banner ad

Bezpowrotnie utracone dzieciństwo

5 maja 2013

Lucky Luke - Rywale z Painful Gulch, Góry Czarne, Daltonowie i zamieć René Goscinny, Morris „Lucky Luke – Rywale z Painful Gulch, Góry Czarne, Daltonowie i zamieć”, Wyd. Egmont
Ocena: 5 / 10

Lucky Luke sprawia, że znów chciałbym mieć 10 lat. Być może wtedy śmiałbym się z jego dowcipów, a lektura komiksu z kultowym kowbojem nie zostawiłaby gorzkiego posmaku utraconej niewinności.

Ludzki Lucek. Gdy byłem dzieckiem, tak w żartach mówiłem z kolegami na amerykańskiego kowboja z kreskówki, którą od czasu do czasu puszczano w Teleranku. Z tego powodu w niedzielne poranki cierpiałem katusze. Mieliśmy w obowiązku chodzić na mszę o godzinie 8:30. Potem z tej mszy dla dzieci budząca w naszych sercach grozę pani katechetka sprawdzała obecność na lekcjach religii, które odbywały się w owym czasie po południu w kościele. Nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego nie mogę iść na późniejszą mszę i zamiast słuchać ewangelii i kazania, myślałem jedynie, czy zdążę po mszy do domu, zanim puszczą Ludzkiego Lucka. Czasami się udawało.

Piszę o tym, bo przez wiele następnych lat postać stworzoną przez Morrisa znałem jedynie z tych kreskówek. Kiedy komiksy z najszybszym rewolwerowcem na Dzikim Zachodzie pojawiły się w na polskim rynku, nie przyszło mi do głowy, żeby po nie sięgnąć, choć byłem już zarażony komiksowym bakcylem. Teraz wiem dlaczego. Nie miałem już dziesięciu lat.

Dziś Lucky Luke jest starzejącym się kowbojem. Ma 67 lat i opowiada w kółko te same, ograne wszędzie już miliony razy historyjki z Dzikiego Zachodu. Prawy rewolwerowiec wjeżdża na białym koniu do miasta, poskramia chaos, przywraca porządek i doprowadza złoczyńców przed oblicze sprawiedliwości. Przyjdzie na spotkanie z uczniami klas pierwszych szkoły podstawowej w ramach Dnia Dziadka czy lekcji z historii USA.

Z drugiej strony dekonstrukcja mitu Dzikiego Zachodu w parodii hollywoodzkiego westernu brzmi niczym tytuł pracy magisterskiej albo tekst z filmu Barei. Morris zaciera pewnie w zaświatach ręce z radości. W końcu o to w Lucky Luke?u chodzi.

Lucky Luke ? Rywale z Painful Gulch, Góry Czarne, Daltonowie i zamieć - rysunek

Laurka wystawiona Ameryce przez Belga nie jest zbyt pochlebna. Album zbierający trzy historie pisane przez Gościnnego jest tego przykładem. Kim są Amerykanie w oczach belgijsko-francuskiego duetu? Głupimi, wiecznie skłóconymi redneckami strzelającymi do siebie na oślep o byle bzdurę, czyli „Rywale z Painful Gulch” (tak przy okazji „Gulch” to parów lub wąwóz, a skojarzenia z Bolesnym Wąwozem są? interesujące). Jaki to kraj? Ano taki, który zbudował swoją potęgę, bo złamał wszystkie umowy i odebrał Rdzennym Amerykanom ich ziemię, czyli „Góry Czarne”. I na koniec klasyk z Daltonami, tym razem ukrywającymi się w Kanadzie, a przy okazji trafny obraz rozpowszechnionego w USA stereotypu północnego sąsiada.

Panowie Morris i Gościnny nie mieli najlepszego zdania o swoich amerykańskich przyjaciołach i trafnie oddali wszystkie wady tego kraju i narodu. Jednak z czasem za bolesną krytyką można dostrzec także wady samej epoki, w której powstawały Lucky Luki. Na stronach komiksu nie brak żartów, które dziś uznano by za rasistowskie. A Indianie pewnie mogliby poczuć się obrażeni, bo wychodzi na to, że wszystko przepili.

Poziom poczucia humoru „Lucky Luke?a” nie jest szczególnie wyszukany. W sam raz dla dziesięciolatka. Ale ja nie mam znów dziesięciu lat i nie mogę śmiać się z żartów, które dziś kwalifikują się do „strasznych sucharów”, bez ironicznego dystansu. Nie mogę zanurzyć się w świecie wyobraźni, dać się unieść banalnym do bólu schematom i być tym dzielnym kowbojem, łapać rabusiów napadających na dyliżansy i banki, walczyć z dzikimi indiańskimi wojownikami albo tropić niebezpieczną bandę, która znów uciekła z więzienia. Nie mam już tamtej niewinności. Graniczącej z naiwnością. Wyrosłem z Johna Wayne?a, a jego miejsce zajął Clint Eastwood.

Krzysztof Stelmarczyk

Gdzie kupić:
Kup komiks w księgarni Selkar
Kup komiks w księgarni Lideria

Tagi: , , , , , , , , ,

Kategoria: recenzje