życiu. Jako pracownik hospicjum, korzystając ze swoich nadzwyczajnych umiejętności, pomaga umierającym ludziom lepiej znieść nadchodzącą śmierć. Stąd pracownicy hospicjum, jak i sami chorzy, określają go mianem Doktor Sen. Ale to jeszcze nie koniec historii Danny?ego. Kiedy wydaje się, że młody Torrance znalazł już spokój i swoje miejsce na ziemi, otrzymuje w dość dziwny sposób wiadomość od dziewczynki o imieniu Abra, która zdaje się posiadać podobne do niego zdolności. Okazuje się, że grozi jej niebezpieczeństwo ze strony dziwnych istot, nazywających siebie Prawdziwym Węzłem. Jest to początek właściwej akcji i serii zdarzeń, które rozegrają się niczym klasyczny pojedynek dobra ze złem. Ale nie do końca. Bo pojawią się pewne wątpliwości… W każdym bądź razie Danny będzie zmuszony powrócić w miejsce gdzie dawniej stał hotel Panorama, w miejsce, gdzie rozegrał się najgorszy koszmar jego dzieciństwa. Czy historia zatoczy koło? Czy dawne koszmary powrócą? Odpowiedź oczywiście znajduje się w książce.

King specjalizuje się w przynajmniej trzech gatunkach: horrorze, fantasy i powieści psychologicznej. W przypadku „Doktora Sen” mamy do czynienia z powieścią spod znaku horroru, jak na kontynuację „Lśnienia” przystało. Pojawiają się motywy charakterystyczne dla tego gatunku: zombie, wampiry, paranormalne zdolności oraz zdarzenia motywowane działaniem sił nadprzyrodzonych. A wszystko to w bardzo dobrym i charakterystycznym dla autora stylu. Obok wyraźnych cech przynależnych literaturze grozy można także zauważyć elementy innych gatunków, chociażby powieści drogi.

Mówiąc o najnowszej książce Kinga, nie sposób uciec od kontekstu, który narzuca się pierwszoplanowo. Czyli od patrzenia na „Doktora Sen” przez pryzmat „Lśnienia”. Jak nietrudno zauważyć, przestrzeń czasowa między „Lśnieniem” a „Doktorem Sen” jest spora, bo kilkudziesięcioletnia. Już sam ten fakt sprawia, że obie powieści muszą różnić się między sobą. Przede wszystkim widać to w gadżetach używanych przez bohaterów ? rozwój technologii w życiu codziennym jest bardzo widoczny na kartach „Doktora Sen”. Ale nie to jest najważniejsze. Przede wszystkim, jak zauważył sam King w posłowiu, autor tych dwóch powieści jest zupełnie innym człowiekiem. „Lśnienie” powstawało w czasach, kiedy pisarz borykał się z problemem alkoholowym, co sprawiło, że bardzo identyfikował się (jak przyznał po latach) z Jackiem Torrancem. „Doktora Sen” napisał człowiek nie tylko wyleczony z alkoholizmu (aczkolwiek sceny, w których Dan prawie sięga po kieliszek, mając za sobą kilka lat niepicia, są bardzo sugestywne i przekonujące), ale także pisarz spełniony. Pomimo więc tego, że gatunkowo obie książki są horrorami, to są nimi w zupełnie inny sposób. Obecny King to nieco inny King niż ten sprzed kilkudziesięciu lat. Trudno się jednak temu dziwić. Zmienia się pisarz, zmienia się także klimat jego opowieści.

Mimo wszystko „Doktor Sen” to powieść obfitująca w częste zwroty akcji, napięcie budowane sprawnie niczym w filmach Hitchcocka, czemu towarzyszy spektrum motywów dobrze znanych z całej twórczości pisarza. To kolejna bardzo dobra powieść Kinga, od której trudno się oderwać. Czy jednak na tyle wybitna, aby znaleźć w bibliografii autora miejsce równe temu, jakie piastuje „Lśnienie”?

Ewelina Dyda

Tagi: , , , ,

Kategoria: recenzje